Mija dzień za dniem, a my wciąż nie jesteśmy w stanie dojść do siebie po śmierci Jacka Magiery. Nieustannie płyną nasze słowa, jakbyśmy chcieli w ten sposób przytrzymać Go jak najdłużej, nie wypuszczać Go z ramion – pisze Jacek Laskowski w felietonie z cyklu „Sport w 4K”.
Bo Jacek taki był, nigdy nie było Go dość.
Teksty każdej i każdego z nas nieustannie potwierdzają, jak pięknym był człowiekiem. Jak bardzo wyróżniał się w tym świecie blichtru, obłudy, fałszywych wartości, galopującym w coraz szybszym tempie nie wiadomo dokąd. Wszystkie wspomnienia o Jacku mają szczególny charakter, są przede wszystkim bardzo osobiste.
Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: Robert powinien zostać w reprezentacji i walczyć
Bo Jacek wszystkich nas tak traktował.
Zawsze chciałem z Nim komentować. Wiedziałem, że na stałą współpracę nie ma szans, Jacek był przede wszystkim Trenerem i tej pracy poświęcał się w całości, w dodatku przeważnie był gdzieś zatrudniony. Przeglądając naszą sms-ową korespondencję widzę w niej mnóstwo swoich zaproszeń do współpracy i odpowiedzi Jacka, w wielu przypadkach odmowne, ale zawsze konkretne i z odpowiednim wyprzedzeniem.
Bo Jacek szanował czyjąś pracę.
Kiedy tylko udało mi się Jacka namówić do wspólnej pracy, zawsze była to przyjemność i zawsze czegoś się od Niego nauczyłem. Raz komentowaliśmy mecz z dziupli na Woronicza. Złapałem się w pewnym momencie na tym, że nie patrzę na ekran, tylko na swojego partnera, tak bardzo byłem skoncentrowany na tym, co mówił. Zawsze przychodził na komentarz doskonale przygotowany, choć przecież zawsze miał mnóstwo swojej codziennej pracy.
Czytaj także: Ta jedna historia mówi wszystko o Jacku Magierze. „Jak to? Wy się znacie?”
Bo Jacek, wymagając profesjonalizmu od innych, zawsze zaczynał od siebie.
Innym razem byliśmy w Bazylei, na finale Ligi Europy w 2016 roku. Szwendaliśmy się po mieście dzień przed meczem, aż w końcu usiedliśmy w jakiejś knajpce na kolacji.
Rozmawialiśmy o wszystkim – o piłce, o sporcie, o życiu, czas sobie płynął gdzieś poza nami. Ja – choć o 10 lat starszy – głównie słuchałem z uwagą, co Jacek ma do powiedzenia. W pewnym momencie podszedł do nas mężczyzna. – Przepraszam, panowie – powiedział. – Jestem właścicielem tej restauracji i w zasadzie zamknęliśmy, ale nie chcemy panom przerywać tej rozmowy, więc możecie tu być, ile chcecie. Ja i mój pracownik poczekamy.
Do dziś mam przed oczami tych dwóch Szwajcarów, którzy siedzą po cichu kilka metrów od nas, nie rozumieją ani słowa, mogliby nas wyrzucić z tej knajpy i pójść do domu, a jednak czekali. Mało tego, na koniec podwieźli nas do hotelu.
Bo Jacek zawsze roztaczał pozytywną aurę.
Kilka miesięcy później komentowałem w Lizbonie trenerski debiut Jacka w Legii…
Kiedy Magic prowadził naszą kadrę U-20, przydzielono mi do komentowania towarzyski mecz Jego drużyny z Niemcami w Bielsku-Białej. W tym roczniku kadry w poszczególnych krajach dopiero się tworzyły, więc nie było o nich za wiele wiadomo. Napisałem do Jacka, czy ma może jakieś informacje o rywalach, które pomogłyby mi przygotować się do meczu.
Odpisał szybko: „Oczywiście, że mam! Ale umieściłem wszystko w jednym pliku dotyczącym całego naszego zgrupowania, prześlę Ci całość i sobie znajdziesz, ok?”
Faktycznie, dostałem po chwili wspaniały, super profesjonalnie przygotowany materiał, w którym było dosłownie wszystko. Zza moich pleców zerkała w komputer moja ówczesna partnerka, Natalia Bamber, znakomita siatkarka, profesjonalistka pod każdym względem.
Czytaj także: Jacek Magiera – ta jedna myśl nie daje mi spokoju
Zapytała, co przeglądam, a potem poprosiła o możliwość przejrzenia całości. Na koniec wypowiedziała tylko jedno zdanie: „To jest trener, z jakim chciałabym pracować”.
Bo Jacek swoją pracą zawsze dawał impuls innym.
Ech, Wy tam w Niebie… Co się tam u Was dzieje, do licha? Jakiż tam musicie mieć kryzys wartości, chyba jeszcze gorszy niż tu u nas na Ziemi, jeśli zabieracie tak wcześnie takiego Człowieka jak Jacek. On przecież tylko chciał być przez 20 lat szczęśliwym dziadkiem. Aż tak bardzo jest tam Wam potrzebny już teraz? Serio? To nie jest fair.
A JACEK ZAWSZE BYŁ FAIR.

