– Naprawdę? – dopytuje z niedowierzaniem Maja Chwalińska, gdy słyszy, że jej wielki sukces w Rolandzie Garrosie już okazał się hitem w kinach, choć nie powstał o niej – przynajmniej na razie – żaden film. Inny efekt niespodziewanego podboju przez 24-letnią Polkę paryskiego turnieju – mural w Dąbrowie Górniczej – wywołał u niej wielkie wzruszenie. Choć, gdy o nim była mowa, to pojawił się też od razu przykry temat.
Maja Chwalińska w ostatnich tygodniach chyba ani na chwilę nie może wyjść ze stanu zaskoczenia. A nawet szoku. Najpierw za sprawą samej siebie, gdy dotarła aż do finału Rolanda Garrosa. Potem zaś zaskoczyła ją skala popularności, jaką w związku z tym błyskawicznie zyskała. Choć jej życie zmieniło się znacząco, to sama jak na razie w związku z tym się nie zmieniła. I dlatego będąca niedawno 114. tenisistką świata Polka mogła przegapić ważny telefon po życiowym osiągnięciu.
Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach
Szturm dziennikarzy i fotoreporterów na lotnisku. Makijażystka tuszowała zarwane noce Chwalińskiej
W niedzielę Maja Chwalińska, jeszcze w Paryżu, siedziała obok dwóch legend tenisa, których mecze oglądała jako dziecko. A skoro świetnie poradziła sobie w rozmowach z Andre Agassim i Johnem McEnroe, to wiadomo było, że poradzi sobie też bez problemu z tłumem dziennikarzy i fotoreporterów, którzy czekali na nią w poniedziałek w Warszawie. Choć ich zachowanie na lotnisku podobno sprawiło, że zmieniono formułę popołudniowego spotkania. Przedstawiciele mediów mieli bowiem rano przedostać się poza wyznaczoną strefę i napierać na tenisistkę i towarzyszące jej osoby.
Chwalińska w drugiej części dnia nie dała po sobie poznać, by się obawiała, odpowiadając w swoim stylu – szczerze i nieraz dowcipnie. Ale kumulujące się od tygodni zmęczenie robiło swoje i wprost przyznała, że teraz marzy przede wszystkim o tym, by się porządnie wyspać i najeść.
