Mecz Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok (2:1) miał być pokazem futbolu totalnego. Dostaliśmy go w niewielkich fragmentach, a w przypadku Białostoczan w zasadzie w ogóle. Ale niech to nie zakrywa obrazu rzeczywistości. Najważniejsze działo się w ukryciu. Oba zespoły podążają w dobrym kierunku i mają na czym budować.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Gdy w latach 70. ubiegłego wieku Rinus Michels i Johan Cruyff postanowili zrewolucjonizować piłkę nożną i wprowadzić styl gry nazywany futbolem totalnym, świat zwariował. Choć styl gry to mało powiedziane. To było swego rodzaju wyznanie, ideologia. Zakładała ona płynność pozycji, pressingu i chaotyczną, acz doskonale zaplanowaną wymianę pozycji. Rywale grający przeciwko kadrze Oranje i Ajaksowi Amsterdam nie byli w stanie się w tym połapać, a kibice byli zachwyceni. Na murawie panowało wieczne show, które skradło serca nie tylko Holendrów.
I choć dziś futbol totalny nie istnieje już w takiej formie, jak za czasów dwóch holenderskich geniuszy taktyki, to wiele elementów przeniesiono do współczesnych piłkarskich realiów. Płynność pozycji i brak przypisania do określonych ról dziś nikogo nie dziwi. Podobnie jak wysoki pressing i kontrpressing. Na podobnych zasadach swoje drużyny starają się budować dwaj ostatni mistrzowie Polski – Lech Poznań i Jagiellonia Białystok. Toteż po ich bezpośrednim starciu spodziewać można było się fajerwerków przez duże „F”. Tym bardziej że niejako zapowiedział to szkoleniowiec Kolejorza Niels Frederiksen.
– Mam wiele szacunku dla tego, co udało się stworzyć w Jagiellonii. Powiedziałbym, że są prawie tacy jak my. Próbują grać piłką w sposób ambitny, kreować w takim stylu grę, dominować przeciwnika. Mają dobrych zawodników, dobrego szkoleniowca i ten samy styl gry od kilku lat. Starają się go tylko rozwijać będąc jednocześnie wiernym swojej filozofii – tak samo jak my – mówił Duńczyk na przedmeczowej konferencji prasowej.
Zobacz wideo Żelazny szczerze o Lechu Poznań: Dzisiaj ten klub jest wzorem dla Legii
– To prawdopodobnie najlepiej grający zespół w lidze, oczywiście zaraz za nami. Dobrze sobie radzą w Europie i powiedziałbym, że zmierzą się ze sobą dwa najlepiej grające piłką drużyny w Ekstraklasie. Sądzę, że nie będzie to taktycznie wyrównany mecz – spotkanie będzie raczej otwarte i każdy postara się kreować grę. Tego oczekuję – dodał, podgrzewając atmosferę i podnosząc oczekiwania fanów.
Tak Lech i Jagiellonia postawiły krok do przodu i stały się wzorem dla całej Polski
Sposób myślenia trenerów obu zespołów – wspomnianego już Frederiksena oraz Adriana Siemieńca – o współczesnym futbolu jest wzorem dla innych drużyn w Polsce. Słowem: jeśli chcesz odnosić sukcesy i wchodzić na arenę międzynarodową, nie przynosząc wstydu porażkami z niżej notowanymi w Europie klubami, musisz grać w piłkę. I niekoniecznie stawiać od razu na to, by za wszelką cenę wygrać mecz. Ciekawymi wnioskami na ten temat podzielił się pracujący w przeszłości w Legii Warszawa Przemysław Zych.
„Należy za wszelką cenę sprawić, by drużyna tak grała w piłkę nożną: to powinna być pierwsza myśl każdego po przebudzeniu. Zawodnicy muszą mieć dobre podstawy do gry, potrafić przyjąć piłkę kierunkowo, obrócić się z nią, rozegrać w tłoku przez środek boiska, a nie tylko ścigać się z boku albo walczyć o drugie piłki. Jeśli drużyna dobrze gra w piłkę, to długofalowo zwiększa swoje szanse na zwycięstwo” – napisał Zych.
„Jak stawiasz na „wygrywanie za wszelką cenę” i siłą rzeczy stawiasz na profile bardziej fizyczne, doświadczone, potrafiące przepychać mecze i pierwszym skutkiem jest brak młodych, to długofalową konsekwencją moim zdaniem jest też ograniczanie potencjału ofensywnego całej drużyny. Drużyna bez młodych zaczyna się dusić w własnym sosie. To młody zawodnik jest bardziej skłonny do ryzyka i myśli inaczej niż doświadczony piłkarz” – dodał.
Warto się tutaj zatrzymać przy stwierdzeniu o „duszącej się” drużynie, która nie gra młodymi piłkarzami. Lech i Jagiellonia nie mają tego problemu. Kolejorz od lat stawia na produkty swojej akademii, które później stanowią o jego sile w Polsce i w Europie. Jaga robi to nieco krócej, ale z równie dobrym efektem. Dziś anonimowymi nazwiskami nie są Wojciech Mońka, Michał Gurgul, Antoni Kozubal czy sprzedani z Jagiellonii Oskar Pietuszewski i Bartosz Mazurek. Teraz coraz chętniej w Jadze stawia się na Eryka Kozłowskiego, a w bramce wciąż bryluje Sławomir Abramowicz. Ale to proces, który był budowany przez lata, wraz z akademiami i sztabami odpowiadającymi za młodzież. Niestety, to również proces, do którego wciąż wielu brakuje cierpliwości, bo „nie ma wyników”. W naszej lidze pieniądze wyrzucone w błoto na obcokrajowców lub na powracające byłe gwiazdy, które straciły już swój blask, zawsze się znajdą.