...
Dom SportŚwiątek nagle straciła kontrolę. Niepokojące. „K***a, nie graj tak płasko!”

Świątek nagle straciła kontrolę. Niepokojące. „K***a, nie graj tak płasko!”

przez admin

Kilka dni temu 7-0, a dziś 0-7. Co mówią tak skrajnie różne tie-breaki Igi Świątek? Dlaczego nasza tenisistka głośniej karciła się za błędy niż fetowała udane zagrania? Dlaczego nie wykorzystała szansy na odrobienie części strat w rywalizacji o występ w WTA Finals, turnieju ośmiu najlepszych zawodniczek sezonu?

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Pytań jest dużo. Iga Świątek gra taki sezon, że pojawia się ich więcej niż odpowiedzi. Niby jest jasne, że Polka się ostatnio poprawiła. Przecież wygrała pierwszy turniej od roku (WTA 1000 w Toronto). Przecież w amerykańskiej części sezonu wygrała aż 13 z 15 meczów. Przecież azjatycki swing też zaczęła od serii trzech zwycięstw, a pokonać się nie dała, nawet gdy z Donną Vekić przegrywała już 4:6, 2:5. Niestety, jest „ale”. Ciągle jest jakieś „ale”.

„K***a, nie graj płasko!” – krzyknęła Świątek na pół Pekinu, gdy prowadząc 6:5 w pierwszym secie ćwierćfinału z Elise Mertens wyrzuciła w aut potężny forhend. Polka miała do siebie potężne pretensje, bo to była akcja, która powinna dać jej punkt na 30:30 w gemie serwisowym rywalki. Gdyby było 6:5, 30:30, Mertens znalazłaby się pod presją. Świątek byłaby już tylko o dwa punkty od wygrania partii. Ale po błędzie Igi zrobiło się 6:5, 15:40 i za chwilę ten set Idze uciekł. Galopem.

Tak Belgijka złamała Świątek

Mertens grała kapitalny mecz. Naprawdę. Ogromne brawa dla Belgijki. Od pierwszej do ostatniej piłki była absolutnie skupiona, waleczna, wierząca w siebie. I świetna taktycznie. Bardzo konsekwentna. Idealnie wyważyła proporcje między atakiem a unikaniem niewymuszonych błędów. Gdy wygrała pierwszą partię, imponująco wyglądał w statystykach jej bilans 16 winnerów, przy tylko ośmiu własnych pomyłkach. Świątek miała winnerów 13, a niewymuszonych pomyłek 19.

Niestety, im trudniej było w końcówce seta, tym częściej Iga się myliła. Wyraźnie gorzej wytrzymała równe granie. I – znowu: niestety – od końcówki pierwszej partii to granie przestało być równe.

Mertens wygrała 11 ostatnich punktów pierwszego seta. Dopiero co zachwycaliśmy się, że Świątek pierwszy raz w karierze wygrała tie-break 7-0 (w meczu z Donną Vekić w trzeciej rundzie), a teraz przegrała 0-7. Po takiej porażce Polka zeszła na długą przerwę toaletową do szatni. Ale rywalki nie wybiło to z uderzenia.

Mertens prowadziła od początku drugiego seta. A wręcz dominowała. W drugim gemie Świątek obroniła się przed przełamaniem na 6:7, 0:2, ale następną okazję Belgijka już wykorzystała. A kiedy wyszła na 7:6, 3:1 i po chwili poprawiła na 7:6, 4:1, była już bardzo blisko wielkiej wygranej. I domknęła ten mecz ze spokojem. Wygrała 7:6, 6:3. Nie dała Świątek żadnej szansy na przełamanie powrotne. Nie broniła ani jednego breaka w całym spotkaniu!

Tego brakuje Świątek. Trzeba szukać stabilizacji. I cierpliwości

Już pierwszy set pokazał, że wygrana Mertens nad Coco Gauff w poprzedniej rundzie nie była przypadkowa. Ale przecież i tak byliśmy dobrej myśli po tym, jak Świątek wyszła z turbulencji w meczu przeciwko Vekić, a następnie pewnie wygrała z Ivą Jović (6:1, 6:3).

Świątek nagle straciła kontrolę. Niepokojące. "K***a, nie graj tak płasko!"

Czytaj także: Szokująca zapaść Świątek! Niewiarygodne, co się stało z Polką

Wszystkim ekspertom wydawało się, że po odwróceniu bardzo trudnego meczu z doświadczoną Vekić i po zdominowaniu uchodzącej za supertalent światowego tenisa Jović, Świątek pójdzie za ciosem i wygra. Nawet nie tylko z Mertens, z którą nigdy wcześniej nie przegrała. Świątek zaczynała wyrastać na faworytkę turnieju WTA 1000 w Pekinie (zwłaszcza po tym jak odpadły Rybakina, Sabalenka i Gauff). Mistrzyni z 2023 roku mogła w chińskiej stolicy odrobić dużo strat do Eliny Switoliny i Karoliny Muchovej, z którymi walczy o udział w WTA Finals w Indian Wells w listopadzie. Niestety, gonić będzie trzeba w Wuhan, a później w Japonii.

Za dużo Świątek straciła punktów w pierwszej części tego sezonu, żeby teraz mogła nie oglądać się na ranking. Ale część kibiców Igi nie patrzy na liczby w tabelce. Ważniejsze jest szukanie równej formy Świątek i stabilizacji na najwyższym poziomie.

Świątek pod wodzą Francisco Roiga, z którym pracuje od kwietnia, generalnie gra ładniejszy, spokojniejszy tenis, niż grała w końcówce współpracy z Wimem Fissettem. Ale wielkich wyników z Hiszpanem na razie Polka nie osiąga. Tak, wygranie turnieju w Toronto to świetny rezultat, ale na razie jednorazowy. I wciąż nieporównywalny choćby z triumfem w Wimbledonie, z Fissettem w boksie.

Wygląda na to, że na największe triumfy Igi będziemy musieli cierpliwie poczekać dłużej. Oby tylko cierpliwości nie zabrakło Świątek i Roigowi. Bo porażki, jak ta z Mertens, na pewno podcinają skrzydła. Belgijka jest 19. w światowym rankingu i nigdy nie była w top 10. Ma 31 lat i już od ośmiu czeka na nawiązanie do największego sukcesu w życiu, jakim był wielkoszlemowy półfinał (w Australian Open 2018). Bardziej znana jest jako deblistka, bo tam wygrywała szlemy (aż sześć razy). I nawet jeśli w ćwierćfinale w Pekinie zagrała przeciwko Świątek genialnie (a tak było, o czym świadczy choćby fakt, że zaliczyła aż 24 winnery przy tylko 11 niewymuszonych błędach), to Świątek jako perfekcjonistkę pewnie będzie gryzło pytanie, dlaczego sama nie wypadła równie dobrze (zostając przy winnerach i niewymuszonych błędach, bilans Świątek w tym meczu to 23:34).

Świątek nagle straciła kontrolę. Niepokojące. "K***a, nie graj tak płasko!"

Czytaj także: To dlatego Świątek przegrała z Mertens. Boli jeszcze bardziej

Krótko mówiąc: dla Świątek cały ten rok jest czasem dużych zmian, zbierania trudnych doświadczeń i chyba też zostawia poczucie niewykorzystywania szans. Za kilka dni w Wuhan zobaczymy, czy Iga zachowa szanse na szósty z rzędu występ w WTA Finals. W tym momencie w rankingu WTA Race jest dziesiąta.

Zobacz inne