...
Dom SportNajwiększa sensacja w kadrze! Polska tego potrzebowała

Największa sensacja w kadrze! Polska tego potrzebowała

przez admin

Mówią, że historia Oskara Kubiaka jest filmowa. Nie zgadzam się. Gdyby faktycznie pokazać ją na ekranach, krytycy i widzowie krzyczeliby, że scenariusz jest naiwny i tandetny, a reżyser zbyt często szedł na skróty. W tym właśnie futbol lepszy jest od filmowej taśmy: dostajesz historię i przyjmujesz ją, jaką jest. Jego jest inspirująca.

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

W czerwcu 2025 r. Oskar Kubiak grał jeszcze w IV lidze, pół roku później – w grudniu – był w III lidze i hurtowo strzelał gole dla Sokoła Kleczew. A niższe ligi w Polsce to istny tygiel. Na jednym poziomie rozgrywkowym spotykają się starzy ligowi wyjadacze, bohaterowie lokalnych boisk, schodzący z Ekstraklasy zawodowi piłkarze i nastolatkowie odrzuceni przez największe akademie. W jednej szatni siedzi kilku wypalonych i kilku ambitnych. Paru z dorobkiem i paru na dorobku. Część podchodzi do gry bardzo serio i jeszcze wierzy w zrobienie kariery, inni już się w życiu nagrali i teraz odcinają kupony. Kluby płacą, ale stawki są bardzo różne, a przelewy niekiedy mają opóźnienia. Problemów nie brakuje. Często to tam młodzi piłkarze przestają wierzyć w marzenia i szukają na siebie innego pomysłu. To wielkie cmentarzysko piłkarskich karier. Ale nie wszyscy dają się tam pogrzebać. Niektórzy walczą tam o marzenia. Patrzą na ligową piramidę i mają odwagę stwierdzić, że z tej trzeciej ligi do wielkiej kariery wcale nie jest tak daleko.

I właśnie dlatego trzecie i czwarte ligi potrzebowały historii Oskara Kubiaka. Ilu jeszcze takich piłkarzy skrywają polskie peryferia? Ilu miało podobne możliwości, jak on, ale w końcu, jadąc trzeci raz w tygodniu po pracy na trening, poczuło, że mają już dość tej zabawy w piłkę? Ilu podeszło do tematu racjonalnie i stwierdziło, że skoro zaraz i tak skończy im się wiek młodzieżowca, to z dnia na dzień wylądują w kącie, więc lepiej zawczasu skupić się na studiach? To codzienne dylematy w niższych ligach. Może ta historia Kubiaka, który przed chwilą biegał po tamtych boiskach, a dzisiaj gra w Lidze Mistrzów z Arsenalem i dostaje powołanie do reprezentacji Polski, pozwoli komuś zacisnąć zęby i jeszcze o tę karierę zawalczyć?

Historia Oskara Kubiaka zachwyca. Ale każe też zadać wiele pytań

Ale jego historia powinna też być nauczką dla selekcjonerów z młodzieżowych reprezentacji i skautów polskich klubów. Oskar Kubiak aż do marca 2026 r. nie został powołany do żadnej juniorskiej kadry. Zaproszenie na pierwsze zgrupowanie dostał dopiero, gdy zaczął grać w Ekstraklasie w koszulce Arki Gdynia. A przecież już wcześniej umiał grać w piłkę i miał niezwykłe motoryczne możliwości, które również teraz są jego największym atutem. Nie nabył ich z dnia na dzień. Dlaczego więc tak długo przelatywał przez skautingowe sito? Ilu podobnych piłkarzy przeleciało razem nim? Dlaczego Kubiak trafił na radar młodzieżowej kadry dopiero, gdy dopchał się do Ekstraklasy? Znam argument trenerów – że takich, jak on, nie ma wielu. Ale niech stwierdzenie, że to wyjątek, nie wstrzymuje przed próbą ich znalezienia. Polskiej piłki nie stać na to, by przegapiać takie talenty jak Kubiak – schowane gdzieś w dziewięciotysięcznej Kruszwicy na Kujawach, a później przez lata grające dla Wdy Świecie, z dala od wielkich akademii.

Kubiak zadebiutował w Świeciu, gdy miał 15 lat. Zagrał wtedy w IV lidze i już nigdy nie wrócił na stałe do juniorów. W klubie dziwili się, że nikt z wyższych lig o niego nie pyta. Jeden sezon, drugi, trzeci… Z Olimpii Grudziądz mieli do niego pół godziny, z Zawiszy Bydgoszcz nieco ponad 50 km. Ale przegapili. A gdy w końcu zaczęli o niego pytać, było już za późno. Kubiak mierzył już wyżej i chwilę później podpisał kontrakt z Arką Gdynia, która tym ubiegła inne kluby, że miała na niego konkretny pomysł – z wyjazdem na obóz, wypożyczeniem i perspektywą gry w Ekstraklasie. Była też najbardziej zdecydowana i nie chciała go najpierw przez tydzień testować. 

– Trochę mi brakuje w tej opowieści o Oskarze docenienia Wdy Świecie. Wcześnie dali mu zadebiutować w seniorskiej piłce i później bardzo mądrze go tam prowadzili. Klub o niego dbał. Inwestował w niego. Wynajął mu mieszkanie, by szybciej nauczył się samodzielności i życia na własny rachunek. Kupił mu też kamizelkę, która mierzyła jego fizyczne parametry podczas gry, żeby móc go rozwijać również pod tym kątem. Miał tam bardzo świadomych trenerów, dlatego miał takie pomiary. To zdecydowanie nie jest na tym poziomie normą. Wielu chłopaków się wyróżnia, ale nie zostaje zauważona – mówi Jakub Mazan z agencji menedżerskiej S4S, reprezentującej Oskara Kubiaka.

Cieszy, że mamy dziś w kadrze takiego zawodnika jak Kubiak, bo kadra potrzebuje pozytywnych historii i piłkarzy, którzy mają impet. Tempo jego wspinaczki po kolejnych szczeblach jest wręcz niesamowite – półtora roku temu czwarta liga, a dzisiaj Liga Mistrzów. W maju 2025 r. mecz z Vinetą Wolin, a w listopadzie 2026 spotkanie z Arsenalem. Jego historia nawet nie jest filmowa, bo film z takim scenariuszem zostałby uznany za kiczowaty. Widz by nie uwierzył.

Ale ta historia rodzi też mnóstwo pytań o skauting polskich klubów i o podejście selekcjonerów młodzieżowych kadr – od regionalnych zaczynając. W mniejszych klubach od dawna narzekają, że na listach powołanych mnożą się nazwiska z wielkich akademii, a brakuje na nich „Kubiaków”. Ich znalezienie jest oczywiście trudniejsze i bardziej czasochłonne, bo większość meczów nie jest transmitowana, więc trzeba pojechać osobiście. Ale warto. Polskiej piłki nie stać dziś na to, by przegapić jakikolwiek talent.

Zobacz inne