...
Dom SportAlien kontra Mutant: Anatomia kolarskiego kłamstwa

Alien kontra Mutant: Anatomia kolarskiego kłamstwa

przez admin

– To ta sama historia: chodzi o kłamstwa, kłamstwa i ogromne pieniądze – Antoine Vayer, sumienie i inkwizycja współczesnego kolarstwa, porównuje Tadeja Pogacara i Lance’a Armstronga. I wie, o czym mówi.

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Antoine Vayer był trenerem kolarskim w grupie Festina do 1997 roku. Odszedł, bo nie chciał żyć i pracować w kłamstwie. Rok później wybuchła na Tour de France afera dopingowa, Affaire Festina, pierwsza w serii zakończonej wielkim finałem: odebraniem siedmiu triumfów Tour de France Lance’owi Armstrongowi.

Organizatorzy wyścigów wykpiwają Vayera, gdy mówi i pisze o systemie, który sprzyja dopingowi, i o „nienormalnych”, nieludzkich wynikach badań na temat mocy. Poważne media nazywają go sumieniem kolarstwa. Pisma takie jak „Libération”, „Le Monde” uważają Vayera za współtwórcę nurtu dziennikarskiego zwanego le journalisme de données, czyli dziennikarstwa opartego na danych. Jeden z reporterów napisał „Czytając go, można odnieść wrażenie, że Antoine Vayer to człowiek liczb. Słuchając go, rozumiemy, że jest przede wszystkim człowiekiem zasad”.

Wysłał mi olbrzymi plik danych w programie Excel z danymi podjazdów około 50 kolarzy z ostatnich 30 lat podczas Tour de France i innych wyścigów. Dzięki nim można porównać Pantaniego z Armstrongiem, Armstronga z Indurainem, LeMonda z Pogacarem. Robota benedyktyńska. Jest w tym niebywała pasja, z jaką niegdyś inkwizytorzy dociekali prawdy. Tej jednej, jedynej prawdy.

Radosław Leniarski: Gdyby Lance Armstrong i Tadej Pogačar walczyli ze sobą bezpośrednio – obaj będąc w swojej najwyższej, szczytowej formie – jaki byłby wynik tej walki? Kto by wygrał?

Antoine Vayer: Pogačar. Zdecydowanie Pogačar.

Dlaczego?

– Ponieważ Pogačar jest po prostu silniejszy. Generuje znacznie większą siłę, wyższe waty i wygląda na kolarza, który nigdy się nie męczy. Dosłownie nigdy. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia: Armstrong w dzisiejszych realiach nie mógłby bezkarnie stosować testosteronu, hormonu wzrostu i EPO w taki sposób, w jaki robił to w latach swojej świetności.

Zobacz wideo Tadej Pogacar na Tour de France

Dobrze, ale załóżmy czysto hipotetyczny pojedynek: zestawiamy Armstronga z roku 2000 i dzisiejszego Pogačara. Kto wygrywa?

– Gdybyśmy położyli obok siebie nagrania z przejazdów jednego i drugiego z tych okresów i porównali liczby, to też wygrałby Pogačar.

Czy to jest wyłącznie kwestia generowanej mocy, czy decydują o tym także inne czynniki – na przykład drużyna?

– Kolarstwo w swojej najczystszej postaci to przede wszystkim wynik generowanej siły. Oczywiście, zespół i całe zaplecze też są ważne, ale taktyka czy rewolucja sprzętowa to tylko poboczne wątki. Ostateczną instancją rozstrzygającą o wszystkim są waty.

Jak można obiektywnie porównać kolarzy z tak różnych epok?

– To dokładnie taka sama metodologia, jakiej używa się w lekkiej atletyce, gdy porównujesz ze sobą sprinterów biegających na 100 metrów przez płotki. Całą tę metodę szczegółowo wyjaśniliśmy w naszej książce „Tous dopés? La preuve par 21” („Wszyscy na dopingu? 21 dowodów”) oraz w publikacjach z serii „Not Normal”. Można to przełożyć na angielski, niemiecki czy jakikolwiek inny język – matematyka wszędzie jest taka sama.

W przeszłości opisywał pan osiągi mocy w watach u Armstronga jako „mutanckie” lub „cudowne”. Jak w takim razie nazwałby pan to, co robi Pogačar?

– Liczby Pogačara są wyraźnie wyższe niż te, które notował Armstrong. To już dawno przekroczyło normalny poziom. Armstrong był jednym z pierwszych takich kolarzy, jakich dokładnie poznaliśmy. Po Miguelu Indurainie to Armstronga uznawaliśmy za mutanta. Pogačar jednak stworzył zupełnie nową kategorię, którą nazywam „Obcym” (Alien). Bo to, co on robi, jest jeszcze mocniejsze. To zupełnie inny poziom.

Pogačar robi rzeczy niesłychane, gdy decyduje się na ucieczkę. Przykładowo: ważąc około 70 kilogramów, potrafi wejść na poziom 450 watów, a w momentach zrywów utrzymywać nawet 500 watów przez naprawdę długi czas. Potem, w trakcie jazdy, nie schodzi poniżej przedziału 450–500 watów. To coś całkowicie nowego. Armstrong nigdy czegoś takiego nie zrobił. Nigdy nawet nie musiał tego robić. Może i miałby do tego predyspozycje, ale w jego czasach nie było takiej potrzeby. Jeśli spojrzy pan na dane, które udostępniłem, Armstrong był najsilniejszy prawdopodobnie w 1999 roku. Robił wtedy po prostu tyle, ile było konieczne, żeby wygrać.

Zastanawiam się, czy te potężne parametry siłowe Armstronga były powiązane wyłącznie z transfuzjami krwi i EPO?

– Nie wiem, czy pamięta pan książkę Tylera Hamiltona? Pisał w niej wprost, że doping dawał mu ponad 10 proc. dodatkowej efektywności. Być może było to nawet więcej. Rzecz w tym, że to działa. Chociaż uważam, że słowo „doping” nie jest tu najbardziej trafne. Prawdziwym określeniem jest po prostu kłamstwo i oszustwo. Rozmawiałem kiedyś z Armstrongiem. Powiedział mi wtedy: „Uważasz mnie za oszusta i kłamcę. OK”. To słowo oddaje istotę rzeczy znacznie lepiej niż „doping”.

Zobacz inne