Natalia Bukowiecka, Anna Gryc, Anastazja Kuś i Justyna Święty-Ersetic zajęły tylko czwarte miejsce w finale sztafet 4×400 metrów na halowych MŚ w Toruniu. Medal uciekł na ostatniej prostej. Nasza ekipa złożyła protest, ale jeszcze gdy był rozpatrywany Święty-Ersetic zdobyła się na trudną szczerość. – Absolutnie nie powiedziałabym, że zostałyśmy skrzywdzone – powiedziała.
To miało być piękne zakończenie udanych dla Polski mistrzostw świata. Medalowo HMŚ Toruń 2026 to trzecia najlepsza w historii taka impreza dla naszej kadry. Ale wszyscy liczyliśmy, że do czterech wywalczonych wcześniej krążków (jednego złotego, jednego srebrnego i dwóch brązowych) sztafeta pań 4×400 m coś dorzuci.
Zobacz wideo Ada Sułek chce zdobyć medal w Los Angeles w 2028 roku. „Macierzyństwo dodaje mi skrzydeł”
Niestety, zamiast oglądać radość Polek i rozmawiać z nimi o sukcesie, w strefie mieszanej próbowaliśmy dowiedzieć się, co takiego właściwie się stało, że po finale nasza ekipa złożyła protest. I że liczymy na dyskwalifikację Holenderek, co dałoby nam brązowy medal wywalczony przy zielonym stoliku.
Poprosiliśmy Święty-Ersetic o szczerość. „Nie, absolutnie”
– Holenderka trochę przede mnie wbiegła, wcisnęła się, a ja nie chciałam się przepychać i ją przepuściłam – tłumaczyła Anastazja Kuś. Było widać, jak bardzo jest rozczarowana. To zawód widzieliśmy w jej oczach, a nie nadzieję, że protest coś da. A tym bardziej nie widzieliśmy przekonania, że ten protest jest zasadny. Owszem, Gryc i Kuś miały poczucie, że na ich zmianie u rywalek zadziało się coś być może niezgodnego z przepisami, że doszło tam do jakiegoś nieodpowiedniego ustwienia. Ale to nie był przypadek ewidentnego potrącenia i wybicia z rytmu takiego, jakie uniemożliwiłoby walkę. Po zmianie Kuś kończąca naszą sztafetę Święty-Ersetic biegła na medalowej pozycji. Nie utrzymała jej na finiszu. Gdy nam się wydawało, że zaatakuje Holenderkę i wywalczy dla drużyny srebro, ona opadła z sił i została wyprzedzona przez Hiszpankę.