Holendrzy, którzy zwykle jechali na mundial z nadziejami sięgającymi strefy medalowej, tym razem dyskutują, czy w ogóle wyjdą z grupy. Kibice niedoszłego rywala Polaków na mistrzostwach świata są pesymistami po ostatnich sparingach drużyny Ronalda Koemana. – Dawno nie było tak kiepskiej atmosfery wokół drużyny narodowej – mówi nam Jan de Zeeuw junior.
Gdyby reprezentacja Polski zakwalifikowała się na mistrzostwa świata, to byłby nasz drugi przeciwnik w fazie grupowej. Ostatnie mecze sparingowe Polaków pokazały, że w takiej formie drużyna Jana Urbana wiele na mundialu by nie zdziałała. Z identyczną troską po ostatnich meczach towarzyskich mierzą się Holendrzy.
„Oranje” niemal za każdym razem wymieniani byli w szerokim gronie kandydatów do zdobycia medalu na mundialu. Ostatni raz ta sztuka udała im się w 2014 r., kiedy w Brazylii zajęli 3. miejsce. Cztery lata wcześniej, w RPA. przegrali dopiero w finale, po dogrywce z Hiszpanią. Na ostatnim turnieju w Katarze Holendrzy doszli do ćwierćfinału, gdzie – po rzutach karnych – wyeliminował ich późniejszy mistrz świata, Argentyna. Teraz taki wynik kibice drużyny Ronalda Koemana uznaliby za sukces.
– Przed poprzednim mundialem i mistrzostwami Europy gdzieniegdzie przebąkiwano nawet o złocie. Wiara w tę drużynę była naprawdę duża. Ale teraz jest zupełnie inaczej. Dawno nie było tak kiepskiej atmosfery wokół drużyny narodowej. Ostatni raz chyba 10 lat temu, kiedy najpierw Holandia nie awansowała na Euro 2016, a później na mundial w Rosji – mówi nam Jan de Zeeuw junior, syn byłego menedżera reprezentacji Polski, który na co dzień mieszka w Holandii.
Koszmarna skuteczność
Negatywne podejście Holendrów wzięło się przede wszystkim – ale nie tylko! – z powodu ostatnich występów drużyny Koemana. W marcu zespół pokonał co prawda Norwegię (2:1), ale kilka dni później tylko zremisował z Ekwadorem (1:1). Wtedy jednak nikt nie panikował. Co innego po dwóch ostatnich sparingach, w których Holendrzy najpierw przegrali w Rotterdamie z Algierią (0:1), a kilka dni później – już w Nowym Jorku – wymęczyli zwycięstwo z Uzbekistanem (2:1).
Zobacz wideo Upokarzające procedury? Żelazny ostro o Infantino: FIFA dostaje mniej mimo swojej uniżoności
Wymęczyli, bo decydującą bramkę – i to z rzutu karnego – drużyna Koemana zdobyła w 98. minucie meczu. Co istotne, pierwszego gola Holendrzy również strzelili z jedenastki.
– Skuteczność to największy problem tej drużyny, ale to żadna nowość. Już przed poprzednim mundialem Holendrzy narzekali, że nie mają dobrego napastnika. Wtedy żyli nadzieją, że to się zmieni w ciągu kilku lat, ale ja w to nie wierzyłem. W młodzieżowych reprezentacjach też nie było takiego zawodnika. No i wychodzi na to, że miałem rację – mówi de Zeeuw.
W obu meczach towarzyskich Holendrzy oddali aż 32 strzały, ale tylko 10 z nich było celnych. Drużynie Koemana brakowało trochę szczęścia, ale przede wszystkim zimnej krwi w kluczowych momentach w polu karnym przeciwnika.
– Początki meczów z Algierią i Uzbekistanem były naprawdę obiecujące. W tym pierwszym Holendrzy spokojnie mogli prowadzić nawet 3:0 lub 4:0. Ale z tak beznadziejną skutecznością trudno liczyć na coś więcej. Zwłaszcza na mistrzostwach świata – mówi de Zeeuw.
– Przed wielkimi turniejami zwykło się mawiać, że dla Holendrów wszystko, co poniżej półfinału, to porażka. Holenderski kibic mógłby wybaczyć porażkę z najsilniejszymi w strefie medalowej, ale ćwierćfinał to było absolutne minimum. Teraz atmosfera jest nieporównywalnie gorsza. W niektórych mediach słyszałem nawet dyskusje, czy Holandia w ogóle wyjdzie z grupy. Według mnie zrobi to bez najmniejszego problemu, ale pytanie, co dalej, skoro już w 1/16 finału może wpaść na Brazylię lub Maroko – dodaje.
Zbyt wąska kadra
Holendrzy zaczną mundial w niedzielę meczem z Japonią (22:00) w Dallas. Później czekają ich mecze ze Szwecją (20 czerwca, 19:00) oraz Tunezją (26 czerwca, 1:00). Jak mówi de Zeeuw, ostrożne podejście do mundialu czuć nawet w wypowiedziach piłkarzy i selekcjonera.
– W środę Holendrzy mieli konferencję prasową, na której dziennikarze pytali już o mecz ze Szwecją. I Koeman, i Virgil van Dijk podkreślali, że interesuje ich tylko najbliższe spotkanie z Japonią. I że właśnie tak podchodzą do tego turnieju. Mecz po meczu. Z jednej strony to naturalne, ale z drugiej pokazuje też, z jaką pokorą Holendrzy rozpoczynają mundial – zauważa de Zeeuw.
Jak twierdzi nasz rozmówca, atmosfera wokół reprezentacji Holandii nie wynika jedynie z dwóch ostatnich sparingów. Problemów „Oranje” mieli dużo więcej. – Pierwsza rzecz to kwestia szerokości kadry. Już mecz z Algierią pokazał, że o ile pierwsza jedenastka jest okej, o tyle zmiennicy nie dają tyle jakości i tu zaczynają się schody – mówi de Zeeuw.
– Można obawiać się przede wszystkim o obronę. Z kadry wypadł Jurrien Timber, wcześniej też Matthijs de Ligt, a powołania na mundial nie dostał Stefan de Vrij. Gdyby kontuzji doznał van Dijk, który w minionym sezonie rozegrał prawie 5 tys. minut, problem byłby olbrzymi. Do tego dochodzi uraz bramkarza, Barta Verbruggena. On ma być gotowy na mecz z Japonią, ale gdyby jednak sztab nie postawił go na nogi, Koeman musiałby postawić albo na Marka Flekkena z Bayeru Leverkusen, albo na Robina Roefsa z Sunderlandu. Pierwszy był krytykowany za formę, drugi w kadrze rozegrał tylko 45 minut w meczu z Algierią. Zresztą sam Koeman mówił, że nie zdecydował jeszcze, kto będzie drugim bramkarzem w kadrze – dodaje de Zeeuw.
Słowa de Zeeuwa znajdują potwierdzenie w holenderskich mediach. Wysłannicy redakcji „De Telegraaf” na mistrzostwa świata zgodnie stwierdzili, że Flekken nie jest odpowiednio dobry, by ewentualnie zastąpić w bramce Verbruggena. Z kolei były reprezentant Holandii – Gerald Vanenburg – wprost stwierdził, że Holandia nie ma wystarczająco jakości, by walczyć z największymi i zaapelował do Koemana o zmianę ustawienia.
Problemy organizacyjne
De Zeeuw zwraca też uwagę na kwestie organizacyjne. Jego zdaniem one również mają negatywny wpływ na to, co dzieje się w kadrze i wokół niej.
– Kibice byli wściekli na holenderską federację za organizację meczu z Algierią. Był to pożegnalny sparing kadry przed mundialem, zwykle na takie spotkania zapraszano dużą liczbę dzieci. Tym razem było inaczej, bo na trybuny stadionu Feyenoordu wpuszczono aż 15 tys. Algierczyków. I oni rzucali racami, oślepiali zawodników laserami, a gdy Holendrzy byli przy piłce, gwizdali na nich. Atmosfera była bardzo negatywna, do czego Holendrzy w ogóle nie są przyzwyczajeni – mówi de Zeeuw. I dodaje:
– Organizacyjnie kompletnie położono też mecz z Uzbekistanem. Sparing odbył się na małym stadionie w Nowym Jorku, na który nawet nie wpuszczono kibiców. Warunki były złe do tego stopnia, że stwarzały problemy z transmisją spotkania. Mecz w telewizji przerywany był kilka razy. Kiedy go oglądałem, miałem wrażenie, że wiele lat temu, kiedy polskie drużyny grały rundy wstępne kwalifikacji europejskich pucharów gdzieś na dalekim wschodzie, transmisje były lepszej jakości. W trakcie meczu z Uzbekistanem słychać było tylko krzyki i syreny przejeżdżających radiowozów.
Ale źli są nie tylko kibice. Jak się okazało, problemy organizacyjne dotknęły też piłkarzy. Ci mają być niezadowoleni z bazy w Kansas City, którą wybrała holenderska federacja. – To był absurd, bo baza została wybrana bez rzeczowej dyskusji z Koemanem. Selekcjoner nie odwiedził jej przed przyjazdem reprezentacji. Holendrzy śpią w czterogwiazdkowym hotelu, który został wybudowany w środku jakiegoś centrum biznesowego – opowiada de Zeeuw.
– Oczywiście ktoś może powiedzieć, że piłkarze mają grać, a nie narzekać na warunki, ale ja ich rozumiem. Przykładowy van Dijk jest przyzwyczajony do absolutnie najwyższego standardu, a w hotelu Holendrów nie ma ani lobby, żeby posiedzieć i pogadać, ani basenu, ani sauny. Piłkarze nie mają też gdzie iść na spacer, bo wokół są sklepy i biura. Dyrektor drużyny – Nigel de Jong – powiedział, że luksus może sprawić, że piłkarz stanie się leniwy, ale jestem przekonany, że poprzednicy Koemana w ogóle by się na coś takiego nie zgodzili – dodaje.
– Jeszcze inną kwestią jest zachowanie samego selekcjonera. Koeman zgodził się, by jego asystent – Ruud van Nistelrooy – dołączył do kadry później, bo wyprawiał 50. urodziny. Co prawda van Nistelrooy urodziny ma 1 lipca, ale imprezę zorganizował wcześniej i Koeman wyraził na to zgodę. Może to mała rzecz, może się czepiam, ale według mnie to mało profesjonalne. Przecież urodziny można wyprawić po turnieju. Najlepiej udanym, ale uważam, że w tym roku dla Holendrów ćwierćfinał będzie sukcesem – kończy de Zeeuw.