Po golach Marcusa Rashforda i Ferrana Torresa Barcelona pokonała Real Madryt na Camp Nou 2:0 i zdobyła 29. tytuł mistrza Hiszpanii. Robert Lewandowski grał zaledwie kwadrans.
To był dziwny klasyk. Wszystko przemawiało przeciwko Realowi Madryt. Barcelona miała 11 punktów przewagi w ligowej tabeli i tylko dwóch potrzebowała do 29. mistrzostwa Hiszpanii. Królewscy są wielkimi przegranymi sezonu, a jeszcze w tygodniu przed meczem na Camp Nou Aurelien Tchouameni i Federico Valverde pobili się na treningu. Urugwajczyka wykluczyło to z meczu z Barceloną. Do tego na ostatnim treningu, wracający do zdrowia Kylian Mbappe poczuł ból w mięśniu i wiadomo było, że nie zagra.
Zobacz wideo Dziś to wyblakły klasyk, ale kiedyś to się działo. „Szukali się po dworcach”
Real bezradny
A Mbappe miał w Barcelonie zrehabilitować się za ostatnie dni, kiedy lecząc uraz wyjechał prywatnie do Włoch. Kibice Królewskich uznali to za lekceważenie obowiązków. Podróż najlepszego strzelca, a także bójka Tchouameniego z Valverde nie wywołałyby takiego poruszenia, gdyby to Real zdobywał trofea. Tymczasem to już drugi sezon, kiedy gra rolę pokonanego. Ale zwykle właśnie wtedy, gdy wszyscy skazują giganta z Madrytu na porażki, staje się on najbardziej niebezpieczny. Tym razem ta reguła została złamana.
Mecz zaczął się od minuty ciszy. Na Camp Nou uczczono pamięć zmarłego ojca trenera Hansiego Flicka. Już w 8. min Ferran Torres został sfaulowany tuż przed polem karnym. Marcus Rashford strzelił perfekcyjnie, piłka minęła ręce Thibauta Courtoisa i wpadła w okienko bramki Realu.
W 17. min Dani Olmo błysnął techniką. Wykonał akrobatyczną asystę przy golu Ferrana na 2:0, który wygrał tym razem rywalizację z Robertem Lewandowskim o miejsce w podstawowej jedenastce Barcelony. I nie zawiódł.
W 37. min mógł mieć kolejną asystę, ale jego długiego podania nie wykorzystał Rashford. Tym razem Anglik przegrał pojedynek z bramkarzem Realu. Królewscy byli bezradni. Próbowali atakować, ale robili to wolno i przewidywalnie. Najbliżej gola był Gonzalo Garcia w 22. min. Młody Hiszpan w sytuacji sam na sam z Joanem Garcią strzelił niecelnie.
Barcelona niezagrożona
Publiczność na Camp Nou bawiła się znakomicie. Choć Barcelona wygrała w tym sezonie La Liga wszystkie mecze w roli gospodarza, niektóre zwycięstwa przychodziły jej ze znacznie większym trudem. Real grał po prostu słabo, pokazał wszystkie wady, które w ostatnim czasie pozbawiły go szans w rywalizacji z Katalończykami w Primera Division i z Bayernem w Lidze Mistrzów.
Barcelona potrzebowała remisu w El Clasico, ale oczywiście nie grała na remis. Gracze Flicka byli szybsi, bardziej zdeterminowani – po prostu wyraźnie lepsi. Widać było gołym okiem, kto zasłużył na mistrzostwo i kto osiągnął przewagę w rywalizacji dwóch najlepszych hiszpańskich drużyn.
W 76. min Robert Lewandowski zmienił Ferrana Torresa. Być może to ostatni klasyk Polaka, któremu kontrakt w Barcelonie kończy się za kilka tygodni i wciąż nie wiadomo nic o jego przyszłości. W 83. min Lewandowski miał szansę na gola, strzelił celnie lewą nogą, ale Courtois obronił.
Barcelona nie musiała już zdobywać więcej goli. Miała już wynik 2:0, choć potrzebowała tylko remisu. Jeszcze raz udowodniła Realowi, kto jest lepszy. I to zdecydowanie lepszy. Królewscy są rozbici od kilku tygodni i El Clasico tego nie zmienił.
Lewandowski zdobył swój 14. tytuł mistrza kraju, trzeci w Barcelonie. Zostanie, czy jednak opuści Camp Nou?
