– Doskonale! Doskonale! – tyle na temat gry Marii Sakkari przeciw Idze Świątek powiedział trener Greczynki. Usłyszeliśmy to po pierwszym secie. A później zobaczyliśmy doskonałą reakcję Polki. Świątek drugi raz w krótkim czasie odwróciła trudny mecz, wygrała 4:6, 6:1, 6:1. Po miesiącach zwątpień znów potrafi zachować spokój i wiarę w siebie. Znów nie ma dla niej przegranych sytuacji. To ważniejsze nawet od pewnego forhendu i regularnego serwisu.
Do zera, do 30, do 30, do 15 i do 15 – tak pewnie Maria Sakkari wygrała swoje gemy serwisowe w pierwszym secie meczu z Igą Świątek w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Przy swoim podaniu Greczynka wygrała w tej partii aż 24 z 30 punktów. Świątek nie miała żadnych szans, żeby przełamać byłą numer trzy światowego rankingu. Do tego Sakkari dołożyła imponującą intensywność w wymianach. I skuteczność. Gdy prowadziła w meczu 6:4, a Świątek schodziła na przerwę toaletową, mieliśmy w głowach dwa pytania:
- Jak długo Sakkari to wytrzyma?
- Jak długo Świątek to wytrzyma?
O grze Greczynki notowanej dziś na 32. miejscu w rankingu WTA przez pierwszą godzinę meczu z zajmującą piąte miejsce na tej liście Polką wszystko mówiło jedno słowo. – Doskonale! – powiedział do Sakkari Tom Hill tuż po pierwszej partii. – Doskonale! – powtórzył po chwili trener. Tu naprawdę nie było nic do dodania. Sakkari znów grała, jak kilka lat temu, gdy była światową numer trzy. Ale gdy Świątek wróciła z szatni (musiała zmienić przepocone ubrania, bo w Cincinnati poza wysokimi temperaturami panuje też bardzo wysoka wilgotność – w trakcie meczu przekraczała 90 proc.), to niemal od razu obraz meczu zaczął się zmieniać.
– Iga! Iga! Vamos! – zachęcał Francisco Roig. Po nieobecności w Toronto trener Igi wrócił do boksu. W Kanadzie go nie było, bo już wcześniej miał zaplanowane wolne. Hiszpan mógł żałować, że z bliska nie oglądał, jak po kilku pierwszych miesiącach pracy z nim (zaczęli od początku kwietnia) Świątek się przełamała i wygrała pierwszy turniej. Ale teraz, w trzeciej rundzie w Cincinnati, zobaczył poniekąd podobną reakcję Igi na problemy, jaką pokazała kilka dni temu w Toronto.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”
Panika – to słowa często padało w kontekście Świątek. Teraz rządzi spokój
Dokładnie dziewięć dni dzieli mecze Igi z Martą Kostiuk w Kanadzie i z Marią Sakkari w USA. W czwartej rundzie „tysięcznika” w Toronto Polka fatalnie zaczęła spotkanie z Ukrainką. W secie przegranym 3:6 nasza zawodniczka przegrała wszystkie cztery swoje gemy serwisowe. Z 17 punktów po swoim serwisie wygrała zaledwie jeden! Wtedy też Świątek zeszła po przegranym secie do szatni. I kiedy wróciła, zachwyciła nas ogromną poprawą. I odwróceniem meczu. Do końca tamtego starcia Świątek już ani razu nie dała się przełamać. Po fatalnym secie wygrała dwa kolejne 6:1, 6:2.
Odwrócony mecz z Kostiuk z 8 sierpnia był pierwszym, od pół roku, jaki Świątek wygrała mimo przegrania pierwszego seta. Wcześniej w bieżącym roku Iga wygrała tylko dwa mecze, które zaczęła od przegranych setów – 5 stycznia z Evą Lys (3:6, 6:3, 6:4) w United Cup i 11 lutego z Darią Kasatkiną (5:7, 6:1, 6:1) w Dosze. Później przez sześć kolejnych miesięcy przegrała sześć meczów z rzędu, w których rywalki wychodziły na prowadzenie 1:0 w setach. Czyli teraz w dziewięć dni Iga dwa razy zrobiła coś, czego nie była w stanie zrobić przez pół roku. To nie przypadek.
Przeciw Sakkari po świetnym secie rywalki Świątek pozostała cierpliwa, spokojna, pewna swojej taktyki i cały czas solidna. Nie próbowała niczego na siłę dodawać, zmieniać. Bazowała na dobrym serwisie, na dość pewnym forhendzie i na cierpliwym budowaniu akcji. Nie panikowała. To chyba najważniejsza przemiana, jaką widzimy w Świątek po Wimbledonie.
Przez ponad pół roku tego sezonu liczni komentatorzy (w tym trenerzy i byli zawodnicy) wiele razy podkreślali, że w trudnych momentach poszczególnych meczów Polka traciła głowę. Po Wimbledonie Iga przez trzy tygodnie trenowała z Roigiem, a gdy wróciła do gry po miesięcznej przerwie, to po pierwsze:
- podkreśliła, że za nią najdłuższy i najbardziej owocny czas wspólnej pracy z nowym szkoleniowcem
- za nią stresująca część sezonu (na starcie turnieju w Toronto powiedziała: „Czuję, że najbardziej stresująca część sezonu już się skończyła”)
Podobnie jak teraz w meczu z Sakkari Świątek zareagowała nieco ponad tydzień temu. Tyle że teraz to była reakcja na świetne granie rywalki, a wtedy – na własne problemy. Oba odwrócone przez Polkę mecze bardzo cieszą.