...
Dom SportWielki przełom w życiu Mai Chwalińskiej. Czeka ją najtrudniejszy mecz

Wielki przełom w życiu Mai Chwalińskiej. Czeka ją najtrudniejszy mecz

przez admin

Finał Rolanda Garrosa w wykonaniu Mai Chwalińskiej to nie tylko historyczny sukces, ale początek nowego rozdziału w jej karierze. Awans do czołówki rankingu WTA otwiera przed Polką drzwi do największych turniejów świata i jednocześnie nakłada ogromną presję. Jakie wyzwania i szanse czekają na nową drugą rakietę naszego kraju?

Maja Chwalińska to w tym roku jedna z największych sensacji wielkiego tenisa. Kilka dni temu w Paryżu doszła do finału Rolanda Garrosa, choć startowała od eliminacji. Jeszcze w niedzielę 7 czerwca była 114. na świecie, dziś jest już 21. w rankingu WTA. To pierwsza zmiana w karierze, ale nie ostatnia. Jakie szanse i wyzwania stoją przed nią?

Wyższe miejsce w rankingu sprawi, że 24-latka będzie mogła grać w największych turniejach rangi WTA 1000 czy 500. Nigdy wcześniej nie miała okazji w nich występować. Jej najlepszym dotąd wynikiem był ćwierćfinał zawodów WTA 250 w Cluj-Napoce, w lutym tego roku. Od teraz będzie mogła cały czas rywalizować z najlepszymi. A nawet więcej – wysokie miejsce w rankingu pozwoli jej w wielu turniejach na rozstawienie. Dzięki temu np. pierwszą rundę może mieć wolną i przystępować do imprezy dopiero od drugiej. Koniec z eliminacjami, które w ostatnich miesiącach stanowiły dla niej zawodową codzienność.

Maja będzie grać z najlepszymi

Chwalińska przed Roland Garros była tenisistką balansującą na granicy kwalifikacji do imprez Wielkiego Szlema oraz turniejów WTA 250. A teraz wiele wskazuje na to, iż może liczyć na rozstawienie w tegorocznym US Open. Turniej nowojorski rozpocznie się 30 sierpnia, rozstawione zostaną 32 najlepsze zawodniczki rankingu.

Występy w największych turniejach są lepiej punktowane. To daje szansę Chwalińskiej na poprawianie miejsca w rankingu – tym bardziej, że dopiero debiutuje na najwyższym poziomie, nie ma do końca sezonu  wielu punktów do obrony.

Zmienia się także hierarchia w naszym tenisie: Maja Chwalińska została drugą rakietą Polski w kobiecym singlu – po Idze Świątek (3. WTA), a przed Magdaleną Fręch (44.) oraz Magdą Linette (53.). Jak do tego grona dodamy balansujące na granicy eliminacji wielkoszlemowych Katarzynę Kawę oraz Lindę Klimovicovą, a także Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka, emocji fanom tenisa w naszym kraju nie powinno w najbliższym czasie brakować.

Zobacz wideo Rewolucja w życiu Mai Chwalińskiej. Tego jeszcze nie przeżyła

Najbliższy wielki start to Wimbledon, który rozpoczyna się 29 czerwca. Wciąż nie wiemy, czy Chwalińska będzie mogła wystąpić w turnieju głównym w Londynie. Dlaczego? Bo gdy w połowie maja ustalano listy zgłoszeń, znajdowała się poniżej top 100 rankingu WTA. W efekcie być może najpierw musi przejść eliminacje, by zagrać w Wimbledonie – czyli powtórzyć historię z Rolanda Garrosa. Jest jednak szansa, że otrzyma od brytyjskich organizatorów tzw. „dziką kartę”. Decyzje w tej sprawie zapadną za kilka dni.

Z uwagi na sukces w Paryżu Chwalińska zmieniła już swój kalendarz. Z Francji przyleciała do Warszawy na specjalną konferencję prasową, wcześniej na Okęciu przywitali ją kibice. Następnie udała się na krótki odpoczynek, którego wcześniej nie miała w planach. Po Paryżu miała przystąpić do turnieju niższej kategorii – WTA 125 w Ilkey, już na trawie. Potrzebuje jednak wypoczynku po zaskakującym osiągnięciu. Od 18 maja rozegrała w Paryżu 10 spotkań! To potężny wysiłek, podobnego nigdy wcześniej nie przeżyła na takim poziomie rywalizacji. Do gry Maja wróci dopiero w Londynie – albo od 29 czerwca w ramach turnieju głównego na wimbledońskich kortach, albo wcześniej – w kwalifikacjach. Jej współpracownicy zaprzeczali, by rozważano rezygnację z Wimbledonu.

Miłość, ale i presja kibiców oraz mediów

Wystarczyło zaledwie kilka godzin po powrocie do kraju, by Maja Chwalińska mogła się przekonać, co ją czeka: gigantyczny wzrost zainteresowania. – Będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku, nie były korzystne, bo miałam dziwną minę. Jest dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się i zrobię wszystko jak najlepiej – tłumaczyła dziennikarzom. 

Na konferencji w Warszawie było mnóstwo przedstawicieli mediów, nie tylko z redakcji, które na co dzień zajmują się tenisem czy szerzej sportem. Do tego tłumy na lotnisku. Uwielbienie kibiców widać też w social mediach, tylko na Instagramie nasza finalistka Rolanda Garrosa 2026 zyskała ponad 500 tys obserwujących – turniej zaczynała z liczbą ok. 25 tys. Otrzymuje mnóstwo pochwał, komentarzy po polsku, po angielsku, w innych językach. Stała się międzynarodową gwiazdą.

Popularność ma swoje dobre strony, ale i te ciemniejsze. Odtąd uwaga kibiców i mediów będzie skupiać się na Mai Chwalińskiej. Każdy mecz będzie analizowany, rozkładany na czynniki pierwsze. Pojawi się zdecydowanie większa presja, jakiej jeszcze nigdy nie przeżyła. Być może sama będzie miała oczekiwania wobec siebie, a do tego dojdą na pewno te z zewnątrz.

Inaczej na Polkę też patrzą rywalki. Nie jest już underdogiem – zawodniczką z trzeciego szeregu, której nikt nie zna, a każda przeciwniczka musi się jej uczyć. Cały świat mógł zobaczyć w Paryżu, jak gra Maja Chwalińska, jakie ma mocne i słabsze strony. W wielu nadchodzących meczach będzie wychodziła na kort w roli faworytki, która dopiero co doszła do finału wielkoszlemowego i jest 21. na świecie. To spore obciążenie, z którym nie jest łatwo sobie poradzić. Iga Świątek po wygranej w Paryżu w 2020 r. potrzebowała „przejściowego” sezonu 2021, by w kolejnym już „odpalić” i wskoczyć na pierwsze miejsce w rankingu, zacząć dominować w rozgrywkach.

Maja jest starsza od tamtej Igi, ale czy bardziej doświadczona na najwyższym poziomie? W Paryżu debiutowała w turnieju głównym Wielkiego Szlema, a był jej dopiero trzeci w zawodowej karierze występ w drabince głównej największych imprez na świecie.

– Spodziewam się, że będzie trochę mniej spokoju wokół niej, ale postaramy się, by mogła się rozwijać. Zainteresowanie i większa rozpoznawalność to cena za wynik w Rolandzie Garrosie. I to jest w porządku, ale nie można zapominać o skupieniu na tym, co potrzebne – wskazywał w rozmowie z Agnieszką Niedziałek ze Sport.pl trener Polki, Jaroslav Machovsky. 

Jak będzie dalej budować team?

W mierzeniu się z rosnącymi oczekiwaniami Mai Chwalińskiej może pomóc psycholog Alicja Nowicka. W stolicy Francji tenisistka przedstawiła ją dziennikarzom i opowiedziała więcej o ich współpracy, która trwa od początku 2025 roku. – W naszej współpracy mamy dużo wolności. To znaczy, jeżeli potrzebuję czegoś, to się odzywam. Ala jest bardzo wyrozumiałą osobą, ona jest po prostu dla mnie i nie naprzykrza się. Daje mi wolność i jeżeli jej potrzebuję, jeżeli potrzebuję jej rad, to się odzywam, wtedy pracujemy, obgadujemy różne rzeczy. Ale nic nie jest na siłę, co – myślę – jest bardzo ważne – mówiła Chwalińska. 

To inny model niż np. u Igi Świątek, która od siedmiu lat współpracuje z Darią Abramowicz. Psycholog jest ważnym członkiem teamu byłej liderki rankingu, podróżuje z nią na większość turniejów. Jak będzie z Chwalińską i Nowicką? Podczas Rolanda Garrosa psycholog przyleciała, by pierwszy raz towarzyszyć Mai od półfinału. Ciekawe, czy to jednorazowy przypadek, czy też częściej będzie obecna podczas meczów Mai.

Wyzwań będzie tym więcej, że jak dziś cała Polska kocha Maję Chwalińską, tak za moment to się może zacząć zmieniać. Kibice szybko potrafią zmieniać zdanie. Wystarczy jedna, dwie czy trzy porażki, a pojawiają się rozczarowanie, krytyka czy nawet hejt. Wielu nie będzie miało skrupułów. Skąd to wiemy? Chociażby z kariery Igi Świątek. Tego finalistka tegorocznego French Open też – niestety – może się spodziewać. Zresztą ostatnio na antenie TVN opowiadała, że pierwsze pogróżki otrzymywała już w wieku 17 lat. – Uważam, że każdy sportowiec mierzy się z hejtem i opiniami innych, więc bardzo ważne jest, żeby słuchać swoich najbliższych i swojego otoczenia – podkreślała. 

Nowe możliwości finansowe

A jak zmieni się otoczenie Mai Chwalińskiej? Zarobiła w Paryżu 1,4 mln euro brutto (wcześniej przez całą karierę około 750 tys. euro), a pieniądze, jak tłumaczyła, chce przeznaczyć m.in. na inwestycję w sztab. Przyznała, że dzięki tym środkom będzie mogła podróżować nie tylko z pierwszym trenerem Jaroslavem Machovsky’m, ale i z Petrem Hajkiem, który pracuje jako jej sparingpartner. Do tego myśli, by zatrudnić dodatkowego fizjoterapeutę. Dziś współpracuje z Maciejem Ryszczukiem, który od lat należy do teamu Igi Świątek. To się nie zmieni, Maja nadal ma z nim pracować, a konsultacje nie będą zdalnie, jak to dotychczas zwykle bywało. Od teraz Maja będzie grała przecież w tych samych turniejach, co Iga, co może ułatwić logistykę.

Pieniędzy będzie więcej także z uwagi na nowych sponsorów. Jej menedżer, Piotr Szczypka, który jednocześnie jest szefem klubu z Bielska-Białej, w którym Maja trenuje, przyznał, że otrzymał sporo propozycji. Marki chcą dziś pokazywać się przy sensacyjnej finalistce z Paryża, zaoferują wsparcie, na jakie wcześniej nie mogła liczyć. To pozwoli Mai ze spokojem budować kolejne miesiące kariery, odetchnąć, zacząć lepiej zarabiać, a nie martwić się o przyszłość.

Czy Maja Chwalińska zostanie „drugą Igą Świątek”? Takie pytania pojawiały się w ostatnich dniach w mediach, w komentarzach kibiców. Wydaje się, że nowa druga rakieta naszego kraju nie ucieknie od podobnych porównań, choć przecież nie mają one większego sensu. Pozwólmy, by pisała własną historię, która od miesiąca jest jeszcze bardziej fascynująca.

Zobacz inne