Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Arkadiusz Milik stał się obiektem drwin opinii publicznej i bohaterem memów. Jestem pełen uznania dla heroicznej walki, jaką toczył przez większość swojej kariery. Jak mało kto zasłużył na szacunek, a nie na internetowe kpiny – pisze Jacek Laskowski w felietonie „Sport w 4K”.
To był 12 października 2012 roku. Reprezentacja Polski już pod wodzą Waldemara Fornalika grała w eliminacjach do mundialu w Brazylii, ale akurat w tym dniu biało-czerwoni towarzysko mierzyli się na Stadionie Narodowym z RPA. Komentowałem to spotkanie i na mniej więcej 30 minut przed jego końcem oznajmiłem debiut w narodowych barwach pewnego osiemnastolatka z Tychów – zmieniając Adriana Mierzejewskiego na boisku pojawił się Arkadiusz Milik. Błyszczał w Górniku Zabrze i od następnego sezonu miał już grać w Bundeslidze. We wspominanym 2012 roku został uznany Odkryciem Roku przez tygodnik „Piłka Nożna”.
Zobacz wideo Żelazny o Miliku: Niestety Arek jest już byłym piłkarzem…
Niecałe cztery lata później – też 12, ale czerwca. Nicea, pierwszy mecz Polaków na Euro 2016. To także po 25 latach pracy pierwszy mecz reprezentacji na dużym turnieju, jaki mam okazję skomentować ze stadionu. Na Lazurowe Wybrzeże dotarliśmy z Marcinem Żewłakowem dzień wcześniej, szczęśliwi i wyluzowani po szalenie niebezpiecznym incydencie podczas startu naszego samolotu z lotniska Orly w Paryżu. Czekaliśmy zatem na ten mecz z dodatkową dawką energii i optymizmu.
Polska wygrała z Irlandią Północną 1:0 i był to początek jedynego przez ostatnie 40 lat w miarę udanego dla nas turnieju. Tę jedyną bramkę strzelił właśnie Milik i była to też pierwsza od dawna wygrana Polaków na dużej imprezie nie licząc meczów o honor. Arek jest już wtedy napastnikiem uznanym. Ma za sobą świetny, mistrzowski sezon w Ajaksie Amsterdam, jest też jednym z bohaterów eliminacji Euro, bo któż nie pamięta jego bramki w wygranej z Niemcami… Po zakończeniu meczu w Nicei Milik ma bilans 27 meczów i 11 goli w kadrze.