– Nie wiem, czy trzeba o tym mówić – zaczyna Wilfredo Leon, gdy po meczu 1/8 finału mistrzostw Europy dostaje pytanie o ból kolana. Ale zaraz potem siatkarz reprezentacji Polski opowiada nieco szerzej o swojej sytuacji zdrowotnej i uspokaja kibiców. A gdy pojawia się temat dalszej fazy turnieju, to zamienia się w boksera.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Polscy siatkarze, za sprawą meczu 1/8 finału mistrzostw Europy, mogli się poczuć jak na początku fazy grupowej. Wtedy też mierzyli się ze znacznie niżej notowanymi przeciwnikami, którzy w żaden sposób nie byli w stanie im zagrozić. A większość, o ile nie wszyscy, Łotysze – tak, jak wcześniej Portugalczycy, Izraelczycy czy gracze z Macedonii Północnej – gwiazdy drużyny Nikoli Grbicia oglądali tylko w telewizji. Żaden z sobotnich rywali nie prosił Wilfredo Leona przed meczem ani tuż po nim o wspólne zdjęcie, ale przyjmujący Biało-Czerwonych wspomina ich zabawną reakcję podczas przypadkowego spotkania w hotelowej windzie.
Leon szczerze o sytuacji zdrowotnej. „Czasami pojawia się malutki ból”
Niektórzy polscy kibice mogli się zaniepokoić, gdy Leon podczas rozgrzewki przed meczem grupowym z Bułgarią zamiast ćwiczyć razem z kolegami ataki i zagrywki stanął za bandami reklamowymi i podawał im piłki. A całe spotkanie zakończone wynikiem 2:3 obejrzał z perspektywy kwadratu dla rezerwowych. Potem trener Nikola Grbić uspokajał, że to tylko prewencja i przyjmujący będzie gotowy do gry w kolejnych pojedynkach. W wygranym 3:0 meczu 1/8 finału lider Bogdanki LUK Lublin już wystąpił i nie jest żadnym zaskoczeniem, że w strefie wywiadów czekała na niego grupa dziennikarzy, która chciała, by opowiedział więcej o swojej sytuacji zdrowotnej.
– Nie wiem, czy trzeba o tym mówić, ale okej. Nie ukrywam, że czasami pojawia się taki malutki ból w trakcie takich turniejów. W ostatnim meczu postawiliśmy na odpoczynek, ale – jak widzicie – już wróciliśmy, jesteśmy w komplecie i czekamy na kolejny mecz – zaznacza na wstępie Leon.
Zobacz wideo Leon: Pod tym kątem byliśmy mega mocni
Następnie pada pytanie, czy ból dał mu się we znaki podczas treningu. Okazuje się, że dolegliwość pojawiła się już wcześniej, w trakcie meczu z Ukraińcami.
– Ale wiecie, jak muszę walczyć, to walczę. A po meczu dopiero się tym zająłem – relacjonuje 33-latek.
I dodaje, że w sobotę kolano już nie sprawiało mu problemu pod tym względem. A pytanie było tym bardziej zasadne, że po drugim secie został zastąpiony na stałe przez Kamila Semeniuka. Ten ostatni wchodził za niego także na chwilę w dwóch pierwszych partiach.
– Chodziło o to, aby każdy spędził trochę czasu na parkiecie. Trener powtarza, że każdy ma być gotowy do gry i każdy jest – wyjaśnia Leon.
Łotysze spotkali Leona przed meczem w windzie. Bezcenna reakcja
Będący liderami światowego rankingu Polacy nie dali szans 44. w tym zestawieniu Łotyszom. W ekipie rywali było wielu bardzo młodych siatkarzy. Niektórym kibicom było aż ich żal. Czy wicemistrz olimpijski z Paryża widział w oczach rywali ulatniającą się nadzieję?
– Tu nie chodzi o to, czy to jest młoda drużyna, czy nie. Oni po prostu wiedzą, że my jesteśmy zespołem, który nie odpuszcza. Nie patrzymy na to, czy oni się stresują, czy nie. Mamy swoją robotę do wykonania i nie interesuje nas, kto jest po drugiej stronie siatki – zapewnia przyjmujący.
Wielu Łotyszy znało go dotychczas tylko z telewizji. Dla wielu z nich czterokrotny triumfator Ligi Mistrzów może być też od wielu lat idolem. Pytam więc Leona, czy któryś z nich prosił go np. o pamiątkowe zdjęcie przed meczem lub po jego zakończeniu.
– Jeszcze nie. Ale spotkaliśmy się w hotelowej windzie. Powiedziałem jako pierwszy „dzień dobry”, a oni zrobili takie miny – relacjonuje będący w doskonałym humorze światowej klasy siatkarz, pokazując grupce dziennikarzy ogromne zdziwienie wspomnianych Łotyszy.
I przyznaje, że fakt, iż udało im się go w sobotę raz zablokować, był pewnie dla nich wielką niespodzianką.
– Sam się tym nie denerwuję. Nawet jestem zadowolony, bo to dla mnie nauka. Nie rozpamiętywałem też tego. Skupiałem się po prostu na kolejnej akcji, by następnym razem już bloku nie było – zaznacza jeden z liderów Biało-Czerwonych.
Jest on znany z tego, że wiara jest dla niego bardzo ważna. Potwierdza to po raz kolejny, gdy pada pytanie o to, co było jego zdaniem najważniejsze po stronie Polaków w tym spotkaniu.
– Być tu z Bogiem – odpowiada bez cienia wahania MVP poprzedniej edycji ME.
A po chwili przypomina też, że jedną z jego pasji jest boks. Jedna z dziennikarek nawiązuje do jego stałej deklaracji, zgodnie z którą na najważniejsze mecze zawsze będzie gotowy, co potwierdził choćby właśnie w czempionacie Starego Kontynentu z 2023 roku. Po chwili pada pytanie, czy już teraz czuje się gotowy w stu procentach i naładowany energią. Wówczas właśnie utytułowany siatkarz zaczyna imitować wykonywanie bokserskich ciosów i dodaje:
– To już nie są mecze, to jest walka. A ja do walki jestem zawsze gotowy. Uwielbiam to. Jesteśmy w dobrym momencie. To już nie jest kwestia, czy ty, czy ja. To my i idziemy razem do przodu. A ja jestem nabuzowany – zapewnia z uśmiechem.
We wtorkowym ćwierćfinale Polacy zmierzą się z Niemcami, którzy niespodziewanie pokonali Bułgarów 3:2.