W sobotę twarda, w poniedziałek krucha. W sobotę realizująca plan, w poniedziałek niesłuchająca trenera. US Open zostawia nas z obrazem Igi Świątek usztywnionej i przegrywającej w niezrozumiałych okolicznościach. Daria Abramowicz ciągle ma do zrobienia więcej niż Francisco Roig.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
W poniedziałek Iga Świątek przegrała mecz z Qinwen Zheng, w którym po 19 minutach rozbijała rywalkę 5:0. Tymczasem zaledwie dwa dni wcześniej Polka „nie pękła na robocie”, mimo że była poddawana gigantycznej presji – pierwszy raz w życiu wygrała dwa tie-breaki w jednym meczu i pokonała Marie Bouzkovą 7:6, 7:6.
Dwa miesiące temu w takim meczu, jak ten Bouzkovą Świątek do tie-breaków nawet by nie doprowadziła. Przegrałaby wcześniej. „Po trudnych miesiącach Idze w tej przemianie pomogli i Francisco Roig, i Daria Abramowicz” – pisaliśmy na Sport.pl. I co? Już dwa dni później okazuje się, że nie mamy racji? Myliliśmy się?
Czy Świątek wyrzuciła nasze wnioski do kosza?
W sobotę pisaliśmy tak: „Widać poprawę. Widać, że miesiąc po Wimbledonie Świątek wykorzystała znakomicie. Odpoczęła i świetnie popracowała. Wyczyściła głowę, w czym pomogła jej Daria Abramowicz. Długo nie było widać efektów ich współpracy, długo dziwiło, że w trudnych chwilach na siebie pokrzykują i nic dobrego z tego nie wynika. Ale świetnie, że znów mając problemy na korcie, nasza wybitna tenisistka potrafi sięgać po narzędzia, które ma i przy których użyciu jest w stanie wydostać się z przeróżnych tarapatów”.
I dalej: „Znakomicie jest też widzieć, że Świątek jest bardziej staranna w uderzeniach, co jest wielką zasługą Francisco Roiga. Trener przez lata współpracujący z Rafaelem Nadalem przykłada wielką wagę do techniki. I do taktyki również. On przekonuje Świątek do tego, żeby nie próbowała zabijać piłki w pierwszym czy drugim uderzeniu, do czego miała przesadną skłonność przez niemal rok od jesieni 2025 do lata 2026”.
Czy te wnioski po sobotnim dreszczowcu z Bouzkovą sama Świątek wyrzuciła nam do kosza tym, co zrobiła w poniedziałkowym meczu z Zheng? „Są jakieś dowody, że Daria pomogła?” – pytali mnie, autora, kibice w serwisach społecznościowych. „W przemianie pomógł Francisco Roig, ale na pewno nie Daria Abramowicz!” – odpowiadali na moje spostrzeżenia.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”
Świątek ma dziś dwie twarze. Raz jest mocna, a raz krucha
Cóż, przykro było patrzeć, jak w pewnym momencie trener Roig pokazywał swojej zawodniczce, żeby grała wyżej nad siatką, a ona wyrzucała kolejne płaskie forhendy daleko poza kort. Nie dziwiła, ale bardzo niepokoiła frustracja Hiszpana widoczna szczególnie w tym, jak żywiołowo przemawiał po tym do siedzącego obok niego Tomasza Moczka, sparingpartnera Igi.
Widząc, jak Świątek gaśnie i trwoni prowadzenie 5:0 w pierwszym secie, wielu kibiców przypominało sobie, jak w półfinale olimpijskiego turnieju na igrzyskach Paryż 2024 z tą samą Zheng Iga prowadziła 4:0 w drugim secie, ale dała się dogonić. W chwili, w której zdawała się przejmować kontrolę nad meczem, kompletnie się pogubiła.
Teraz było bardzo podobnie. Po 19 minutach meczu Świątek wygrywała 5:0, dlaczego więc 40 minut później poszła na przerwę toaletową po secie przegranym 5:7?
– Chciałoby się powiedzieć, że to Chinka jest główną „winowajczynią” tego wyniku, ale to nie jest tak, że ona zagrała 20 winnerów od stanu 0:5. Ona zagrała kilka solidnych piłek przez środek i obraz meczu całkowicie nam się zmienił – analizował Piotr Sierzputowski, czyli były trener Świątek, który komentował ten mecz w Eurosporcie.
Sierzputowski dziwił się, że dwa proste błędy Świątek przy jej prowadzeniu 5:0 odebrały jej pewność siebie. I ją rozregulowały.
To przykre, że Świątek, która w sobotę była mocna mentalnie, w poniedziałek była taka krucha. Czy Polka przegrała walkę o ćwierćfinał US Open głównie z samą sobą? Tak, choć dla Chinki ogromne brawa za odwrócenie kolejnego seta ze stanu 0:5 – w trzeciej rundzie wygrała 7:5 decydującą partię meczu z Madison Keys, choć przegrywała tak samo, jak potem ze Świątek. Czy w grze Igi, ale też w jej zachowaniach między punktami – w gestykulacji wyrażającej bezradność, w pokrzykiwaniach do sztabu – widać było, że jest strasznie spięta? Tak.
Po US Open 2026 zostajemy z obrazem Świątek usztywnionej i przegrywającej w okolicznościach trudnych do zrozumienia. Ale mimo wszystko pamiętajmy też o jej twarzy z meczu z Bouzkovą. I o tej z meczu z Martą Kostiuk w Toronto, gdzie potrafiła wygrać, choć w pierwszym secie przy swoim serwisie przegrała wszystkie gemy, a wygrała zaledwie jeden z 17 punktów po swoim podaniu.
Daria Abramowicz ciągle ma co robić
W Toronto Świątek wygrała. A następnie doszła do półfinału w Cincinnati. To były jej najlepsze wyniki od prawie roku. Na US Open narobiła nam – a co dopiero sobie! – nadziei.
Po US Open chyba najuczciwiej będzie wystawić taką ocenę: tenisowo Świątek jest na coraz lepszej drodze, choć ciągle musi pracować nad serwisem, a zwłaszcza nad trzymaniem się planu trenera. Natomiast więcej do zrobienia ma wciąż w sferze mentalnej. Tu widać było postęp, ale ten postęp jeszcze nie jest taki, żeby Świątek wytrzymała trudy wielkoszlemowej rywalizacji na najwyższym poziomie. Krótko mówiąc: Daria Abramowicz ciągle ma co robić. Bo nie ma sensu zastanawianie się czy ktoś inny zamiast Abramowicz nie zrobiłby lepszej roboty, skoro czegoś takiego Świątek sobie nie wyobraża.