Do Nike i Adidasa dołączył Lidl, dzięki czemu z półki po lewej bierzesz włoszczyznę, a z półki po prawej superbuty na maraton.
W redakcji – jeszcze przed publikacją – sporo o tym tekście rozmawialiśmy. Podkreślaliśmy w naszym gronie, że nie może stać się on reklamą. A ja, jako autor, muszę uważać, wymienić konkurentów, podać, co mówią niezależni eksperci. Że chodzi o pokazanie zjawiska, a nie eksponowanie marki. No to spróbuję!
Zobacz wideo Interesują się sportem raz na 4 lata. „Nie mogę na to patrzeć”
Pierwszy tekst o siedmiomilowych butach napisałem w maju 2021 r. Okazało się wtedy, że dzięki nowoczesnym i niezwykłym butom minimum olimpijskie osiągnęło kilka razy więcej maratończyków, niż jest miejsc na starcie olimpijskiego biegu.
Rewolucja Nike i lawina rekordów
Rewolucja nastąpiła jednak wcześniej. Nike testował model Vaporfly jeszcze przed igrzyskami w Rio de Janeiro w 2016 r., a potem trzech maratończyków w tych butach zajęło całe podium, w tym Eliud Kipchoge, późniejszy rekordzista świata. Zaczęła się gonitwa innych firm, pojawiły się regulacje światowej federacji lekkoatletycznej.
I nagle, w samym sercu walki o maratończyka, w sklepach pojawiają się buty do biegania marki Lidl Crivit CarbonLite 1.0. „Osiągnij swój nowy rekord życiowy z CRIVIT CarbonLite 1.0” – pisze Lidl na swojej stronie. Sercem tych wyczynowych butów do biegania jest innowacyjne połączenie wysokowydajnej podeszwy EVA i zintegrowanej płyty karbonowej. „Technologia zapewnia optymalną amortyzację i wybuchowe oddawanie energii, dynamicznie wspierając cię podczas każdego biegu” – przekonuje firma.
Na stronie jest dopisek: zapasy się wyczerpują. Wiadomo, dlaczego: zaczął się sezon maratonów. Już 22 marca w Warszawie odbędzie się jedna z najbardziej obleganych imprez biegowych w kraju, półmaraton warszawski. Rynek biegaczy jest superdynamiczny. Wie to każdy, kto spojrzy na ścieżki biegowe Warszawa – Wilanów lub chodzi na spacer z psami do najbliższego podmiejskiego lasku.
„Lidle” niosą i dają kopa
Buty mają supersztywną wkładkę karbonową, bardzo grubą odbijającą piankę podeszwy i profil taki jak cenione modele, tylko że kosztują 250 zł, a nie 1300 zł lub więcej. Są też ultralekkie (w zależności od rozmiaru od 240 do 300 g). Testujący biegacze mówią, że „lidle” sprawiają wrażenie solidnych. Dają kopa wtedy, gdy wydaje ci się, że już nie masz siły przebierać nogami. Czyli dokładnie tak, jak superbuty uznanych marek.
Oczywiście, nie Lidl je zaprojektował i zrobił. On tylko sprzedaje buty pod marką swoich sklepów. Nie wiadomo, kto przełamał cenowy układ najważniejszych producentów, ale dzięki temu superbuty trafiły pod strzechy, co jest świetnym znakiem dla biegaczy z każdego zakątka Polski.
Może więc nie mają markowego logo. Może nie przyciągają oczu. Ale niosą.