To miał być hit, ale zamiast niego była po prostu lekcja siatkówki dla wicemistrzów świata. Polacy rozbili Bułgarów 3:0 (25:19, 25:17, 25:17) w meczu Ligi Narodów w Chicago. A jednym z najjaśniejszych punktów był wracający po siedmiu latach do kadry i mierzący aż 2,17 m Bartłomiej Lemański.
Po słabszym wynikowo początku występu w Lidze Narodów Polacy wciąż jeszcze nie mogą być pewni występu w turnieju finałowym, ale za sprawą środowego zwycięstwa nad Bułgarami mocno się do niego przybliżyli. I wysłali rywalom ważny sygnał przed najważniejszym turniejem tego roku.
Zobacz wideo Bartłomiej Bołądź po przegranej w finale: „Cieszymy się z tego sezonu”
Mówisz „reprezentacja Bułgarii siatkarzy”, myślisz Aleksandar i Simeon Nikołowowie. Bo to właśnie rewelacyjni bracia w głównej mierze są filarami odmłodzonej ekipy z Bałkanów prowadzonej przez Włocha Gianlorenzo Blenginiego i to oni w znacznym stopniu przyczynili się do tego, że w ubiegłym roku drużyna ta niespodziewanie zdobyła wicemistrzostwo świata. Ale nie zrobili tego sami. W środę zaś Nikołowowie i spółka nie mieli wiele do powiedzenia w konfrontacji z Polakami, pokazując się w tej mniej chlubnej odsłonie.
Tak naprawdę Bułgarzy dochodzili w tym pojedynku do głosu jedynie w pierwszych minutach każdej z trzech partii. Potem Aleksandar Nikołow coraz częściej się mylił (w sumie sam zanotował aż cztery błędy w ataku, czyli tyle co wszyscy Polacy łącznie), a Biało-Czerwoni tylko się rozkręcali.
Tradycyjnie dopiero właśnie na trzeci, ostatni turniej LN w fazie zasadniczej trener Nikola Grbić delegował najmocniejszy możliwy skład w tym sezonie. Rok temu jego zespół jeszcze męczył się mocno na tym etapie, przegrywając pierwsze trzy spotkania, a po jednym z nich mocno zdenerwowany szkoleniowiec wezwał ich od razu do szatni, by przekazać im parę mocnych słów. Teraz, w meczu rozpoczynającym występ w Chicago, Serb wyglądał na sfrustrowanego niektórymi błędami swoich zawodników, ale były to tylko krótkie przerywniki.
