Jeszcze 40-50 lat temu Afrykanie przejeżdżali na mundial z Afryki, Południowi Amerykanie z Ameryki Południowej, Azjaci z Azji. Dziś dwóch na trzech uczestników mundialu to piłkarscy Europejczycy.
Na pewno każdy, kto interesuje się rozpoczynającym się mundialem, natknie się na artykuły o malutkiej wysepce na Morzu Karaibskim, która wysłała na największy piłkarski turniej świata swoją reprezentację. Wszyscy zachodzą w głowę, jak to możliwe, że liczący zaledwie 186 tys. mieszkańców kraik mógł wygrać rywalizację z dużo bardziej ludnymi i posiadającymi o wiele bogatsze tradycje piłkarskie drużynami.
Urodzili się we Francji, grają dla Afryki
Tymczasem więcej wspólnego z Curacao miała reprezentacja Holandii (wyspa jest oficjalnie jej zamorską częścią) na mistrzostwa świata w baseballu (World Baseball Classic), niż jej własna kadra na piłkarski mundial. Na rozegranym w marcu baseballowym turnieju w barwach Holandii zagrało 14 graczy urodzonych na wyspie (i ośmiu z niedalekiej Aruby), tymczasem w kadrze na mundial jest tylko jeden gracz, który urodził się na Curacao. Jednak Tahith Chong, tak samo jak 25 jego kolegów z kadry, tak naprawdę jako piłkarz wychował się w Holandii. Już jako 10-latek założył koszulkę Feyenoordu.
Po bliższym zapoznaniu się z faktami okazuje się, że wygranie eliminacyjnej grupy przez Curacao wcale nie było tak wielką sensacją, jak się jawi na pierwszy rzut oka. Po prostu wychowani w tych samych standardach jak reprezentacja Holandii zawodnicy pokonali rywali z Ameryki Środkowej.
Curacao to przykład ekstremalny, ale przecież nie jest to jedyna piłkarska kadra, która swoją siłę buduje na bazie graczy urodzonych i piłkarsko wychowanych w Europie.