Tymek Kucharczyk skakał w Klimczoku Bystra z Kacprem Tomasiakiem, ale rzucił skoki dla wyścigów i w Indianapolis czeka na następne starty w Indy NXT. W jego przypadku kubicomania pokonała małyszomanię.
Tymek Kucharczyk zajął trzecie miejsce w pierwszych w sezonie wyścigach Indy NXT*: na ulicznych torach w St. Petersburgu na Florydzie i Arlington w Teksasie. 20-letni kierowca walczy o przyszłość w Formule 1, sukcesy w amerykańskiej serii zwiększają szansę na powrót do Europy i na wdarcie się do elity elit.
Zobacz wideo Robert Kubica odciska dłoń! Wielka chwila na Gali Mistrzów Sportu
Dlaczego Polska – piąta gospodarka Unii – nie pomaga młodym kierowcom, takim jak on, w innowacyjnym sporcie, dlaczego pozostaje motoryzacyjną pustynią, a rodzice muszą brać kredyty i sprzedawać swoje firmy, żeby pomóc realizować marzenia dzieci?
Radosław Leniarski: Skąd się wziął pomysł startów w Indy NXT?
Tymek Kucharczyk (Tymoteusz Antoni Kucharczyk używa tylko skróconej wersji imienia): – Zawsze mi się Ameryka podobała. W 2018 i 2019 roku miałem okazję ścigać się w Ameryce w gokartach. Fajnie było. To na początek.
Druga część historii: próbowałem dostać się do Formuły 2 w zeszłym roku. Budżety okazały się tam zbyt duże. Musieliśmy znaleźć alternatywę. Chciałem ścigać się na najwyższym poziomie w bolidach jednomiejscowych. Ameryka wydawała się miejscem, w którym będę mógł się rozwijać, a marzenie o Formule 1 pozostanie w zasięgu.