...
Dom SportTen mecz obnażył największą słabość wicemistrzów Polski. Mają problem

Ten mecz obnażył największą słabość wicemistrzów Polski. Mają problem

przez admin

Górnik Zabrze zasłużenie wygrał na inaugurację ligi ze Śląskiem Wrocław 2:1, ale abstrahując od wyniku spotkania, jego pierwsza połowa obnażyła największą słabość wicemistrzów Polski. Trener Michal Gašparik ma o czym myśleć.

Michal Gašparík spokojnie odwrócił się w kierunku swojej ławki. Ale w ciemno można zakładać, że w głowie uśmiechniętego na co dzień Słowaka się gotowało. Wezwał jednego z asystentów i plastycznym ruchem pokazał pewne niuanse taktyczne. A było to w 33. minucie – w Zabrzu spotkanie 1. kolejki układało się nie po myśli wicemistrzów Polski, którzy przegrywali z wracającym do Ekstraklasy Śląskiem Wrocław po golu Przemysława Banaszaka. I abstrahując od końcowego wyniku – ten mecz pokazał największą słabość Górnika.

– Mamy cztery dni do pierwszej kolejki. Nie będzie to problem – mówił nam w Stambule trener Gašparík. Na konferencji prasowej po wtorkowym meczu z Fenerbahçe w eliminacjach Ligi Mistrzów zdawał się zachowywać spokój. Jego piłkarze nie skompromitowali się na tle wicemistrza Turcji. Przegrali tylko 0:1 i wciąż mogą mieć nadzieję na to, że w rewanżu – przy fanatycznym dopingu Torcidy – odwrócą losy dwumeczu. Ale nie z taką grą jak przeciwko Śląskowi.

Wynik to jedno. Oto największa bolączka Górnika

Zabrzańscy kibice mogli łapać się za głowę, gdy widzieli ile wolnego miejsca w środku pola mieli zostawionego Jorge Yriarte i Michał Mokrzycki – pomocnicy Śląska Wrocław. Dodajmy, że Śląska, który poza półlewym stoperem Irodotosem Christodoulou, wyszedł na mecz w Zabrzu pierwszoligowym składem. Akcje gości do przerwy napędzał, tak jak w I lidze, Piotr Samiec-Talar.

Górnik owszem – miał sytuacje bramkowe. Takie jak te Kacpra Urbańskiego i Maksyma Chłania, gdy obaj próbowali szczęścia strzałami z dystansu. Po rzucie rożnym główkował Erik Prekop, oddając jedyny celny strzał Zabrzan do przerwy. To wszystko działo się jednak bez kluczowej roli linii środkowej. To właśnie w niej znajduje się dziś źródło największych problemów wicemistrzów Polski

6,7 miliona euro – tyle Górnik otrzymał latem za swoich dwóch kluczowych środkowych pomocników. Patrik Hellebrand przeniósł się do Korony Kielce, która wpłaciła klauzulę. Lukáš Ambros skorzystał z możliwości zagranicznego wyjazdu i podpisał kontrakt z Anderlechtem Bruksela. 

Zobacz wideo Dziś to wyblakły klasyk, ale kiedyś to się działo. „Szukali się po dworcach”

Wspomniana dwójka w poprzednim sezonie, wspierana przez Jarosława Kubickiego i Lukáša Sadílka, tworzyła jedną z najlepszych linii pomocy w lidze. Dziś z czeskiego tercetu w klubie pozostał tylko ten trzeci – Sadílek, który na domiar złego – w skutek poważnej kontuzji Kubickiego – musi grać piętro niżej wraz z Maximilianem Dietzem. Amerykanin trenuje z zespołem dopiero kilkanaście dni i trudno ferować wyroki w sprawie jego przydatności.

Tymczasem alternatyw w linii środkowej zwyczajnie nie ma. Trudno za taką uznawać Bastiena Donio oraz Michała Rakoczego. To duet, który w poprzednim sezonie łącznie rozegrał w Ekstraklasie zaledwie 300 minut.

Gašparík miał nosa. Przerwa, która wszystko zmieniła

W sobotę tercet pomocników w Górniku stworzyli wspomniani Sadílek, Dietz i Kacper Urbański, o którego talencie powiedziano wiele, ale trudno traktować go jako zawodnika z wiodącymi atutami defensywnymi. Z ich gry trener Gašparík nie mógł być zadowolony. Zresztą pokazał to jedną ze zmian. Już w przerwie Dietza zastąpił Sondre Liseth, który większą część poprzedniego sezonu spędził na pozycji nr 9.

Po korektach słowackiego szkoleniowca rolami w środku pola zamienili się Urbański i Sadílek. Polak był piłkarzem ustawionym głębiej, a Czech bardziej ochoczo wbiegał w pole karne, w zamyśle wspomagając Erika Prekopa. Ważną rolę w drugiej połowie odegrał Sondre Liseth. Wprowadzenie Norwega sprawiło, że Górnik zagrał odważniej – częściej meldował się pod polem karnym Szromnika, a przede wszystkim już tak łatwo nie dopuszczał Śląska pod własną szesnastkę.

Zabrzanie wykorzystali też fakt, że w drugiej połowie Śląsk całkowicie stracił animusz. Nie był w stanie łatwo wychodzić spod pressingu, a poza strzałem Michała Rosiaka po kontrataku de facto nie zagroził bramce strzeżonej przez Philippa Schulze.

Zepchnięci do defensywy goście dwukrotnie dali sobie wbić gola. Najpierw niefortunną interwencją popisał się Jehor Macenko, a następnie strzał sprzed pola karnego oddał Yvan Ikia Dimi. Dzięki tym dwóm akcjom możemy być pewni, że zabrzański kibic wrócił w sobotę do domu z uśmiechem na ustach.

Po dwóch porażkach – z Lechem Poznań w Superpucharze Polski (1:3) i Fenerbahçe (0:1) – w końcu przyszło zwycięstwo. Nie zostało wywalczone łatwo, a swoje trzy grosze dołożył rywal. Można mieć jednak pewność, że po tym meczu trener Gašparík nie będzie w pełni zadowolony. Pierwsza połowa może być dla Zabrzan ostrzeżeniem, które wyświetla jeden komunikat: „okno transferowe wciąż trwa”.

Zobacz inne