...
Dom SportCo za emocje w finale Ligi Mistrzów! Katastrofa w rzutach karnych

Co za emocje w finale Ligi Mistrzów! Katastrofa w rzutach karnych

przez admin

To był taki finał, jaki większość sobie wyobrażała: znakomicie broniący się Arsenal i nacierający Paryż. A skoro spotkało się dwóch specjalistów w swoim fachu, to nawet 90 minut nie wystarczyło do wyłonienia zwycięzcy. Uczta trwała jeszcze przez dogrywkę i serię rzutów karnych. W niej lepszy okazał się Paryż (1:1 w meczu, 4:3 w karnych).

Finezja kontra pragmatyzm. Atak kontra obrona. Obrońca trofeum kontra klub bez pucharu Ligi Mistrzów w gablocie. Doprawdy – trudno byłoby wymyślić bardziej zróżnicowany finałowy zestaw. W przypadku Paryża ten mecz miał zdefiniować cały sezon, bo puchar za krajowe mistrzostwo już dawno tam spowszedniał i przestał kogokolwiek rajcować, o ile nie pojawia się w towarzystwie trofeum za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. To ono jest głównym celem każdego sezonu już od kilkunastu lat, odkąd klub przejęli katarscy bogacze. Dla Arsenalu natomiast ten sezon został już zdefiniowany jako fantastyczny i przełomowy, gdy po 22 latach udało się zdobyć mistrzostwo Anglii. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów mogło być „jedynie” jego zwieńczeniem. Mogło też pomóc w uznaniu drużyny Mikela Artety za najlepszą w historii klubu. Stawka była więc olbrzymia, ale inna w obu przypadkach.

Ten mecz był też starciem różnych stylów gry – najsilniejszy atak napotykał na najbardziej szczelną obroną. Na ławkach siedziało dwóch hiszpańskich trenerów, którzy inaczej postrzegają futbol: Mikel Arteta najchętniej zaprogramowałby wszystkich swoich piłkarzy i kontrolował każdy najdrobniejszy element meczu, a Luis Enrique nauczył się już oddawać inicjatywę samym piłkarzom. I to widać – PSG czyni cuda z piłką, a Arsenal ociera się o doskonałość, gdy jej nie ma. Ostatecznie wszystko sprowadzało się do jednego pytania – czyja wizja i czyj styl będzie na wierzchu.

Zobacz wideo Kara za obrazę sędziego? Rostkowski: Jedna literka w słowie może wiele zmienić

Grą w obronie też można się zachwycić. Arsenal tworzył dzieło sztuki

Jeszcze przed meczem przyglądaliśmy się obu tym zespołom z każdej możliwej strony. Analizowaliśmy, prognozowaliśmy i próbowaliśmy sobie ten finał wyobrazić. W zalewie różnych statystyk najciekawsza – bo i najbardziej zaskakująca – była ta, która mówiła, że PSG, czyli zespół, który wydaje się perfekcyjnie panować nad piłką i znakomicie budować akcje, popełnił w tym sezonie Ligi Mistrzów najwięcej błędów prowadzących do strzałów przeciwnika. Co więcej – żaden inny zespół nie stracił w tej edycji tylu goli po własnych błędach, a najwięcej goli dla rywali- 37 proc. – padło po akcjach prawą stroną boiska, na której zazwyczaj gra Achraf Hakimi.

To wszystko potwierdziło się już w 6. minucie, gdy Marquinhos – prawy środkowy obrońca –został zaatakowany przez piłkarzy Arsenalu i w efekcie źle wybił piłkę. Trafił nią w Leandro Trossarda, a po chwili przejął ją Kai Havertz i niemal od połowy boiska przebiegł pod bramkę PSG. I chociaż kąt przy oddawaniu strzału był ostry, a bramkarz dobrze ustawiony, niemiecki napastnik uderzył idealnie – bardzo mocno, nad głową Matwieja Safonowa, który nawet nie nadążył śledzić tej piłki wzrokiem.

Madueke upada, sędzia nie dyktuje karnego, a VAR się nie wtrąca. Dogrywka też na remis

Dogrywka zaczęła się od dwóch rzutów rożnych Arsenalu – to, obok gry w obronie, kolejny element, w którym zespół Artety ociera się o perfekcję. W tym sezonie Premier League zdobył w ten sposób 19 bramek i o trzy gole poprawił dotychczasowy ligowy rekord. Ale tym razem – ku rozczarowaniu szalejących za bramką kibiców – nie stworzył w ten sposób żadnego zagrożenia.

W 102. minucie doszło do największej kontrowersji – Noni Madueke wdarł się w pole karne i stracił równowagę po starciu z biegnącym za nim Nuno Mendesem. Obaj trzymali się za ręce i przepychali, ale to skrzydłowy Arsenalu wywalczył lepszą pozycję. Daniel Siebert nie przerwał jednak gry, a Mikelowi Artecie i jego piłkarzom puściły nerwy – trener Arsenalu i Declan Rice dostali żółte kartki za przesadne protesty. I chociaż wszyscy kibice Arsenalu malowali przed sobą telewizory, nakłaniając sędziego, by obejrzał powtórkę tej akcji, to VAR nie dopatrzył się jego błędu i nie interweniował. Karny nie został podyktowany. 

W dogrywce padł tylko jeden celny strzał – Desire Doue, a tempo gry było już wyraźnie niższe. Paryż czekał na dogrywkę z piłką przy nodze, a Arsenal drepcząc wokół swojego pola karnego. Nic nie podsumowało tego meczu lepiej niż prosta statystyka wyświetlona przez realizatora w ostatniej minucie dogrywki – Paryż oddał 17 strzałów (4 celne), a Arsenal – tylko 4 (1 celny). Cały ten mecz przypomniał, że nie ma jednej właściwej drogi do triumfu. 

Koszmar Gabriela! PSG broni tytuł

W serii rzutów karnych lepszy okazał się Paryż . W pierwszej parze idealnie uderzali Goncalo Ramos dla PSG i Viktor Gyokeres dla Arsenalu. Ale już w drugiej serii doszło do pomyłki – Eberechi Eze kombinował z rozbiegiem, drobił kroczki, zwalniał, aż w końcu uderzył obok słupka. A że wcześniej jedenastkę pewnie wykonał Desire Doue, Paryż prowadził 2:1. W trzeciej serii role się odwróciły – Raya obronił mocne uderzenie Nuno Mendesa, a po chwili pewnie strzelił Declan Rice. Było 2:2. W czwartej serii wykonawcy znów byli bezbłędni – najpierw Achraf Hakimi, a później Gabriel Martinelli. Kluczowa okazała się piąta seria – dla PSG trafił Beraldo, a koszmarnie pomylił się Gabriel, który uderzył nad poprzeczką. Zespół Luisa Enrique obronił tytuł. 

Co za emocje w finale Ligi Mistrzów! Katastrofa w rzutach karnych

Zobacz inne