Wilfredo Leon – zgodnie z obietnicą – zabrał rękawice bokserskie na ćwierćfinał mistrzostw Europy, choć tylko częściowo spełnił prośbę Tomasza Fornala w wygranym 3:0 meczu z Niemcami. Kibice Biało-Czerwonych, którzy zasiedli na trybunach w Sofii, żałowali przed tym starciem tylko jednego. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Trener Massimo Botti po sensacyjnym zwycięstwie w 1/8 finału mistrzostw Europy nad Bułgarami mówił, że prowadzona przez niego reprezentacja Niemiec pokazała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Ale miał też świadomość, że o drugi siatkarski cud z rzędu – czyli zwycięstwo z Polakami – będzie bardzo trudno. I tego cudu nie było. Już po pierwszej partii polscy fani mogli zabrać się za kupowanie biletów do Mediolanu.
Zobacz wideo Grbić: Widzę momenty, w których możemy być lepsi
– To już nie są mecze, to jest walka. A ja do walki jestem zawsze gotowy. Uwielbiam to. Jesteśmy w dobrym momencie. To już nie jest kwestia, czy ty, czy ja. To my i idziemy razem do przodu. A ja jestem nabuzowany – zapewniał z uśmiechem dziennikarzy w Sofii Leon po gładkim zwycięstwie 3:0 nad Łotyszami w 1/8 finału. Imitując przy tym bokserskie ruchy (ten sport jest jego pasją).
A Tomasz Fornal w opublikowanym w sieci filmie prosił go żartobliwie, by pokazał ogień w ataku i na zagrywce, obiecując, że odciąży go z gry w przyjęciu i obronie (powszechną wiedzą jest, że lider Bogdanki LUK Lublin z odbiorem zagrywki radzi sobie gorzej). MVP poprzedniej edycji ME obietnicę spełnił połowicznie. W ataku naprawdę błyszczał. Punktował nie tylko wtedy, kiedy korzystał z posiadanej mocy, ale i zaskakiwał rywali plasami. Brakowało u niego tym razem ognia w polu serwisowym, ale też nie tylko u niego. Ogółem nie był to dzień Biało-Czerwonych pod kątem tego elementu. Wyjątkiem był Bartłomiej Lemański, po którego flocie w drugim secie Niemcy stanęli jak wryci. Mina Bottiego w reakcji na to była wymowna.
Przez dwa sety Niemcy nie mieli wiele do powiedzenia w pojedynku z liderami światowego rankingu. A ci pokazali nową twarz – rozgrywający Marcin Komenda korzystał dużo w ataku ze środkowych, czego nieraz w prowadzeniu przez niego gry brakowało.
Na nietypowy zabieg zdecydował się też Grbić, który tym razem rezerwowemu libero – Maksymilianowi Graniecznemu – wyznaczył rolę przyjmującego. Ostatecznie jednak nie skorzystał z tego rozwiązania. Ponownie zaś sięgnął po inną nietypową zagrywkę, którą umożliwiają nowe przepisy. Wzorem dwóch meczów grupowych w pewnym momencie wprowadzał przyjmującego Kamila Semeniuka za środkowego Szymona Jakubiszaka, a ten pierwszy – po wykonaniu zagrywki – zostawał potem do gry w drugiej linii. Po wymianie libero Jakuba Popiwczaka z Leonem.
W pierwszym secie przewaga Polaków była tak duża, że ich kibice mogli już organizować podróż do Mediolanu, gdzie odbędzie się rywalizacja w strefie medalowej ME. Siatkarze Grbicia i on sam jednak nie pozwalali sobie na przedwczesną radość. Zmieniając strony boiska po drugim secie, mieli pełne powagi miny, a przed rozpoczęciem kolejnej odsłony, szkoleniowiec energicznie przemawiał do zgromadzonych w kręgu zawodników. Być może ostrzegał ich przed zrywem niemających nic do stracenia rywali. Ci rzeczywiście taki zryw potem zaliczyli, ale w połowie partii faworyci opanowali sytuację.
We wtorek – w Święto Niepodległości Bułgarii – w Sofii miał być znów kocioł stworzony przez 13 tysięcy żywiołowych kibiców i okazja do rewanżu dla Polaków za niespodziewaną przegraną na koniec fazy grupowej. Ale ani kotła, ani rewanżu nie było. Bo reprezentacja współgospodarzy sensacyjnie przegrała z Niemcami 2:3, mimo prowadzenia 2:0. Ku rozczarowaniu bułgarskich i polskich fanów.
– Trochę żałuję, bo chciałam zobaczyć na żywo ten doping. Nawet oglądając go wcześniej w telewizji było czuć, że to coś niesamowitego – opowiadała mi tuż przed spotkaniem Polaków fanka spod Krakowa, która bilet na wtorkowy mecz kupiła już w listopadzie.
Braku pełnej hali, którą gwarantowałby mecz z gospodarzami, żałował też inny Polak, który specjalnie na ćwierćfinał drużyny Grbicia sprowadził z Irlandii będącą już w podeszłym wieku mamę. Ale już w trakcie spotkania – razem z całą resztą, dość liczną grupą rodaków – żal z tego powodu ustąpił miejsca radości z awansu.
Półfinałowych rywali Polaków wyłoni środowy mecz Belgów ze Słoweńcami w Turynie.
