– Sport wyczynowy nie ma nic wspólnego ze zdrowiem – mówi wprost Katarzyna Zdziebło, doktor medycyny. W 2022 roku zachwyciła, zdobywając dwa srebrne medale MŚ i srebro ME, a w 2023 roku była tak rozbita zdrowotnie, że skończyła karierę. Na szczęście wróciła i teraz w Birmingham została wicemistrzynią Europy w chodzie na dystansie maratońskim!
– Myślę, że Kasia Zdziebło dopiero będzie w swoim sztosie – powiedział kilka dni temu w rozmowie ze Sport.pl Dawid Tomala. Mistrz olimpijski z Tokio ogłosił u nas, że kończy karierę. Natomiast Zdziebło pokazała, jak to dobrze dla polskiego sportu, że swoją decyzję o zakończeniu kariery zmieniła.
Już rok temu, na mistrzostwach świata w Tokio, Zdziebło zaprezentowała się świetnie, zajmując piąte miejsce w rywalizacji na 35 km. Teraz w Birmingham na nowym dystansie (maratońskim – 42 km i 195 metrów) Polka była typowana do medalu. I świetnie się z roli jednej z faworytek wywiązała.
Doktor Zdziebło stawia diagnozę: „Pewnie wszystko mi wysiądzie, gdy będę starsza”
Niespełna 30-letnia Zdziebło od początku rywalizacji w Birmingham dyktowała tempo. Szybko uciekła reszcie stawki razem z dwiema Włoszkami – Sofią Fiorini i Eleonorą Giorgi. Po 20 kilometrach tempa nie wytrzymała Giorgi, brązowa medalistka MŚ Doha 2019 na 50 km. Natomiast 10-11 kilometrów później Zdziebło odpadła od Fiorini. Młodziutka Włoszka (za cztery dni skończy 22 lata) potwierdziła świetną dyspozycję, długo idąc w tempie na rekord świata. Polka aż tyle siły nie miała, ale pewnie szła do końca na drugim miejscu. I finalnie w pięknym stylu – bijąc rekord Polski i swoją życiówkę o ponad cztery minuty oraz notując drugi w historii wynik na świecie – nasza „Katarzyna Srebrna” wywalczyła kolejne wicemistrzostwo w swojej karierze.
Ta kariera jest nietypowa. Przypomnijmy fragment rozmowy ze Zdziebło na Sport.pl z Eugene z 2022 roku. Rozmawialiśmy po tym, jak Katarzyna zachwyciła całą sportową Polskę, zdobywając srebrne medale na obu rozgrywanych wówczas dystansach – 20 i 35 km.
Zobacz wideo Pia Skrzyszowska po srebrze ME: mniejsza różnica nie istnieje, mógłby być remis
Po pierwszym srebrze opowiadałaś, że chód był twoim hobby, dodatkiem do medycyny. To hobby wielu ludzi uważało za dziwne?
– Oczywiście. Zawsze się znajdą przeciwnicy chodu sportowego. Ale trzymam się tego, że to mi się podoba, że chcę to robić, że to jest moje. Postawiłam na to i chociaż były sprzeciwy ze strony rodziców, którzy są lekarzami, to wytrwałam.
Jakie były argumenty rodziców?
– Takie, z którymi się zgadzam: że zawód lekarza jest pewny, że trzeba z czegoś żyć. Jeśli byłabym zwykłym chodziarzem, który raz na jakiś czas zdobyłby medal mistrzostw Polski, nie miałabym z czego żyć. A zawód lekarza daje możliwości na przyszłość. Nie na rok czy dwa, bo ten zawód można uprawiać do końca życia, można pracować, rozwijać się, doszkalać nawet i w wieku 70 lat.
Ale to ci nie ucieknie, to będziesz mogła robić nawet w wieku 70 lat. A po medale mistrzostw świata jako 70-latka nie pójdziesz.
– Tak, ale gdy kończysz studia, to głowa jest bardziej chłonna, człowiek jest lepiej zmotywowany i wtedy może się najlepiej rozwijać. Dlatego gdy kończyłam medycynę, to szczególnie mój tata uważał, że powinnam na nią w całości postawić. Myślałam, czy tak zrobić, ale czułam, że chcę coś powiedzieć w sporcie. Te medale są dla mnie nagrodą. Mam dowód, że to nie był stracony czas.
Powiedz szczerze – czy rodzice nie mówili ci, że chód wygląda na sport, który rujnuje zdrowie? Wasz ruch nie wygląda naturalnie.
– Do chodu rodzice nic nie mieli. Bez różnicy, czy to chód, czy wybrałabym bieganie, chodziło im o poziom, o to, że sport wyczynowy zabiera zdrowie. Mówili mi o zużyciu stawów. I nadal mówią. Wiem, że fizjologicznie tak jest, że pewnie wszystko mi wysiądzie, gdy będę starsza.
Robert Korzeniowski chyba na zdrowie nie narzeka.
– I ja rodzicom stawiam właśnie ten przykład. Mówię: „Widzicie? Robert Korzeniowski jest praktycznie w waszym wieku i zobaczcie, jak wygląda i jak się czuje”.
I rodzice trochę się wtedy uspokajają? Bo medale pewnie uspokajająco na nich nie działają. Zwłaszcza drugi okupiłaś ogromnym wysiłkiem, który oni na pewno widzieli.
– Myślę, że tata te medale docenia. I bardzo szanuje. Ale uważa, że jednak medycyna jest jedyną słuszną drogą. I ja go szanuję za to, że ma swoje zdanie.
Na pewno zyskałaś argumenty w dyskusji o finansach. Do każdego srebrnego medalu dodano ci po 35 tysięcy dolarów premii. Czyli chodziarz jednak może godnie zarobić.
– To jest prawda.
Teraz możesz sobie kupić dużą maszynę do robienia zdjęć rentgenowskich [ specjalizacją dr Zdziebło jest radiologia].
– Ha, ha, tak! To jest zabezpieczenie finansowe. Rodzice martwią się o mnie pod względem materialnym i może to ich trochę uspokoiło. Ale nie wiem, trzeba by było ich zapytać, co myślą. Ja wiem, że się bardzo moim sukcesem cieszą. Tak samo rodzeństwo – o pięć lat młodsza siostra i o dwa lata młodszy brat.
Idą do chodu czy do medycyny?
– Siostra jest chodziarką. I też studiuje medycynę. Przetarłam jej szlaki. Mówię: „Ania, widzisz? Da się to pogodzić!”. Rodzice już też aż tak nie oponują. Ania trenuje od dwóch lat. Zabawne, że kiedyś była wielką przeciwniczką chodu, ale jak wyszła na pierwszy trening, to całkiem jej się odmieniło. Często tak jest, że ludzie mówią: „Chód? Co to jest? Najgorszy sport na świecie!”. A później kilka treningów sprawia, że diametralnie zmieniają zdanie. Z siostrą mamy teraz team Zdziebło.
Zdziebło nie wytrzymywała tego jako człowiek, nie tylko jako sportowiec
Po wielkich sukcesach z 2022 roku Zdziebło próbowała jeszcze przyspieszyć. I podjęła współpracę z Robertem Korzeniowskim. Niestety, nie była w stanie trenować w takim reżimie, jaki narzucał najlepszy chodziarz w historii (czterokrotny mistrz olimpijski).
– Czułam, że coś jest nie tak i że brnięcie w to nie ma sensu. Czułam, że to jest już dla mnie za dużo nawet jako dla człowieka, a nie jako sportowca – mówiła nam podłamana na MŚ Budapeszt 2023.
Tam, na obu dystansach (20 i 35 km), Zdziebło była dyskwalifikowana przez sędziów. I opowiadała, że przez liczne kontuzje posypała się jej technika.
Była wicemistrzyni świata zaczęła się odbudowywać w 2024 roku. Ale na igrzyskach olimpijskich w Paryżu nie liczyła się w walce z najlepszymi (była 30. na 20 km). Tak naprawdę wyczynem był dla niej sam start w tamtych zawodach. Trzy miesiące przed igrzyskami, Zdziebło zdradziła, że pod koniec 2023 nawet skończyła karierę. – Na trzy miesiące pożegnałam się całkowicie ze sportem. Nie wykonywałam nawet rozruchu – mówiła w rozmowie ze TVP Sport. A na pytanie „Chcesz powiedzieć, że chciałaś zakończyć karierę?” odpowiedziała wprost: „Zrobiłam to. Zaczęłam chodzić do pracy. Rzuciłam sport. Nie byłam w stanie już trenować. Stan psychiczny i fizyczny na to nie pozwalał. Organizm odmawiał na wszelkie sposoby”.
Wiedzieliśmy, że Zdziebło wróci. Jest wyjątkowa
Do formy i do światowej czołówki Zdziebło wróciła, pracując z Krzysztofem Kisielem, czyli trenerem, który stał m.in. za sukcesami Korzeniowskiego. Jej medal w Birmingham to piękny powrót. – Gdy postanowiłam zakończyć wyczynową przygodę ze sportem, nie byłam w stanie usiedzieć bez bólu, nawet w spoczynku. Przestraszyłam się, że nie dość, iż rezygnuję ze sportu, to nie będę też mogła normalnie funkcjonować i uprawiać sportu amatorsko. Byłam u wielu lekarzy, ale jedna wizyta u ortopedy, na którą namówiła mnie mama, była przełomowa […] Z rozrzewnieniem wspominam to, co już się działo w mojej karierze. Po trzymiesięcznej przerwie nie oczekuję od siebie zbyt wiele. Nie lubię tego robić. Nie chcę na siebie nakładać presji – mówiła Zdziebło zaledwie dwa lata temu. Ale jej powrót do zdobywania medali tak naprawdę nie dziwi.
Obserwując Zdziebło w Eugene, zobaczyliśmy w niej niesamowicie waleczną i ambitną kobietę. W piekielnym upale potrafiła tam zmiażdżyć swój rekord życiowy o ponad dziewięć minut (na 35 km). Za pójście po sukces była w stanie zapłacić taką cenę, że po minięciu mety nie mogła normalnie mówić, bełkotała. Ten nieludzki wysiłek podjęła, bo po pierwszym starcie i pierwszym medalu, ambicja pchała ją po więcej.
Nic dziwnego, że dziś, po uporaniu się z ogromnymi problemami ze zdrowiem (z żebrami, z łokciem, z udem, z łopatkami i pewnie można by jeszcze długo wymieniać), Zdziebło znów idzie po wielkie rzeczy.
Nie tylko woda. Stoperan, Paracetamol, Nospa, Dexac. Mała apteka
Tomala, który mówi, że Kasia dopiero będzie w swoim sztosie, zna ją dobrze. W 2022 roku był z nią w jednej grupie treningowej (zarządzał nią ojciec mistrza, trener Grzegorz Tomala). – Jak bijesz życiówkę o ponad dziewięć minut, to rzeźnia jest niewyobrażalna. Kaśka jest fenomenem. Jest superpracowitą i zdyscyplinowaną osobą. Ja z niej biorę przykład i ja się od niej uczę. Chciałbym być takim zawodnikiem, jak Kaśka – mówił nam Tomala w Eugene.
Cóż, przykład z Katarzyny Zdziebło zdecydowanie możemy brać wszyscy. A żeby mieć wyobrażenie, jak mordercze jest wyczynowe chodzenie, wystarczy rzucić okiem na stoliki poszczególnych ekip ustawione zawsze przy trasie. To nie tylko „wodopoje”.
„Na stole, przy różowych i żółtych izotonikach leżały tabletki Dexac. Przeciwzapalne i przeciwbólowe. – Mamy też Paracetamol. I jeszcze Nospę – zdradza fizjoterapeutka Maria Bukowiec. – Zawsze mamy też Stoperan. Czasami jest jedynym ratunkiem – dodaje dr Zbigniew Pijarczyk. – Nospę czasem biorę. Na rozkurcz mięśni brzucha. Stoperan jest potrzebny, bo przez ruch skrętny, który wykonujemy, bardzo się wzmaga perystaltyka jelit. Kiedyś mi się nawet zdarzyło, że musiałem zejść z trasy, do ubikacji. Zawsze kawałek za pętlą ją stawiają – mówi nam Tomala” – relacjonowaliśmy z Eugene. „Dwójki bardzo ciągną” – syknęła tam Zdziebło, skarżąc się w pewnym momencie na mięśnie dwugłowe. – Chcesz przeciwbóla? – pytała fizjoterapeutka. Ale Zdziebło nie chciała, bo bolało już tak, że nawet leki by nie pomogły.
– Sport wyczynowy nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. Bliżej temu do nałogu – mówiła nam później. Dobę później, gdy już przespała 11 długich godzin i zregenerowała się na tyle, żeby normalnym tempem przyjść na wywiad.