...
Dom Sport„Gość wyskoczył z nożem”. Polscy kibice przeżyli chwile grozy na mundialu w USA

„Gość wyskoczył z nożem”. Polscy kibice przeżyli chwile grozy na mundialu w USA

przez admin

Wybrałem się na mecz, który cały świat miał przegapić i który miał być soczewką rozciągniętego do granic mundialu. Curacao – Wybrzeże Kości Słoniowej przodowało w rankingach „najgorszych meczów fazy grupowej”, więc musiałem tu być. Ale takiego towarzystwa kompletnie się nie spodziewałem. I takich historii.

– Zobacz, jestem pod pomnikiem Rocky’ego Balboa, tutaj są te słynne schody, po których wbiegał. Kojarzysz, nie? – Michał Dziedzic łączy się ze znajomymi z Polski i pokazuje okolicę. Rzadko na tym mundialu słyszy się język polski. Zdarza się, jak wszędzie na świecie, ale przed przylotem spodziewałem się, że na rodaków będę wpadał znacznie częściej. Filadelfia jest wybrykiem, bo Polaków widzę tutaj co chwilę. I to gdzie – akurat na meczu Curacao z Wybrzeżem Kości Słoniowej, który cały świat miał przegapić, bo kogo w tym całym natłoku obchodzi spotkanie maleńkiego debiutanta skazywanego na pożarcie z drużyną, która dotychczas też na tych mistrzostwach nie zachwycała i za którą na ostatnich dwóch mundialach nawet się nie tęskniło? Tym bardziej, gdy równolegle grają Niemcy z Ekwadorem.

Tymczasem chwilę po rozmowie z Michałem i jego kolegą Bogumiłem, widzę, że zdjęcie z Rockym robi sobie chłopak w koszulce reprezentacji Polski. To Łukasz z Warszawy, którego również pytam, co tutaj robi i jak mu się ten mundial podoba. Schodzę ze schodów i mijam jeszcze jedną grupę z Polski, która szykuje się do wbiegnięcia na górę po śladach filmowego pięściarza. Przez pół godziny w Filadelfii spotkałem zatem więcej Polaków niż przez całą resztę mundialu. I nie ma w tym przypadku. To właśnie na ten mecz bilety były najtańsze i najbardziej dostępne bilety na całym mundialu. Kto nie dostał się na mecze wymarzone, ten szedł na jakiekolwiek.

Mecz, którego nikt nie obejrzy? Przynajmniej udało się kupić bilety

Spodziewałem się raczej, że takim „polskim meczem” będzie spotkanie Holandii ze Szwecją, która ograła Polskę w finale baraży, gdy wielu kibiców trzymało już bilety w rękach. Ale w Houston, gdzie odbywał się ten mecz, natrafiłem raptem na dwie grupy z Polski, mimo że rozglądałem się za nimi bardzo uważnie. Okazało się bowiem, że większość polskich kibiców, gdy stanęła przed dylematem, czy pozbyć się biletów, skoro na mundialu nie będzie Polski, czy mimo wszystko jechać na mundial, uznała, że bez Polski taki wyjazd nie jest wystarczająco atrakcyjny, by płacić za niego tak dużo.

Do Stanów Zjednoczonych przyjechali więc absolutni pasjonaci albo miłośnicy podróży, traktujący mundial jako pretekst, by zwiedzić USA. I właśnie pasja zaprowadziła ich do Filadelfii na ten kiepsko zapowiadający się mecz.

– Śledzę ceny do samego końca, nawet w dniu meczu. Ale najczęściej nie spadają w ogóle. Chciałem iść na Norwegia – Senegal w Nowym Jorku, ale bilety nie spadły poniżej 400 dolarów. Odpuściłem. Tutaj bilety były chyba najtańsze na całym mundialu. Tydzień temu zapłaciłem za nie 170 dolarów – mówi Łukasz, który spędza mundial na wschodnim wybrzeżu. Był już w Nowym Jorku, a przed sobą ma Miami.

– Prawda jest taka, że ceny trochę nas zabiły. Mieliśmy ambitny plan, żeby pojeździć po wybrzeżu, zahaczyć o kilka meczów, ale w momencie jak pule z biletami się wyczerpały, to nagle ceny zrobiły się tak horrendalnie wysokie, że tylko złapaliśmy się za głowy – opowiada Michał Dziedzic. – Ale skoro wszystko było już zaplanowane, to i tak przyjechaliśmy, żeby pozwiedzać USA, bo nigdy wcześniej nie byliśmy. Chodzimy do stref kibica, a w międzyczasie rozglądamy się za biletami. No i tak właśnie wpadły nam wejściówki na ten mecz. A że akurat jesteśmy z Wrocławia, to śmialiśmy się, że WKS jest blisko serca. Zapłaciliśmy po 260 dolarów przez platformę do sprzedaży biletów, ale moim marzeniem było znaleźć się po prostu na meczu mistrzostw świata – opowiada Michał Dziedzic, który jest na Dolnym Śląsku sędzią piłkarskim.

Dalsza część tekstu pod turniejową drabinką

– Bilety na ten mecz kosztowały 150 dolarów. Wpadły mi w grudniu jak ruszyła loteria – cieszy się Maciej, który w Filadelfii jest z dwoma kolegami. – Składaliśmy wtedy losy na różne mecze. Chyba łącznie mieliśmy ich 36, ale jednocześnie uznaliśmy, że warto mieć jakieś zabezpieczanie, więc kupiliśmy najtańsze bilety, jakie były wtedy dostępne, czyli właśnie na Curacao – tłumaczy. Decyzja okazała się dobra, bo szczęścia w losowaniu zabrakło i do Macieja nie trafiły żadne bilety. Zostały tylko te kupione na Curacao. – Poza tym parę tygodni temu kupiliśmy jeszcze bilety za 400 dolarów na Ghanę z Chorwacją. Ten mecz też odbędzie się tutaj, w Filadelfii, w najbliższą sobotę. Akurat się udało korzystnie to zgrać, bo mamy tutaj rodzinę, więc mieszkamy po znajomości – mówi.

Wszyscy nasi rozmówcy potwierdzają, że bilety na ten mecz były najtańszymi ze wszystkich, jakie widzieli. Do pewnego momentu były też najbardziej dostępne. Nie zwracali więc uwagi na poziom, liczyło się dla nich to, by chociaż jeden mecz mundialu obejrzeć z trybun. Nie tylko oni wyszli z takiego założenia – na stadionie dominowali Iworyjczycy, ale było na nim wyraźnie więcej neutralnych kibiców niż na pozostałych meczach. Frekwencja się zgadzała – oficjalny komunikat mówił o 68 324 osobach. To możliwe, bo wolne krzesełka nie rzucały się w oczy. Ale miało to też oczywisty wpływ na atmosferę – nie było jej kompletnie. To najcichszy mecz, na jakim byłem podczas tego mundialu.

Zobacz inne