Jeśli ktoś myślał, że Iga Świątek wygra to w godzinę, to bardzo mocno się zdziwił. Po godzinie Polka z wielkim trudem doprowadziła do tie-breaka w pierwszym secie. A po kolejnej godzinie z okładem wyszarpała tie-breaka w drugiej partii, broniąc wcześniej aż trzech setboli! Na szczęście nasza faworytka poradziła sobie, mając nóż na gardle i wygrała mecz trzeciej rundy US Open z Marie Bouzkovą 7:6, 7:6. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Iga Świątek rozgrywa na amerykańskiej ziemi swoją zdecydowanie najlepszą część tego sezonu. Po nieudanych miesiącach od stycznia do lipca w sierpniu była liderka światowego tenisa wygrała turniej WTA 1000 w Toronto (pierwszy wygrany przez nią turniej od prawie roku) i dotarła do półfinału imprezy takiej samej rangi w Cincinnati. Naturalne stało się stawianie Polki w roli jednej z faworytek w US Open. Ostatni wielkoszlemowy turniej w tym roku Świątek zaczęła bardzo pewnie. Ale teraz, po dwóch szybko wygranych meczach, nasza numer osiem rankingu WTA miała niespodziewanie duże kłopoty w trzeciej rundzie.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”
Marie Bouzkova to nie jest gigantka światowego tenisa. Czeszka jest bardzo solidna, doświadczona i waleczna. W światowym rankingu zajmuje obecnie bardzo dobre, 26. miejsce. Ale nie ma czym postawić się dobrze grającej Świątek. I to pokazały ich poprzednie mecze – wszystkie trzy wygrała Świątek. W żadnym z nich nie przegrała ani jednego seta. Dlaczego więc teraz aż przez godzinę dla Igi mecz z tą rywalką był jak droga przez mękę?
Tak Świątek wpadła w turbulencje
W wygranych meczach z Wang w pierwszej rundzie i z Podoroską w drugiej Świątek nie przegrała ani jednego gema, w którym serwowała. To były jej pierwsze w 2026 roku mecze wielkoszlemowe, w których nie straciła swojego podania. A teraz od 40:0 nagle przegrała pięć kolejnych punktów i zaczęło się od niespodzianki.
Drugą niespodziankę dla Bouzkovej Świątek miała już w swoim drugim gemie serwisowym. Po szybko odrobionej stracie przełamania Polka znów miała dziwny serwisowy przestój – prowadziła 30:15 i od tego momentu przegrała wszystkie punkty do końca gema. Stało się tak, bo do zbyt wolnego i zbyt przewidywalnego jeśli chodzi o kierunek serwisu Świątek dorzuciła jeszcze niewymuszone błędy z forhendu.
– Uff, po takich turbulencjach w dwóch pierwszych gemach serwisowych Igi Świątek ten gem jawi się nam jako wymarzony – powiedział Marek Furjan, gdy Polka wygrała gema na 3:2 do zera. Ale komentator Eurosportu wkrótce znów musiał reagować na turbulencje.
Gem na 3:2 dla Świątek był pierwszym wygranym w meczu przez zawodniczkę serwującą i do stanu 5:5 oglądaliśmy tylko takie gemy. Ale wtedy serwująca Świątek znów wpadła w turbulencje. Po kolejnych słabszych serwisach i niewymuszonych błędach oraz po odważnych zagraniach Bouzkovej faworytka przegrywała 0:40. Z nożem na gardle Świątek zagrała dwa dobre serwisy i zmniejszyła straty na 30:40. Ale trzeciego breaka nie zdołała obronić.
Po niespełna godzinie Świątek przegrywała 5:6, a rywalka serwowała. To była bardzo groźna sytuacja. Na szczęście po równo 60 minutach Świątek doprowadziła do tie-breaka. A w nim prowadziła od początku do końca i wygrała go pewnie, 7-3.
Bouzkova walczyła o życiowy sukces, a Świątek znów walczyła ze sobą
Niestety, to nie był koniec emocji w tym meczu. Na początku drugiego seta Bouzkova znów przełamała Świątek – już czwarty raz w meczu. Czeszka ewidentnie coraz mocniej wierzyła w swoją szansę. Nie podłamało jej to, że świetną okazję wypuściła w pierwszym secie. Po 15 minutach drugiej partii wywalczyła sobie prowadzenie 3:0!
Bogiem a prawdą nawet wtedy – jak w trudnych momentach pierwszego seta – czuło się, że Świątek ma wszystko, żeby odrobić straty. Kluczem do odwrócenia wyniku w drugim secie było stawianie na staranność. Świątek starała się nie dać ponieść nerwom i wkrótce zaliczyła przełamanie powrotne. Ale gdy już chcieliśmy chwalić ją za pokazywany spokój, to kolejny raz się zacięła. W gemie na 7:6, 2:4 Świątek znów i serwowała na zbyt niskim poziomie, i za szybko niecierpliwiła się w wymianach. Jej mowa ciała zdradzała brak cierpliwości w wypracowywaniu dobrych pozycji do ataku. Świątek chciała odrobić straty za szybko. I w efekcie wynik znów jej uciekał. To wszystko zaczynało przypominać zmory, z jakimi Polka zmagała się przez większość tego sezonu. Znów momentami oglądaliśmy bardziej walkę Świątek z samą sobą niż z rywalką.
Na szczęście choć gra Świątek nie była płynna, choć Świątek się wahała i myliła w takich sytuacjach, w jakich w poprzednich meczach raczej nie miała problemów, to wygrała ten mecz w dwóch setach.
Bouzkova grała bardzo dobry mecz, ale na Polkę brakowało jej przede wszystkim siły. To nie jest zawodniczka mocno bijąca i całe szczęście, że w swoim trudniejszym dniu w turnieju Świątek nie miała po drugiej stronie siatki rywalki o takich atutach.
Po zdobyciu przełamania na 7:6, 3:4 Świątek wreszcie dołożyła swojego gema serwisowego. Wyszarpała go w walce na przewagi, znów broniąc się przed przełamaniem. Przy stanie 7:6, 4:4 na chwilę złapaliśmy oddech, ale po minucie i gemie przegranym przez Polkę do zera trochę się martwiliśmy, jak będzie serwowała pod presją, bo przecież przy wyniku 7:6, 4:5 była blisko przegrania seta.
Ogromnie blisko przegrania seta Świątek była, gdy przy stanie 7:6, 5:6 musiała bronić aż trzech setboli! Na szczęście wytrzymała to! Ten gem trwał aż 13 minut! A o wyniku seta jeszcze dłuższego od pierwszej partii (68 minut i 79 minut – w sumie mecz potrwał dwie godziny i 27 minut) znów decydował tie-break. I znów – uff, co za ulga! – Świątek była w tej tenisowej dogrywce górą; tym razem wygrała 7-3. I cały mecz 7:6, 7:6.
Dla Świątek to kolejny w karierze awans do drugiego tygodnia turnieju wielkoszlemowego. Czeszce oddajmy, że świetnie walczyła o swój taki czwarty raz w karierze, na 31 prób, a pierwszy raz w US Open (najdalej była w ćwierćfinale i dwa razy w czwartych rundach Wimbledonu).
Teraz Świątek zagra z mistrzynią olimpijską
W czwartej rundzie Świątek zmierzy się z rywalką zdecydowanie trudniejszą od wszystkich poprzednich w tym turnieju. Polka świetnie zna Qinwen Zheng. Wygrała z Chinką siedem z ich ośmiu pojedynków, ale jedyna porażka była bardzo bolesna – w półfinale igrzysk olimpijskich Paryż 2024.