6182 dni czekania nie wystarczyło. Polskie siatkarki, które ostatnio 17 lat temu zdobyły medal imprezy rangi mistrzowskiej, przegrały z Serbkami 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25) mecz o brązowy krążek mistrzostw Europy. Nie pomogło ani to, że trener Stefano Lavarini złamał się na koniec turnieju, ani to, że gra rywalek posypała się, gdy kłopoty ze zdrowiem miał ich szkoleniowiec. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Brązowy medal smakujący jak złoto? W przypadku tegorocznego występu reprezentacji Polski siatkarek w mistrzostwach Europy zdecydowanie można byłoby użyć takiego określenia. Zamiast niego Biało-Czerwone wrócą do kraju ze zrealizowanym celem minimum, ale i z poczuciem niedosytu. Oraz bolesną lekcją.
Zobacz wideo Siatkarze o Mistrzostwach Europy
Lavarini złamał się w ostatnim meczu ME. Zbiorowe cierpienia Polek i rehabilitacja Stysiak
Stefano Lavarini już nieraz zbierał pochwały za pracę z Polkami, którą zaczął w 2022 roku. Jej efektem był m.in. powrót po latach do stawki uczestniczek olimpijskiej rywalizacji i trzykrotne uplasowanie się na trzecim miejscu w Lidze Narodów (2023-25). Dotychczas jednak nie zaowocowała ona medalem imprezy rangi mistrzowskiej. Najbliżej było teraz, ale wciąż się nie udało.
Włoch już w przeszłości mierzył się z krytyką wyborów personalnych, ale nieraz finalnie broniły go wyniki. W ostatnich tygodniach też kwestionowano jego decyzje dotyczące stawiania na poszczególne zawodniczki. Szkoleniowiec znany jest z tego, że zmian w podstawowym składzie w trakcie ważnego turnieju dokonuje niezwykle rzadko. Teraz wielu kibiców dopominało się w dyskusjach toczących się w sieci, by dał szansę od początku bardzo dobrze spisującym się rezerwowym. Lavarini częściowo złamał się w niedzielę, posyłając od początku do gry przyjmującą Martynę Czyrniańską. Tyle że tym razem nie przyniosło to oczekiwanych efektów.
Fakt, to właśnie przy zagrywce Czyrniańskiej Biało-Czerwone w końcówce pierwszej partii, będąc już w bardzo trudnej sytuacji (18:24), zmniejszyły stratę o trzy punkty. Ale też po jej zepsutym serwisie partia ta się zakończyła. 22-latka, która wcześniej w tym sezonie musiała odbudowywać formę po kłopotach zdrowotnych, nie miała jednak dobrego dnia. Jeszcze w pierwszej połowie kolejnej odsłony w jej miejsce pojawiła się inna zmienniczka – Paulina Damaske.
Trener Polek cały czas szukał siatkarek, które pociągną grę zespołu i dodadzą mu potrzebnej energii. Już w pierwszym secie skorzystał z podwójnej zmiany, wpuszczając na parkiet m.in. chwaloną atakującą Julię Szczurowską. O ile wtedy nie dało to spodziewanego efektu, to w drugiej było nieco lepiej. Ale nie na tyle, by odmienić losy partii. W dalszej części spotkania też nie mogła się często dobić do parkietu. Nie była pod tym względem wyjątkiem w zespole. Najlepiej zaś szło tej, która mocno męczyła się w kilku wcześniejszych spotkaniach – Magdalenie Stysiak. Atakująca w niedzielę zdobyła aż 28 punktów.
Serbki pokazały inną twarz. Odrodzenie Bosković
Początek meczu był obiecujący, bo o ile występ w półfinale z Włoszkami (1:3) Polki zaczęły od nerwów skutkujących chociażby kłującym w oczy brakiem asekuracji, to w niedzielę widać wtedy było u nich chęć walki. Tyle że zarówno w pierwszym, jak i w drugim secie w połowie rywalizacji Serbki wyraźnie odskakiwały.
Czy ekipa z Bałkanów pokazały swoją prawdziwą twarz w półfinale, w którym z kretesem przegrały z Turczynkami (maksymalnie zdobyły 20 punktów w secie)? Tak brzmiało jedno z najważniejszych pytań przed niedzielnym pojedynkiem Polek z tą utytułowaną drużyną. Utytułowaną, ale jednocześnie przechodzącą zmianę pokoleniową i niestającą na podium imprez rangi mistrzowskiej od poprzedniej edycji ME.
– Nasze szanse na zwycięstwo oceniam „pół na pół”, a to całkiem nieźle. Jeszcze parę lat temu człowiek by sobie pomyślał: „Jezu, Serbki, no to mamy murowane czwarte miejsce”. Tak teraz uważam, że rywalki są mocno do ugryzienia. Do składu doszły młode zawodniczki, bardzo perspektywiczne i ambitne, ale to nie jest ten zespół, który sprawiał taki łomot innym np. podczas igrzysk w Tokio. Miałam wrażenie w sobotę, że nie potrafią się w ogóle odblokować. Popełniały mnóstwo błędów. Nawet w trzecim secie, gdzie widać było, że już się troszkę odblokowały, psuły np. trzy razy z rzędu zagrywkę i nie dawały sobie same szans – analizowała w rozmowie ze Sport.pl Izabela Bełcik, dwukrotna mistrzyni Europy i brązowa medalistka czempionatu Starego Kontynentu 2009.
