Nowa twarz Igi Świątek – twarz niesłychanie spokojnego człowieka. Spokój pozwolił Polce na pokonanie Diane Parry 6:3, 6:3 i dał awans do ćwierćfinału turnieju w Cincinnati. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Dzięki zwycięstwu Świątek awansowała do 30. w karierze ćwierćfinału turnieju serii WTA 1000 i czwartego w Cincinnati.
Diane Parry (WTA 66) zaczęła mecz od potężnego uderzenia, które zwiastowało problemy Świątek. Ale jak to ze zwiastowaniem bywa i to było mocno nietrafione. Faktycznie jednak, dwa charakterystyczne dla Parry, długie, slajsowane, jednoręczne bekhendy pomogły jej w przełamaniu serwisu Igi Świątek (WTA 5) już w pierwszym gemie spotkania o ćwierćfinał turnieju w Cincinnati.
Świątek była jednak niewzruszona (i tak już zostało do końca). Odkuła się, wyrównała, zachowując olimpijski spokój. Do olimpiady jeszcze wrócę.
Niesłychanie spokojny człowiek. I cierpliwy
Z drugiej strony ten sam jednoręczny bekhend Francuzki często okazywał się jej bronią obosieczną: topspinowe forhendy Świątek na bekhend Parry były dla niej bardzo trudne do odbicia. Polka przełamała serwis rywalki, objęła prowadzenie 3:1, a potem podając z chirurgiczną precyzją (88 proc. trafień w pierwszej fazie pierwszego seta), poprawiła na 4:1. Mecz z Parry nie był jedynym z taką precyzją pierwszego podania. Podobną widać było we wcześniejszych spotkaniach Świątek, głównie w wygranym turnieju w Toronto. Jakby ona i trener Francisco Roig postawili nie na natychmiastowe wprawienie rywalek w stan zagrożenia za pomocą potężnego serwisu, a raczej na w miarę bezpieczne dla siebie wprowadzenie piłki do gry. Dowodziła tego ponad 60 proc. skuteczność pierwszego serwisu, czyli nie rekordowo wysoka, ale rzetelna i stabilna. W 46 minut zakończyła pierwszy set 6:3.
Diane Parry, córka Paryża
Trafiła się Polce przeciwniczka ciekawa, choćby ze względu na jej elegancki styl z epoki fin de siècle. Elegancki, miękki, choć bicepsu zazdroszczę. 23-letnia Parry jest ulubienicą Paryża, bo nie dość, że z francuska wymawia się jej nazwisko jak nazwę stolicy, to jest uosobieniem paryskiej lokalności. Co prawda urodziła się w Nicei, ale był to zupełny przypadek. Mama w zaawansowanej ciąży, był koniec wakacji i nagle ciach, zamiast wracać, trzeba było gnać do szpitala.
Diane mieszkała całe swoje niedługie życie przy kortach Rolanda Garrosa, dosłownie po drugiej stronie ulicy, trenowała tam, chodziła do podstawówki tuż obok, do liceum, a potem stała się członkinią Narodowego Centrum Tenisa – także tam. Tam podpatrywała ten jednoręczny bekhend w wykonaniu Amelie Mouresmo (a także Rogera Federera, tu jest nawet więcej podobieństwa) i go przyswoiła. I również tam tak boleśnie przegrała ze Świątek w pierwszej rundzie igrzysk olimpijskich w Paryżu ich pierwszym i do dziś jedynym meczem.
Tam chodziła z braćmi na Parc des Princes na mecze PSG – rzut francuskim beretem z antenką od kortów. Jest szaloną kibicką PSG. Kiedy po wspaniałym zwycięstwie nad Amanda Anisimova w ostatnim Rolandzie Garrosie na trybunach fani PSG zaczęli śpiewać klubowe pieśni, zamiast dziękować, zaczęła śpiewać razem z nimi. No, ale w następnym meczu ekscentrycznym tenisem pokonała ją Maja Chwalińska.
Drugi set, czyli walka do końca Diane Parry
Mówi się, że Parry jest niezłomna, bo – według francuskich dziennikarzy – twardość jej charakteru zahartowana została dzięki trzem starszym braciom. Oni też grali w tenisa, ale szybko uciekli do futbolu. Tylko, że przy dzisiejszej Świątek łamliwość lub jej brak nie miały większego znaczenia. Polka z niejakimi problemami obroniła swój serwis, następnie przełamała podanie Francuzki i objęła prowadzenie 2:1. Był to moment charakterystyczny, bo po przełamaniu, Świątek z całej siły wrzasnęła „Jazda!”, jakby chciała się pobudzić do ostrzejszej gry. Faktycznie, wydawało się, że Parry zwalniając tempo slajsami, gra na uśpienie rywalki.
Świątek przełamała serwis Francuzki ponownie na 4:1, podwyższyła na 5:1. Była blisko zwycięstwa, ale Parry się wybroniła i to ona przełamała serwis Polki, w czym pomógł jej pierwszy w meczu podwójny błąd serwisowy. Zmniejszyła straty na 5:3 dla Polki. Świątek się ostro postawiła – po raz ostatni odebrała podanie Francuzce i wygrała set po ciężkiej walce 6:3.
O półfinał Świątek zmierzy się w czwartek z triumfatorką meczu Diany Sznajder (WTA 14) z Jeleną Rybakiną (WTA 2). Gdyby wygrała tenisistka z Kazachstanu, mecz z Polką byłby powtórką finału z Toronto.
