– To, co się wydarzyło, było warte cierpienia, którego doświadczyliśmy w sezonie. Takie złoto smakuje dwa razy bardziej. Wywalczone w piątym meczu, u siebie… Szczerze? Ten medal smakuje trochę jak mistrzostwo świata – mówi ze wzruszeniem Michał Winiarski, trener Aluronu CMC Warty. Siatkarze z Zawiercia zagrali w tym sezonie va banque i przyjęli kilka ciosów, ale finalnie przyniósł im on historyczne mistrzostwo Polski.
To triumf z kategorii tych, o które nie pyta się „czy?”, tylko „kiedy?”. Widać było, że Aluron CMC Warta konsekwentnie się wzmacnia – finansowo i sportowo. Kwestią czasu wydawał się moment, gdy przyniesie to efekt w postaci mistrzostwa Polski. Zawiercianie doczekali się go po przy trzeciej próbie, balansując w tym sezonie kilkakrotnie na cienkiej linii oddzielającej wyczekiwany sukces i wielkie rozczarowanie.
Zobacz wideo Mistrzostwa Polski w siatkówce. Bartłomiej Bołądź: „Powiedzieliśmy sobie, że musimy to przeczekać”
Sukces rodzący się w bólach. Władze polskiego giganta odrobiły lekcje
„Sukces rodzi się w bólach” – to powiedzenie słyszeliśmy w sporcie tyle razy, że już dawno nam spowszedniało. Użył go też w rozmowie ze mną w niedzielę mistrzostwa Polski Bartłomiej Bołądź. Jako opis tego, co się działo przez ostatnie pół roku z zespołem z Zawiercia, nadaje się ono idealnie. Zacięta pięciomeczowa rywalizacja w finale PlusLigi z broniącą tytułu Bogdanką LUK Lublin była bowiem tylko zwieńczeniem trudnej drogi.
Sukces Zawiercian rodził się też stopniowo w oparciu o wielkie pieniądze i pozyskiwanie kolejnych gwiazd. Klub zarządzany od 2012 r. przez Kryspina Barana już od pewnego czasu należy do krajowej czołówki pod kątem budżetu i osoby ze środowiska siatkarskiego z wymownym uśmiechem kwitowały zawsze oficjalne informacje, jakby plasował się pod tym względem bliżej środka stawki. Pomoc w ściąganiu wielkich nazwisk mieli zapewniać dodatkowo sponsorzy. Choćby w 2023 r., gdy pozyskano będącego już wówczas filarem reprezentacji Polski Mateusza Bieńka. Nieoficjalnie w kuluarach krążyła wtedy suma 1,6 mln zł za sezon, co w przypadku środkowych i PlusLigi było wtedy bardzo, ale to bardzo atrakcyjną opcją.
Rok wcześniej klub zatrudnił Michała Winiarskiego i przyjmującego Bartosza Kwolka. Właśnie oni w połączeniu z Bieńkiem w ostatnich latach byli twarzami coraz potężniejszego zespołu, z którym cała trójka pozostanie związana też w kolejnych latach (wszyscy w minionym lub obecnym sezonie podpisali długoterminowe umowy). Władze klubu zyskały uznanie stylem budowy drużyny. Unikały niebezpiecznych rewolucji, a regularnie starały się wzmacniać skład. Czasem stawiały na hity transferowe – za taki uznaje się choćby pozyskanie dwa lata temu słynnego amerykańskiego przyjmującego Aarona Russella. Nosem działacze wykazali się też, stawiając na mniej znanych swego czasu portugalskiego rozgrywającego Miguela Tavaresa i australijskiego libero Luke’a Perry’ego, którzy okazali się ważnymi elementami zespołu. Nie przestraszyli się też rubryki „wiek” i dwa lata temu ściągnęli środkowego Jurija Gladyra, który teraz – w wieku niemal 42 lat – miał znaczący wkład w sukces drużyny.
Kierownictwo klubu wyciągało też wnioski. W poprzednim sezonie zaczęły się dawać we znaki kłopoty związane z limitem obcokrajowców, ale teraz sytuacja była nieco łatwiejsza, bo Perry’ego zastąpił Jakub Popiwczak. By zaś jak najbardziej zadbać o prewencję urazów rok temu zatrudniono trenera przygotowania fizycznego Andrzeja Zahorskiego, który w poprzednich rozgrywkach zbierał wielkie pochwały za pracę z drużyną z Lublina.
Cena za próbę podbicia świata. Kryzys wyszedł drużynie Winiarskiego na dobre
Efekty działań z ostatnich lat zaowocowały m.in. zdobyciem w 2024 r. Pucharu Polski i Superpucharu Polski. W kolejnym sezonie doszło drugie miejsce w Lidze Mistrzów. Wciąż jednak klubowi z Zawiercia brakowało mistrzostwa Polski. Dwa lata temu przegrał finał z Jastrzębskim Węglem, a następnie niespodziewanie z Bogdanką. Ostatnie mecze ubiegłorocznych zmagań przymusowo z powodu kontuzji zza band reklamowych obserwowali Gladyr i będący podstawowym atakujący Karol Butryn.
