Iga Świątek wygrała z Eliną Switoliną 6:3, 1:6, 6:3 półfinał-dreszczowiec w Toronto, choć znów dała się zdominować przez rywalkę w drugim secie.
Iga Świątek zagrała koncert w pierwszym akcie, skręcała się z frustracji w drugim, gdy Switolina zamieniła się w ultraprecyzyjną maszynę do zdobywania punktów. A w trzecim, pasjonującym, granym na kosmicznym poziomie i tempie, stoczyła zażartą walkę, do upadłego, nie tylko z rywalką, ale i z szaleńczo dopingującymi ją ukraińskimi kibicami. Walkę zwycięską.
Świątek (WTA 8) miała ze Switoliną (WTA 9) spore rachunki do wyrównania na korcie. Ostatnio przegrała z Ukrainką dwa poważne mecze, w poważnych turniejach: ćwierćfinał w Indian Wells i półfinał w Rzymie, obydwa w najwyższej serii WTA 1000, tak jak w Toronto. W obydwu przypadkach – i odwrotnie w stosunku do tego, co sądzi się o zapaściach koncentracji Świątek w drugim secie, nie do końca potwierdzonym w wynikach – Polka wyrównywała mecz w drugim secie, żeby dać się przełamać przez Ukrainkę w trzecim.
Dzieje się tak dlatego, że Switolina jest po prostu zawodniczką kapitalnie broniącą: jeśli tylko rywalka da jej na to szansę nieco krótszym uderzeniem, skacze jak kot, sięga daleko, jakby jej ramiona były teleskopowe.
Iga Świątek – Elina Switolina. Początek marzenie!
Na początku spotkania Switolina pokazała, jak wymagający półfinał może to być (a na dodatek zaczął się z ponadgodzinnym opóźnieniem z powodu deszczu). Świątek musiała użyć mocy czarodziejskich, żeby wydrzeć swój gem serwisowy, pierwszy w meczu – zrobiła to dwukrotnie broniąc „break point” po swoim drugim podaniu (!), wygrywając cudowną wymianę. Ale potem Ukrainka jakby została na ponad 20 minut wyłączona przez Świątek. Mianowicie, Polka poszła za ciosem po imponującej obronie pierwszego gema – wygrała siedem kolejnych punktów, miała aż cztery szanse na przełamanie i dokonała tego obejmując prowadzenie 2:0, a potem powiększając przewagę na 3:0, następnie 4:0 z kolejnym przełamaniem. Statystyki szły w parze z wynikiem: na tym etapie aż 67 proc. trafień 1. podania, 60 proc. skuteczności, aż 80 proc. punktów zdobytych po 2. podaniu. Precyzja była widoczna gołym okiem: Świątek ganiała rywalką z kąta w kąt uderzeniami odważnymi, ale bez brawury.
Switolina otrząsnęła się po 20 minutach, korzystając z chwilowej obniżki skuteczności serwisu Polki. Odrobiła jedno przełamanie, ale zaraz znów straciła serwis. Przy stanie 5:1 Polka serwowała, by wygrać pierwszy set. Przeszkodziły jej w tym dwa podwójne błędy w krytycznym momencie gema. Tym samym podała Switolinie rękę i wciągnęła do gry. Ukrainka wykorzystała okazję, obroniła piłkę setową na 5:3. Świątek ją sprowadziła na ziemię cudownie różnorodnym serwisem i dokończyła sprawę. Wygrała 6:3.
Switolina ma w tym sezonie kapitalną formę – grając w zaledwie jednym półfinale w trzech dotychczasowych wielkoszlemowych turniejach – jest na czwartym miejscu w rankingu WTA Race Live, czyli zliczającym punkty w sezonie i decydującym o awansie do WTA Finals (Świątek zajmuje 11. pozycję). Ukrainka już rozegrała w tym roku 53 mecze – co świadczy o tym, że utrzymuje się długo w turniejach. Świątek zaledwie 39. Forma Ukrainki rośnie stopniowo od powrotu do tenisa po urodzenia syna w październiku 2022 roku.
Iga Świątek – Elina Switolina, wszystko odwrotnie i jeszcze ci kibice!
Porażka Switoliny w pierwszym secie znaczyła jedno – że będzie walczyć zajadle, jak to ma w zwyczaju.
No, a po drugiej stronie siatki nie wiadomo było, jak będzie z tym „problemem drugiego seta” u Polki. Rzecz jasna znakomicie więcej w tym sezonie Polka wygrała drugich setów niż je przegrała, a jeśli chodzi o mecze trzysetowe był do dziś był pod tym względem remis 7-7 (bilans zwycięstw i porażek 6-8). Skoro Świątek sama wspominała o problemie – zagnieździł się on w jej głowie i bywa samospełniającą się przepowiednią.
I tak też było w tym meczu. Drugi set zaczął się dokładnie odwrotnie od pierwszego – mianowicie od przełamania przez Ukrainkę serwisu Polki, objęcia przez nią prowadzenia 3:0, a po drugim przełamaniu podania Polki 4:0, a potem 5:0. Mecz zaczął coraz bardziej przypominać ćwierćfinał Switoliny z Jekateriną Aleksandrową, gdzie po przegranej 3:6 w pierwszym secie, czyli tak jak ze Świątek, Ukrainka wygrała drugi set 6:0 i potem cały mecz. Część scenariusza omal się nie spełnił, bo Switolina wygrała 6:1.
Switolina zagrała w drugim secie znacznie odważniej niż w pierwszym, znakomicie returnowała, podwyższyła jakość serwisu. Popełniała znacznie mniej niewymuszonych błędów (22 w pierwszym secie, 7 w drugim), a Świątek zagubiła tę cechę, która dawało jej przewagę – chłodną precyzję. Zaczęła się denerwować, mełła frustrację w zębach. Widać było, że z trudem koncentruje się w dość dziwacznych okolicznościach na trybunach – ukraińscy kibice zachowywali się inaczej niż zwykle zachowują się kibice na trybunach kortów: odkasływali w chwili, gdy zbierała się do serwisu, oklaskiwali aut przy jej serwisie, nie cichli, gdy sędzia prosiła o ciszę.
Iga Świątek – Elina Switolina. Trzeci set miał być terenem łowieckim Ukrainki
Pytanie było, czy w końcówce drugiego seta, gdy zdobyła kilka ładnych punktów, zbudowała w sobie wiarę, że dominację Ukrainki można obalić i ponownie zagrać tak, jak w pierwszej odsłonie. Z pewnością wiedziała, że w tym sezonie jej rywalka zwyciężyła w 14 trzysetowych meczach, oddała zaledwie dwa, a ona sama ma w tym względzie bilans ujemny 6-8.
Polka otrząsnęła się nieco po drugim, fatalnym secie. Z trudem obroniła swój pierwszy gem serwisowy, broniąc „break pointów”, potem z równym trudem drugi. Podobnie jej rywalka. Gdyby ktoś włączył obraz w tym momencie, nie miałby wątpliwości, że rozgrywany jest decydujący set – tyle było złości po nieudanych zagraniach. Świątek włączyła tryb odważny – w pierwszych dwóch gemach częściej decydowała się na atak przy siatce niż przez poprzednie dwie godziny. Ale pierwsze przełamanie – na 3:2 – zaliczyła Switolina. Świątek oddała. Było 3:3. Potem 4:3 i wtedy Ukrainka została ponownie przełamana, czyli drugi raz z rzędu! Polka zdobyła dziewięć punktów z rzędu. Polka objęła prowadzenie 5:3 i serwowała po zwycięstwo. Miała trzy piłki meczowe. Zaczęła od podwójnego błędu serwisowego. Wykorzystała drugą. Wygrała 6:3.
W finale zagra ze zwyciężczynią meczu wiceliderki rankingu WTA Jeleny Rybakiny i Coco Gauff (WTA 4).
