Court Philippe Chatrier to święta ziemia francuskiego sportu. Najpiękniej w historii stąpał po niej Rafael Nadal. Przed swoim pierwszym w życiu występem na tym obiekcie Maja Chwalińska zrobiła zdjęcie odcisku stopy 14-krotnego mistrza Rolanda Garrosa. A później pewnym i znów pięknym krokiem polska rewelacja poszła do ćwierćfinału tegorocznego turnieju! Francuzce Diane Parry nie pomógł nawet doping 12-13 tysięcy rodaków. Chwalińska wygrała 6:3, 6:2! Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
Pisanie w kontekście Mai Chwalińskiej o „Kopciuszku” na pewno nie jest szczytem oryginalności. Mimo to właśnie tak historię Polki we French Open 2026 przedstawia coraz więcej dziennikarzy z całego świata.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”
Na meczu Chwalińskiej z Diane Parry całkowicie wypełnione była duża trybuna prasowa. Trybuny Court Philippe Chatrier mogą pomieścić 15 225 osób i choć nie wszystkie miejsca zostały zajęte, to i tak zdecydowanie czuło się, że tam w dole, na ceglanej mączce, toczy się duży mecz.
Chwalińska chłonęła tę wyjątkowość. Była absolutnie gotowa
Kilka godzin przed tym meczem, jeszcze na pustym korcie, Maja Chwalińska fotografowała odcisk stopy Rafaela Nadala (Tu można zobaczyć nagranie). Polka zrobiła to przy okazji zwyczajowego treningu na zapoznanie się z warunkami. Nic dziwnego, że czuła odświętność tego momentu. Po latach marzeń o występach na największych tenisowych arenach świata wreszcie na to sobie zapracowała.
Duma, radość, doznanie czegoś wyjątkowego – to wszystko czujemy chyba my wszyscy, którzy lubimy sport i kibicujemy takim postaciom, jak Maja.
Wielki „L’Equipe” poświęcił Chwalińskiej tekst. Przedstawił ją światu, informując, że pokonała swoje demony – depresję. Turniejowe pismo „Le Quotidien” szkicując profil naszej tenisistki podkreśliło, że Maja potrafi wprawić w zakłopotanie każdą rywalkę.
Jak długo to będzie? Marzy nam się, że do samego końca, do sobotniego finału. – To bardzo radosny, ale również wymagający czas, ponieważ Maja rozegra już siódmy mecz w Paryżu i trzeba odpowiednio tym zarządzić – trochę studził Ryszczuk. Ale też dodawał: „Jestem z niej niezwykle dumny”.
„Na tym korcie nikt tak nie grał od co najmniej 20 lat”
My też jesteśmy z Mai dumni! Te skróty, te loby, te minięcia – tak pięknie, tak lekko Chwalińska wygrywała z Parry. W takim tenisie na pewno zakocha się każdy, kto dopiero poznaje dyscyplinę. I każdy, kto ogląda ją na tyle długo, by – jak redaktor naczelny „Tenisklubu” Adam Romer mieć pełne prawo zawyrykować: „Przecież na tym korcie nikt tak nie grał od co najmniej 20 lat!”.
Chwalińskiej jesteśmy wdzięczni za wrażenia estetyczne, a jeszcze bardziej za to, jak nas inspiruje. Za dwa dni w ćwierćfinale zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (24 WTA). Znowu nie będzie miała nic do stracenia. Na pewno znów jej trener Jaroslav Machovsky (Czech) przygotuje odpowiednią taktykę, a Maja jest w takiej formie, że będzie umiała realizować założenia. I postawić się kolejnej tenisistce z czołówki, do której tak długo się dobijała. Teraz Maja tę czołówkę szturmuje. Po wygranej nad Parry jest już na 48. miejscu rankingu Live WTA! I zarobiła w Paryżu już 470 tysięcy euro. Zastanawiającym się czy na więcej pozwoli jej zdrowie Maja na pewno wkrótce powie (na konferencji prasowej), że jak najbardziej. A teraz, mimo obandażowanych ud, będzie nam w to uwierzyć tym łatwiej, że do dyspozycji Mai jest wspomniany Ryszczuk.
Chwalińska pracuje z nim od roku. I widać, jak wiele jej to dało. Mocniejsza sylwetka, większa wytrzymałość – tego Mai było trzeba. To dołożone do bazy w postaci pięknego tenisa i ogromnej inteligencji oraz determinacji daje teraz tak piękny efekt. Podziwiamy to wszyscy, prawda? I wszyscy powtarzamy w duchu „Niech to trwa”. Maja, musisz! – aż chciałoby się zakrzyknąć. Ale nie, wcale nie musisz. Teraz na pewno już wiesz, że możesz. Maja, możesz wszystko!