...
Dom SportLegia była lepsza, ale o tym nie można milczeć. Cała Polska widziała

Legia była lepsza, ale o tym nie można milczeć. Cała Polska widziała

przez admin

Kilkanaście lat temu mecze Legii Warszawa z Wisłą Kraków ekscytowały kibiców w całej Polsce i często decydowały o losach mistrzostwa kraju. Teraz wszystko to, co wydarzyło się przed i w trakcie niedzielnego spotkania sprawiło, że po jego zakończeniu można czuć tylko ulgę, że to nareszcie koniec. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Zacznijmy od faktów, by to, co najważniejsze, wybrzmiało na początku. Legia Warszawa była drużyną lepszą od Wisły Kraków i zasłużenie wygrała niedzielny mecz 2:0. A mogła i wygrać wyżej, bo – zwłaszcza w pierwszej połowie – miała jeszcze dwie niezłe okazje do strzelenia gola. Z całą pewnością można stwierdzić, że drużyna Marka Papszuna nie potrzebowała zewnętrznej pomocy.

Ale mimo to nie można przemilczeć dwóch skandalicznych decyzji sędziów w pierwszej połowie. Decyzji, które mogły mieć znaczący wpływ nie tylko na wynik w tamtym momencie, ale przede wszystkim na przebieg i rezultat całego spotkania.

Po pierwsze, Legii nie należał się aut, po którym strzeliła gola na 1:0. Na powtórkach wyraźnie widać, że jako ostatni piłkę zagrywał Mateusz Szczepaniak, a nie Kacper Duda, jak uznali sędziowie. O ile za tę decyzję trudno winić sędziego głównego Damiana Sylwestrzaka, o tyle nic nie usprawiedliwia jego asystenta, który był tuż obok tej sytuacji. Jak mógł nie widzieć czegoś tak oczywistego?

Druga sprawa to oczywisty rzut karny dla Wisły. Rzut karny, który nie został jednak podyktowany po faulu Bartosza Kapustki na Juliusie Ertlthalerze. I znów – jeśli sytuacji nie widział Sylwestrzak – gdzie byli jego asystenci? Jak to możliwe, że VAR nie zasygnalizował arbitrowi błędu, tylko go w nim utwierdził? Nie można powiedzieć, że sytuacja nie była analizowana, bo sędzia główny, w odpowiedzi na protesty gości, wyraźnie pokazał, że ta praca została wykonana. Szkoda, że została wykonana źle.

Koszmarny występ sędziów przy Łazienkowskiej był najlepszym podsumowaniem tego, co działo się wokół meczu Legii z Wisłą w ostatnich dniach. I wtedy, i teraz sport zszedł na dalszy plan, a główną rolę grały sprawy bulwersujące. Za taką trzeba bowiem uznać samowolkę, jakiej Legia dopuściła się w kwestii zamknięcia sektora gości.

Sport zszedł na dalszy plan

Tak, Warszawiacy otrzymali i zaprezentowali stosowny dokument, który zezwolił im na ten ruch. Nie da się jednak wierzyć w to, że remont na sektorze okazał się niezbędny akurat przed meczem z Wisłą. Wisłą, której kibiców warszawscy fani bojkotują. W tłumaczenia Legii nie do końca uwierzył też PZPN, który ukarał klub grzywną w wysokości 250 tys. za każdy mecz, na który kibice gości nie wejdą. Zresztą, jeśli ktoś w pełni wierzył Legii, w trakcie spotkania musiał się zdziwić. Mityczny już remont na sektorze ograniczył się do powieszenie na nim kawałka czarnego materiału, a podczas meczu najbardziej zagorzali kibice Legii skandowali: „Piłka nożna dla kibiców, nie dla k***w nożowników”, nie pozostawiając wątpliwości co do motywacji działań klubu.

I teraz nasuwają się dwa pytania. Po pierwsze, dlaczego kara była tak niska, skoro za podobne przewinienie Śląsk Wrocław zapłacił milion złotych? Po drugie, jeśli PZPN uznał, że Legia dokonała przewinienia, dlaczego nie zrobił nic, by kibice Wisły mogli na stadion wejść?

Wszystko to, co działo się wokół tej sprawy przed meczem, było szopką i obrazą inteligencji. Legia nie mogła wprost oznajmić, że nie chce u siebie kibiców z Krakowa, bo musiałaby przyznać się do nielegalnego działania i ulegania presji grupy własnych kibiców. Zamiast tego kombinowała, jak mogła, a Ekstraklasa i PZPN starały się umywać ręce.

 

Zastanawiam się, jak na wszystko zareagował nowy współwłaściciel Legii Michael Gorzyński, który w niedzielę pierwszy raz od odkupienia części klubu pojawił się przy Łazienkowskiej. Wydaje mi się, że mógł tylko pytać najbliższych współpracowników, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

Zobacz inne