W marcu w Miami Iga Świątek przegrała z Magdą Linette i po tamtym meczu zwolniła trenera. Teraz najlepsza polska tenisistka pokonała Magdalenę Fręch 6:2, 6:1 w Wuhan, bo całkiem inaczej niż pół rok temu zareagowała na kłopoty. A naprawdę była w tarapatach, w co uwierzyć będzie trudno tym, którzy widzą tylko wynik, a nie oglądali meczu.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Dopiero po 27 minutach Iga Świątek (aktualnie numer 9 w rankingu WTA) wygrała gema. Na 1:2. Po tym jak obroniła dwie piłki na 0:3. Dopiero po 40 minutach Świątek wyszła na prowadzenie – 3:2. Przez dobre pół godziny Magdalena Fręch (56 WTA) znakomicie radziła sobie z faworytką. Kapitalnie się broniła, była jak ściana. A Świątek nie mogąc tej ściany ominąć, często próbowała przebić się przez nią siłą. I przez to seryjnie popełniała niewymuszone błędy.
2:2, 15:15 i 5:15 – takie liczby zobaczyliśmy w pewnym momencie na ekranach. Do wyniku 2:2 i 15:15 realizator transmisji dodał niewymuszone pomyłki. W tamtym momencie Fręch miała ich aż o trzy razy mniej od Świątek. A to i tak był już moment, w którym Iga się wyraźnie poprawiła. Przy prowadzeniu Magdy 2:0 faworytka miała aż o 10 razy więcej niewymuszonych błędów (10 Świątek przy tylko jednym Fręch)!
Świątek zawróciła ze złej drogi
Mnóstwo pomyłek Świątek to jej stale powracający problem. Brak cierpliwości w długich wymianach, nadmierne ryzyko – to wszystko ciągle wraca. Ale dobrze było zobaczyć, jak w meczu z Fręch Świątek potrafi się opanować. Na koniec pierwszej partii miała tylko 18 niewymuszonych błędów. „Tylko”, bo tu trzeba docenić, że od 2:2, 15:15 do 6:2 przytrafiły się jej tylko trzy. Dodajmy, że tych 18 własnych pomyłek przy 13 uderzeniach kończących to zwykły, przyzwoity bilans. Pokazujący, że błędy są po prostu częścią ofensywnego grania.
To cenne, że Świątek zatrzymała się i zawróciła z drogi przegrywania z samą sobą. Fręch grała w Wuhan w eliminacjach, rozegrała już też pierwszą rundę turnieju głównego. Wchodząc w mecz ze Świątek miała za sobą przyzwyczajanie się do kortu, do warunków. Bardziej utytułowana z Polek miała wolny los w pierwszej rundzie i na początku swojego pierwszego meczu potrzebowała dłuższej chwili, żeby się skalibrować. Dobrze, że mając z tym kłopoty, nie wpadła w taką spiralę błędów i nerwów, z której już nie potrafiłaby się wydostać.
Zobacz wideo Szalona Sabalenka! TOP 10 największych skandali gwiazdy tenisa
Coś takiego u Igi oglądaliśmy w jej poprzednim starciu z Polką. W marcu Świątek zagrała dobry turniej w Indian Wells, który jednak zakończyła słabym meczem z Eliną Switoliną w ćwierćfinale. Po tamtym festiwalu niewymuszonych błędów przeniosła się do Miami i po wolnym losie w pierwszej rundzie trafiła na Magdę Linette. Zaczęła świetnie, wygrała seta 6:1, ale gdy starsza koleżanka z kadry nie pękła, to z jej oporem Świątek radziła sobie coraz gorzej i nagle całkowicie przestała sobie radzić. Ze wszystkim. Kłóciła się ze swoim sztabem (źle reagowała na uwagi i trenera Wima Fissette’a, i psycholożki Darii Abramowicz, i specjalisty od przygotowania fizycznego, Macieja Ryszczuka), załamywała się nawet drobnymi niepowodzeniami w trakcie wyrównanej drugiej partii i w końcu przegrała w niej 5:7. A w kolejnym secie 3:6 i sensacyjnie odpadła z turnieju już po swoim pierwszym meczu. A chwilę później zwolniła Fissette’a.
Dziś, z trenerem Francisco Roigiem, Świątek ciągle miewa problemy ze stabilnym graniem. Wciąż bywa, że się zacina, że po dwóch krokach do przodu robi krok w tył. Ale coraz częściej potrafi znaleźć rozwiązanie swoich kłopotów. Zauważyć, że zwykle sama się w nie wpędza. I przestać pędzić, gdy naprawdę nie jest to potrzebne.
Te liczby są dowodem, jak dobrze zareagowała Świątek
Po uspokojeniu się w naprawdę źle zaczętym meczu z Fręch Świątek wygrała aż dziewięć gemów z rzędu. Z 0:2 wyszła na 6:2, 3:0. I w sumie poszła po pewne zwycięstwo 6:2, 6:1. O bardzo pewnym graniu Świątek w drugim secie świadczy fakt, że według oficjalnych statystyk popełniła w nim zaledwie trzy niewymuszone błędy. Cały mecz zamknęła z bilansem 20 winnerów przy 21 własnych pomyłkach (Fręch miała bilans 13-16).
Na koniec więcej niż suchy wynik o polskim meczu w Wuhan mówi fakt, że trwał aż godzinę i 43 minuty. Wierzmy, że to był wyjątkowo cenny czas spędzony przez Świątek na korcie w kontekście jej kolejnych występów w ostatnim w tym roku turnieju rangi WTA 1000. Trwa przecież walka Polki o udział w WTA Finals dla ośmiu najlepszych tenisistek tego roku. W trzeciej rundzie w Wuhan Świątek zmierzy się z Lanlaną Tararudee z Tajlandii (60 WTA) albo z Amerykanką Ashlyn Krueger (68 WTA).