...
Dom SportFissette nie zgadza się ze Świątek. „Zawsze macie wybór”

Fissette nie zgadza się ze Świątek. „Zawsze macie wybór”

przez admin

Iga Świątek od miesięcy wspomina o przeładowanym kalendarzu WTA i domaga się zmian, tymczasem jej były trener Wim Fissette ma inne stanowisko. Dlaczego Belg nie zgadza się z polską tenisistką?

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Ostatnio w Sport.pl opublikowaliśmy duży wywiad z Wimem Fissettem, byłym trenerem Igi Świątek. Belg nie wypowiadał się wprost na temat swojej byłej zawodniczki, ale w odpowiedzi na jedno z pytań można było zauważyć, że ma wyraźnie inne zdanie niż tenisistka z Raszyna.

Pytanie, o którym mowa, dotyczyło intensywności terminarza WTA. Temat od miesięcy jest przedmiotem dyskusji w środowisku tenisowym, a najgłośniej było o tym w lutym, gdy część tenisistek wycofała się z turnieju w Dubaju, który odbywał się – jak co roku – tuż po zawodach w Dosze. Kolejny raz głoszono wtedy apele, by zreformować terminarz, aby nie był aż tak napięty dla najlepszych tenisistek świata.

Fissette o zasadach WTA

Tymczasem Fissette, były trener nie tylko Świątek, ale także m.in. Naomi Osaki, Wiktorii Azarenki, Angeliki Kerber, Qinwen Zheng, Sabine Lisicki i Kim Clijsters, zapytany przez Sport.pl o to, jak z perspektywy szkoleniowca ocenia obecny harmonogram rozgrywek WTA, powiedział: – Moje zdanie nieco odbiega od powszechnej opinii. Uważam, że czołowe zawodniczki zawsze mają swobodę w zarządzaniu własnym kalendarzem. Oczywiście każdy chce grać w turniejach wielkoszlemowych i zawodach rangi WTA 1000, ale poza obowiązkowymi startami ma się wybór.

Następnie dodał: – Wystarczy spojrzeć na Jannika Sinnera czy Carlosa Alcaraza startujących w cyklu ATP. Obaj świadomie zdecydowali się na opuszczenie niektórych turniejów Masters 1000, by zadbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Gwiazdy ATP często dają dobry przykład, jak zarządzać obciążeniem w dłuższej perspektywie. Niektóre tenisistki również mogłyby się tego nauczyć – by od czasu do czasu odpuścić jakiś turniej. Można oczywiście myśleć o utracie punktów i pieniędzy w przypadku rezygnacji z gry. Ostatecznie jednak przystępowanie do każdego turnieju w pełni sił to klucz do lepszych wyników oraz dłuższej i zdrowszej kariery.

W wypowiedzi Fissette’a nie pada ani razu nazwisko Świątek, ale łatwo można zauważyć, że Belg ma inne zdanie na temat terminarza niż Polka. Nasza zawodniczka od miesięcy należy do grona tych, które najmocniej domagają się zmian w kalendarzu WTA. W październiku zeszłego roku wskazywała, że napięty terminarz kobiecego tenisa może prowadzić do przemęczenia zawodniczek i do licznych kontuzji. – Sezon jest długi, a w jego drugiej części zawodnicy są bardziej zmęczeni. Najtrudniejsza jest ta zmiana w Azji, bo czujesz, że sezon dobiega końca, ale wciąż musisz dać z siebie wszystko (…). Przepisy WTA sprawią, że to dla nas istne szaleństwo – mówiła. 

Zobacz wideo Szalona Sabalenka! TOP 10 największych skandali gwiazdy tenisa

Z kolei dwa lata temu przed US Open Świątek przyznała: – Jestem swego rodzaju rzecznikiem, mówiąc, że nie powinniśmy naciskać, by grać więcej. To nie nasza decyzja, ale moim zdaniem mamy zbyt wiele turniejów w sezonie. To sprawia, że tenis staje się dla nas mniej przyjemny. Uwielbiam grać w tych wszystkich miejscach, ale to staje się wyczerpujące. Nie sądzę, że tak powinno być, ponieważ zasługujemy na trochę więcej odpoczynku. Ludzie mnie za to znienawidzą, ale to nie skończy się dla nas dobrze”.

Apele Świątek

Zapytana wtedy, jak zmieniłaby układ turniejów WTA, Świątek zasugerowała, że działacze mogliby wrócić do rozgrywek sprzed lat, gdy organizowano mniej imprez obowiązkowych. Za przykład podała turnieje rangi WTA 500. W ostatnich latach najlepsze zawodniczki co roku musiały zaliczyć co najmniej sześć takich startów. Kilkanaście dni temu podano, że ta liczba zostanie zmniejszona od 2027 roku do czterech. To sukces Świątek, ale i innych tenisistek, które domagały się zmian. Na czele nowej rady powołanej do reorganizacji kalendarza stoi Jessica Pegula, a Aryna Sabalenka nieraz przekonywała, że „w ogóle żaden turniej nie powinien być obowiązkowy”.

W tym kontekście ciekawie brzmią słowa Fissette’a, który uważa, że zawodniczki mogą sobie wybierać, gdzie chcą startować. Po części ma rację, bo nikogo nie można zmusić do startu, ale za brak obecności np. w obowiązkowych turniejach rangi 500 odejmowane są punkty wywalczone w innych imprezach, a do tego dochodzą kary finansowe. Ponadto jak nie grasz, to nie zdobywasz punktów, więc możesz spaść rankingu, a to ma wpływ np. na rozstawienie czy dopuszczenie do największych zawodów.

Zobacz inne