...
Dom SportAtaki na Świątek po sukcesie Chwalińskiej. Ekspert: Obawiam się

Ataki na Świątek po sukcesie Chwalińskiej. Ekspert: Obawiam się

przez admin

Zawartość

Część osób wykorzystuje sukces Mai Chwalińskiej, by atakować Igę Świątek, co widać choćby w komentarzach internetowych. – Jesteśmy trochę „zepsuci” z uwagi na rekordowe wyniki Igi. Jeśli chodzi o Maję, na pewno ma obecnie spory kapitał zaufania u kibiców – mówi w rozmowie ze Sport.pl dr hab. Radosław Kossakowski, socjolog sportu.

Dominik Senkowski: Polacy pokochali Maję Chwalińską?

Dr Hab Radosław Kossakowski: Myślę, że tak. Maja jest kolejnym przykładem zawodniczki, która rodzi dumę narodową, z występów której możemy być dumni. Nie weszła w żadną pustą przestrzeń, bo jest Iga Świątek, ale ma inną historię, nieco inną charakterystykę. Zaskoczyła wszystkich swoim sukcesem, a takie historie lubimy najbardziej.

Za co Polacy najbardziej ją pokochali?

– Za naturalność i taką trochę jednak bliskość przysłowiowego Kowalskiego czy Kowalskiej. Kibice szczególnie doceniają przypadki, w których ktoś nie miał sponsorów, musiał ciężko pracować. Pamiętamy, jak w każdym meczu grała w innym stroju, a zapytana o powód takie postępowania, stwierdziła, że po prostu nie ma odzieżowego „partnera technicznego”.

Miała też trochę szczęścia, bo jej kariera jest splotem pozytywnych okoliczności. Pierwszy trener Paweł Kałuża dostrzegł jej talent podczas „Tenisowej Talentiady” w Dąbrowie Górniczej. Potem też trafiała na ludzi, którzy jej pomagali. Pochodzi z domu o przeciętnych możliwościach finansowych w kontekście kosztów gry w tenisa. To historia, z którą, myślę, 90 procent Polaków mogłoby się utożsamiać.

Reprezentuje w tym sensie większość społeczeństwa.

– Dlatego kibice tak się w niej zakochali. Dziewczyna z normalnego domu, bez większego zabezpieczenia finansowego, po latach walki z kontuzjami, depresją, nagle realizuje swoje marzenia. To brzmi jak scenariusz filmu, który kochamy oglądać.

Sukcesy sportowców są jednocześnie sposobem przeniesienia dumy narodowej. Forma reklamy kraju na arenie międzynarodowej, gdy uaktywnia się nasz patriotyzm nie w tematyce militarnej czy gospodarczej, ale właśnie Polski jako marki na świecie. Już wcześniej widzieliśmy, jak zawodnik może być docenianym ambasadorem. Iga Świątek, Robert Lewandowski, Kamil Stoch czy Anita Włodarczyk są tego najlepszymi przykładami.

Zobacz wideo Mural Kawu obok niszczejącego kompleksu kortów, na których zaczynała Chwalińska

To zresztą prowadzi do refleksji, że mimo problemów polski sport jest w stanie doczekać się kolejnych gwiazd, które odnoszą realne sukcesy i pobudzają zbiorową wyobraźnię.

Jakie znaczenie w tej historii ma fakt, że Maja Chwalińska nie pochodzi z większej aglomeracji, typu Warszawa, Kraków, Poznań czy Wrocław, ale urodziła się w Miechowie, a jej życie związane jest z Dąbrową Górniczą i Bielsko-Białą?

– Dla mnie to jak hollywoodzki sen, tylko w polskim wydaniu. Jak czytam o korzeniach Mai, od razu mam skojarzenia z Ewą Pajor. Pamiętam, jak nasza piłkarka opowiadała, skąd pochodzi, jak miała utrudniony dostęp do boisk, jej rodzina też nie należała do najbardziej zamożnych.

Przebija się romantyzm w ich sukcesach. Zarówno Chwalińska, jak i Pajor walczyły mimo przeciwności losu. Cały wątek mierzenia się z depresją u Mai jest niezwykle przejmujący, co przyciąga ludzi. Obie zaciskały zęby, nie poddawały się. To też bardzo cenny wzór dla dziewczynek, by pokazać, że wszystko jest możliwe, bez względu na ograniczenia.

Ustawiam obie panie obok siebie, bo choć oczywiście uprawiają inne dyscypliny – jedna indywidualną, druga drużynową – moim zdaniem jest to jednak ten sam przykład kobiety, która ciężką pracą odniosła sukces. Spotkały na swojej drodze różne wyzwania, ale obie miały na tyle silny charakter, by się nie poddać. To zatem jednocześnie przykład dla młodszych dziewcząt – szczególnie tych, które chcą stawiać na sport.

Też pamiętajmy, że Maja Chwalińska musiała trochę poczekać na sukces. Jest rówieśniczką Igi Świątek, ale jej przyjaciółka szybciej wskoczyła na najwyższy poziom. To jest więc dowód na konsekwencję i wiarę w swoje możliwości. Sport zna podobne przypadki, ale nie jest to norma. Jedyna moja obawa dotyczy tego, jak kibice będą podchodzić do Mai.

Co ma pan na myśli?

– Fani bywają niecierpliwi. Trzymam kciuki za Maję, wierzę w jej kolejne świetne wyniki, ale boję się trochę sytuacji, gdyby kolejne występy nie były aż tak udane. Mogą pojawić się hejterskie komentarze, krytyka ze strony mediów. Tak wygląda zawodowy sport. Na razie jednak jest absolutnie pozytywnie, co widzimy chociażby na Instagramie tenisistki. Pod każdym postem mnóstwo komentarzy, nie tylko z Polski. Widać, że zainspirowała ludzi z całego świata swoim niespodziewanym osiągnięciem. Kto wie, czy w kolejnych miesiącach nie stanie się nawet fenomenem porównywanym do Igi Świątek.

Gdy jesteśmy przy Świątek – w ostatnim czasie hejtu wobec niej jest więcej niż wcześniej. W przypadku Chwalińskiej też tak może być?

– Na razie nie ma między nimi większego porównania, bo Iga od lat jest w czołówce, a jako kibice jesteśmy trochę „zepsuci” z uwagi na jej rekordowe wyniki, przyzwyczajeni do najlepszych startów. Tak samo było też z Małyszem czy Stochem, gdy drugie czy trzecie miejsce nazywano porażką. Dziś ćwierćfinał Igi to dla nas powód do hejtu. A przecież gdy popatrzymy na to obiektywnie, to są nadal wybitne sukcesy. Często brakuje nam jednak szerszej perspektywy, a oceny są zbyt emocjonalne.

Jeśli chodzi o Maję, na pewno ma obecnie spory kapitał zaufania ze strony kibiców. Jak zacznie przegrywać, obawiam się, że to się zmieni, ale pytanie – jak szybko? Na razie musimy poczekać na jej kolejne występy, oby jak najczęściej wygrywała, a fani nie mieli powodów do ostrej krytyki.

Przy okazji zwycięstw Mai Chwalińskiej w Paryżu nie brakowało też komentarzy tych, którzy wykorzystali okazję, by zaatakować Igę Świątek. Dlaczego tak się stało?

– To z jednej strony kwestia zasad działania serwisów społecznościowych, z drugiej brutalizacji języka. Ale i tego, jak dziś działają tradycyjne media. Nierzadko kręcimy afery „z niczego”, opierając się na antagonizmach. Do tego dochodzi sport indywidualny, jakim jest tenis – pełny rywalizacji o duże pieniądze, oparty na dychotomii wygrany – przegrany. Pewnie część osób oczekiwała jakiejś sensacyjnej reakcji ze strony Igi na sukces Mai. Social media są zbudowane na napięciach, polaryzacja jest silna nie tylko w polityce.

Ataki na Świątek po sukcesie Chwalińskiej. Ekspert: Obawiam się

Czytaj także: SUBSKRYPCJA Świątek gra w szalony sposób. To dlatego odpadła już po pierwszym meczu

Nawiasem mówiąc, myślę, że to wszystko zupełnie niepotrzebne. Zakładam, że gdybyśmy się spotkali z tenisistkami przy kawie, zapewne w ogóle by nie istniał temat porównywania czy rywalizacji między nimi.

Musimy pamiętać, że różne konflikty czy napięcia w rzeczywistości zwykle nie istnieją, są tylko wywoływane czy kreowane w internecie. Warto zachować przy tym zdrowy rozsądek i być ostrożnym śledząc, co się pisze o Mai oraz Idze.

Jesteśmy skazani przez najbliższe miesiące na porównania między nimi i atakowanie jednej po sukcesie drugiej?

– Wszystko zależy od wyników. Jeśli Maja Chwalińska zacznie zbliżać się w rankingu do Igi Świątek, to tych podobieństw nie unikniemy. Jeśli jednak utrzyma się obecna sytuacja, ludzie zdążą się oswoić. Prawda jest taka, że Iga nadal ma ogromny potencjał. Kibice zapominają, że nawet Leo Messi nie w każdym sezonie był królem strzelców. Zawsze namawiam do cierpliwości, która – zwłaszcza w sporcie – jest królową cnót.

Porównywanie naszych tenisistek jest też niesprawiedliwe, bo Iga funkcjonuje od lat na najwyższym poziomie, musi mierzyć się z innymi wyzwaniami niż Maja, która dopiero wkracza do wielkiego tenisa. Iga musiała zadbać o twardą skórę jako osoba publiczna, znosi dłużej komentarze, oceny, analizy, hejt. Powinniśmy więc znaleźć odpowiedni poziom zrozumienia dla niej. Maja sprawia wrażenie niezwykle otwartej, ale nie wiemy, jak długo to potrwa, gdy zderzy się z większą presją, zainteresowaniem mediów. Będzie musiała zadbać o swoje zdrowie psychiczne i za rok o tej samej porze może się okazać, że przyjęła inną postawę.

Gdy we wrześniu zeszłego roku rozmawiałem z Mają Chwalińską, wskazywała, że tenisiści będący trochę niżej w rankingu – jak wówczas ona, Katarzyna Kawa czy Linda Klimovicova – nie cieszą się takim zainteresowaniem kibiców, są trochę niedoceniani, w przeciwieństwie do ich koleżanek i kolegów w innych krajach. U nas wszyscy byli w cieniu Igi Świątek, także Hubert Hurkacz.

– Wyjaśnienie jest dość proste: tenis nie jest w Polsce sportem narodowym. W przypadku piłki nożnej wygląda to inaczej – nie rozmawiamy tylko o Lewandowskim czy Zielińskim, ale także o mniej utytułowanych piłkarzach, o ich występach. Nie brakuje analiz dotyczących mniejszych i większych klubów. Popularność piłki nożnej jest dużo większa. Tenis zaś, może nie jest już elitarny, ale wciąż pozostaje bardzo drogim sportem. Wychowanie młodego tenisisty kosztuje dużo, o czym przekonaliśmy się także na ostatnim przykładzie Mai Chwalińskiej.

Tenis może kiedykolwiek zyskać status sportu narodowego?

– Moim zdaniem tak się nie stanie, bo koszty w tenisie są znacznie większe. Trudno wyobrazić sobie szerokie wsparcie publiczne dla tenisistów. Ta dyscyplina wymaga przede wszystkim pomocy ze strony prywatnych sponsorów i rodziców, którzy zwykle muszą mieć spore zasoby. Z tego powodu tenis pozostaje trochę niedostępny, nawet jeśli wybudujemy więcej hal i kortów. A już na pewno nie jest tak dostępny jak piłka nożna czy nawet siatkówka, z którą praktycznie każdy spotyka się w szkole, może ją tanio uprawiać.

Większość młodych chłopaków w pewnym momencie gra w piłkę, przez co łatwiej im się identyfikować z zawodowymi piłkarzami. W przypadku tenisa potrzeba kortu, sprzętu, trenera. Moim zdaniem część osób nie ma żadnych doświadczeń z tenisem i w naturalny sposób może go nie czuć też „kibicowsko”.

Do tego nie pomaga brak transmisji spotkań tenisowych w Telewizji Polskiej. Zauważmy, że chociażby skoki rozwinęły się w naszym kraju nie tylko dzięki sukcesom skoczków, ale i możliwości ich oglądania na antenie publicznego nadawcy. W przypadku tenisa komercyjne stacje mają z natury ograniczoną widownię.

W Polsce mamy dziś bardziej modę na tenis, czy na sukcesy tenisistów?

– Nie przeczę, że więcej osób chce grać, w tym dzieci, ale nadal jest to bardziej moda na osiągnięcia naszych zawodników. Być może inspiruje ona innych ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na treningi. Do szerszych zmian potrzebowalibyśmy jeszcze większego zaangażowania państwa, samorządów, sponsorów. Wciąż łatwiej po wygranej reprezentacji Polski pójść pograć w piłkę na szkolnym boisku, niż po sukcesie Igi czy Mai zorganizować amatorski turniej tenisowy.

Ataki na Świątek po sukcesie Chwalińskiej. Ekspert: Obawiam się

Czytaj także: SUBSKRYPCJA Menedżer Chwalińskiej ujawnia, w co zainwestowała pieniądze. „Chciała pomóc”

W finale Rolanda Garrosa Maja Chwalińska zmierzyła się z Mirrą Andriejewą z Rosji. W czołówce kobiecego tenisa od lat znajduje się wiele zawodniczek z Europy Środkowo-Wschodniej. Jak to wyjaśnić?

– Na pierwszy rzut oka jest to sprzeczne z założeniem, że tenis to drogi sport, a zawodowa kariera wymaga sporych środków. Biorąc to pod uwagę mogłoby się wydawać, że Zachód powinien dominować w rozgrywkach. Ale można to odwrócić – w krajach bogatszej części Europy ścieżka kariery związanej z edukacją, ze studiami daje bardzo duże możliwości, a sport niekoniecznie musi stanowić drogę do sukcesu. W naszym regionie wciąż jest to realna trampolina do większych pieniędzy, do realizacji marzeń.

Takie podejście jest jednak ryzykowne, bo sama Maja w jednym z wywiadów opowiadała, ile trzeba było zainwestować w jej karierę, a dziś dopiero może myśleć powoli o wyjściu na zero. Można sporo zainwestować w dziecko, a efektu nigdy nie będzie. Natomiast myślę, że sport może być w tej części Europy dalej traktowany jak wyjątkowa szansa awansu społecznego i finansowego.

Zobacz inne