Fakt, że Jacek Zieliński, najstarszy trener w lidze, może nagle budować skład złożony z wyróżniających się w Ekstraklasie piłkarzy, jest nagrodą za to, że miał odwagę ubrudzić sobie ręce. Pracę w Kielcach zaczynał bowiem w momencie, w którym Koronę mógł objąć tylko desperat – pisze Michał Trela w cyklu „Stanowisko komentatorskie”.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Podczas mojej niedawnej rozmowy z Tomaszem Kaczmarkiem, wychowanym w Niemczech trenerem Radomiaka, wypłynął temat specyficznego gatunku trenera-strażaka. Specjaliści od spraw beznadziejnych funkcjonują na większości rynków i często są weteranami zawodu. Sporą część roku spędzają, przycinając żywopłot, a gdy ktoś wpadnie w tarapaty, w końcówce sezonu ratują go przed spadkiem i wracają do prac ogrodowych. 79-letni Roy Hodgson jeszcze w tym roku prowadził w ten sposób Bristol City. Friedhelm Funkel, również będący po 70, przed rokiem pieczętował awans FC Koeln do Bundesligi. Gdy Kaczmarek spytał, czy w Polsce też jest ktoś taki, zapadła cisza. W końcu ktoś rzucił nazwisko Jacka Zielińskiego, który dopiero w tym roku skończył 65 lat i w wielu krajach nie miałby jeszcze prawa do państwowej emerytury. U nas jednak za nestora myśli szkoleniowej uchodzi już od paru lat.
Zobacz wideo Kosecki o grze w Lechii: K***a, co ja tutaj robię?!
Terminy przydatności do użycia polskich trenerów są ekstremalnie krótkie. Widać to nawet po tych mających teoretycznie największą renomę, czyli byłych selekcjonerach. Antoni Piechniczek ostatni raz na ławce trenerskiej zasiadł w wieku 58 lat, przy czym polski etap kariery zakończył trzy lata wcześniej. Adam Nawałka karierę trenerską zakończył w wieku 62 lat, a Jerzy Engel 54. Rzadko zdarza się, by w polskiej lidze pracował ktoś z siódemką z przodu. Na chwilę w Stali Mielec pojawił się 73-letni Włodzimierz Gąsior, krótko po 70. urodzinach z Ekstraklasą pożegnał się Franciszek Smuda. Przykładem trenera wyjątkowo długowiecznego pozostaje w polskich warunkach Orest Lenczyk, który w Ekstraklasie pracował do 72. roku życia.