...
Dom SportPięć goli Lecha Poznań obnażyło jego największą słabość

Pięć goli Lecha Poznań obnażyło jego największą słabość

przez admin

Ani Mikael Ishak, ani Yannick Agnero nie zdołali strzelić gola Radomiakowi Radom, a ponadto prezentowali się bardzo słabo. Mimo to Lech Poznań wygrał 5:1, udowadniając olbrzymią jakość z przodu. Z tym że na starcia w Lidze Europy to może nie wystarczyć. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Gdy patrzymy na zespół Lecha Poznań, od razu rzucają nam się w oczy takie nazwiska jak Patrik Walemark, Allahyar Sayyadmanesh, Wojciech Mońka, Pablo Rodriguez, Michał Gurgul czy Mikael Ishak. Sęk w tym, że jeden z tych zawodników w sezonie 2026/27 wyraźnie pozostaje formą od pozostałych, którzy stanowią o sile Kolejorza w bieżących rozgrywkach. A że chodzi o kapitana i niekwestionowaną legendę ekipy ze stolicy Wielkopolski, toteż kibice mogą być zaniepokojeni. Tym bardziej że Yannick Agnero jak do tej pory w żaden sposób nie wygląda na piłkarza mogącego docelowo zastąpić Ishaka. Wydaje się zresztą, że podobnego zdania jest Niels Frederiksen, który konsekwentnie stawia na Szweda w wyjściowej jedenastce – nawet wtedy, gdy ten jest wyraźnie pod formą.

Dotychczas Ishak kojarzył się przede wszystkim ze strzelaniem goli i przywództwem na boisku. Dziś została mu tylko druga z tych cech i to właśnie ona – w połączeniu ze statusem legendy i ulubieńca poznańskiej publiczności – pozwala mu wciąż utrzymywać się na powierzchni. Skuteczności jednak szwedzkiemu snajperowi zdecydowanie brakuje, bo w dotychczas rozegranych 11 spotkaniach na wszystkich frontach tylko trzykrotnie trafiał do siatki. A do tego na potęgę marnował sytuacje, jak chociażby w czwartkowym starciu 1. kolejki fazy ligowej Ligi Europy przeciwko Crystal Palace, gdzie powinien mieć przynajmniej jednego, a w optymalnej dyspozycji dwa gole.

To właśnie pozycja napastnika jest dziś jednym z największych ubytków w niezwykle silnej kadrze mistrzów Polski. Dużo mówi fakt, iż Kolejorz najlepiej wyglądał w konstruowaniu akcji ofensywnych, gdy nie grał ani Ishak, ani Agnero. Mam tu na myśli starcie z FC Thun (7:0), gdy jako „fałszywi napastnicy” grali Sayyadmanesh i Rodriguez. Ale to nie jest rozwiązanie, na które na dłuższą metę chce zdecydować się Frederiksen, który do wyznawanej przez siebie filozofii gry potrzebuje snajpera o profilu Szweda bądź Iworyjczyka. Tylko czy faktycznie najlepszym rozwiązaniem jest kurczowe trzymanie się czegoś, co słabo działa? 

Zobacz wideo Marek Citko o popularności w latach 90.: Nie mogłem normalnie wyjść z domu. Nie byłem na to przygotowany

Pięć goli Lecha obnaża jego największą słabość – nieskutecznych napastników

Mecz ligowy z Radomiakiem Radom od pierwszej minuty ponownie rozpoczął Ishak. I prawdę mówiąc, gdy zobaczyłem skład Lecha, pomyślałem: „jeśli dziś szwedzki napastnik się nie odblokuje, to będzie bardzo zły omen”. Radomianie bowiem nie dysponują zbyt dobrą defensywą, a po stracie Tomasza Kaczmarka, który odszedł do Rakowa Częstochowa, wciąż trudno określić kierunek, w którym będzie szedł zespół z Mazowsza. Jedno było pewne – podopieczni Rafała Grzyba, jak zresztą większość zespołów przyjeżdżających do Poznania, cofnie się głęboko i będzie czekać na kontrataki. A to oczywiście musiało wymusić na lechitach grę w ataku pozycyjnym i próby przebicia się w pole karne, gdzie w teorii powinien czaić się Ishak.

Tak też było. W rzęsiście padającym deszczu okazji było co niemiara – w pierwszych dziewięciu minutach padły trzy gole, które kolejno strzelali Guilherme Luis, Pablo Rodriguez i Patrik Walemark, wykorzystując nie tylko błędy rywali, ale i warunki atmosferyczne. A szwedzki snajper zmarnował dwie wyśmienite okazje, by pokonać Filipa Majchrowicza – najpierw został zablokowany, gdy uderzał z okolic czwartego metra, a następnie trafił w golkipera Radomiaka w sytuacji sam na sam.

Po zmianie stron jednak Ishak w swoim stylu schodził niżej, by pomóc w rozegraniu piłki i zrobić więcej miejsca zbiegającym do środka Walemarkowi czy Sayyadmaneshowi. Odciągnięcie rywali przez kapitana Kolejorza zresztą pozwoliło szwedzkiemu skrzydłowemu na zdobycie swojej drugiej bramki w tym meczu. Ishak jednak nie dochodził już do sytuacji strzeleckich, a swój udział w niedzielnym spotkaniu zakończył po 60 minutach. Wówczas na murawie pojawił się Agnero.

Show jednak kradli jego koledzy z ofensywy, zaś Iworyjczyk okradł Luisa Palmę z asysty. Rezerwowy napastnik Lecha zbyt długo zastanawiał się nad oddaniem strzału, co wykorzystał Filip Koperski, który wybił piłkę wślizgiem. Także piąty gol dla mistrzów Polski padł bez udziału nominalnej „dziewiątki”, bo genialny rajd przeprowadził Rodriguez. Agnero z kolei tracił kolejne piłki, mając problemy nawet z najprostszym przyjęciem.

Mówiąc wprost – jeśli wygrywasz z Radomiakiem 5:1 i twoimi najsłabszymi punktami są obaj napastnicy, to coś jest zdecydowanie nie tak. I niestety dla Lecha, nie jest to jedynie kwestia tego jednego spotkania. W meczach z poważniejszymi rywalami dużo mniej miejsca będą mieli Walemark, Rodriguez, Sayyadmanesh, Palma czy Bengtsson. Wtedy jedna czy dwie okazje, do których dojdzie Ishak lub Agnero, będą na wagę złota. To pokazało choćby starcie z Crystal Palace.

Nie mówię, że Ishaka czy Agnero powinno się jednoznacznie skreślić. Ale jeśli Lech chce liczyć się w Europie, musi mieć skuteczną „dziewiątkę”. Na dziś nie jest nią ani Szwed, ani Iworyjczyk, a kolejne starcia w pucharach mogą tę piętę achillesową Kolejorza tylko obnażyć. Bo o ile w Ekstraklasie da się wygrywać wysoko dzięki robiącym różnicę skrzydłowym, o tyle na arenie międzynarodowej jest o to szalenie trudno.

Zobacz też: Tylko jedna prawdziwa kontrowersja. Jak patrzeć na powołania do kadry?

Zobacz inne