86 proc. młodych sportowców doświadczyło przemocy psychicznej, 54 proc. fizycznej, a 32 proc. seksualnej. Tylko co czwarty komuś o tym powiedział. Socjolożka Natalia Organista tłumaczy, dlaczego polski sport woli milczeć.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Krzyk. Wyzwisko. Szarpnięcie za koszulkę. Uwaga o wadze rzucona przy wszystkich. Co się dzieje w szatni, zostaje w szatni. Tak mówią młodzi sportowcy, ci sami, którzy w ankiecie przyznali, że tego doświadczyli. Nauczyli się, że tak wygląda sport. Że ból to metoda. A gdy obok ktoś jest poniżany, patrzą w podłogę, bo następnymi mogą być oni.
Byłeś świadkiem przemocy w sporcie, spotkałeś się z nieprawidłowościami? Napisz do mnie: radoslaw.leniarski@wyborcza.pl
Radosław Leniarski: Opowie pani o badaniach, „Przemoc wobec dzieci w sporcie”*? Słyszałem, że to jedyne takie w Polsce.
Natalia Organista, katedra nauk humanistycznych i społecznych warszawskiej AWF: – Nie są to moje badania. Zostałam zaproszona do nich przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, która oprócz badań nad przemocą wobec dzieci, analizuje też poszczególne obszary życia. Tym razem był to sport. Wraz z zespołem zbadaliśmy studentów pierwszego i trzeciego roku uczelni sportowych, czynnych zawodników dyscyplin olimpijskich. Pytaliśmy o przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną, a wcześniej wyjaśnialiśmy, co podpada pod każdą z tych kategorii.
Czytaj także: SUBSKRYPCJA Piekło w reprezentacji. Polki przerywały milczenie. „Linczowali mnie przez godzinę”
Użyliśmy standaryzowanego kanadyjskiego kwestionariusza, żeby móc porównać wyniki z innymi krajami. W Polsce najbardziej rozpowszechniona okazała się przemoc psychiczna, która dotknęła 86,1 proc. badanych. W Kanadzie – 81 proc.
Ponad 80 proc. doświadczyło przemocy psychicznej?
– Wystarczyła jedna sytuacja, którą badany uznał za przemocową. Nie badaliśmy permanentnego stanu przemocy. Tak samo było z przemocą fizyczną i seksualną. Te dane zgadzają się z wynikami z Niemiec, Belgii, Holandii i Wielkiej Brytanii. Wszędzie najczęstsza jest przemoc psychiczna, rzadsza fizyczna, a najrzadsza seksualna.
W Polsce przemocy fizycznej doświadczyło 54 proc. badanych, w Kanadzie 39 proc. Przemocy seksualnej doświadczyło u nas 32 proc., w Kanadzie 28 proc. Przemocy psychicznej doświadczają równie często zawodnicy i zawodniczki. Chłopcy znacznie częściej doświadczają fizycznej, dziewczęta seksualnej.
Co pod to podpadało?
– Przemoc psychiczna to obrażanie, poniżanie, przesadna krytyka, wymuszanie, wykluczenie. Fizyczna to uderzanie, popychanie, bicie przedmiotem, rzucanie, duszenie. Seksualna jest rozumiana szeroko: komentarze seksualne, niechciane zachowania i kontakty.
Ponad połowa młodych sportowców doświadczyła przemocy fizycznej? A co trzeci seksualnej? To pandemonium!
– Niestety tak. Spotkałam się już z lekceważeniem tych wyników, bo w przemocy seksualnej mieszczą się też niechciane komentarze, a nie tylko gwałt. To pokazuje nasz stosunek do przemocy: patrzymy na nią bardzo wąsko.
Co panią w tych badaniach zaniepokoiło najbardziej?
– Mimo ogromnej skali przemocy duża część badanych uważała, że sprawy między zawodnikami a trenerami powinny zostawać w szatni. Tylko dwadzieścia kilka procent komukolwiek o swoich doświadczeniach powiedziało.
Dlaczego?
– Bo zostali nauczeni, że sport jest wyjątkowy, a relacja trenera z zawodnikiem szczególna. Dyskurs o prawach dziecka, o godności, jest tu marginalny. Zakłada się, że motywowanie do sukcesu musi mieć komponent przemocowy. Nie mamy też organizacji zajmującej się przemocą w sporcie, do której można by się zwrócić, choćby anonimowo.
Nie ma telefonu zaufania ani w związkach, ani w ministerstwie.
– Nie ma. Powołanie rzecznika przewidywała nowelizacja ustawy o sporcie, ale się nie udało. Zostajemy bez instytucji, która by nadzorowała, wdrażała zmiany i edukowała trenerów.
Pisałem o kanadyjkarkach, które uznały się za ofiary przemocy emocjonalnej i wykluczenia. Zgłosiły się do łączniczki z federacją, byłej zawodniczki. Ta stwierdziła, że nie ma co narzekać, ona miała gorzej.
– To zła socjalizacja. Osoby w danym środowisku znormalizowały pewne zachowania i trudno im dostrzec ich szkodliwość. Dlatego rzecznik musiałby być niezależny od związków, żeby mógł reagować. W ostatnich latach zrobiło się o tym głośno. Działa Rada Europy, kampanie prowadzi MKOl, powstają projekty naukowo-edukacyjne. U nas zdecydowanych działań nie widać, a przede wszystkim brakuje zrozumienia mechanizmu przemocy. Im częściej ktoś jej doświadcza lub jest jej świadkiem, tym bardziej schemat się normalizuje. Ofierze wydaje się, że tak musi być i nic się nie zmieni. Maleje jej samoocena i wiara, że dzieje się coś złego. Nie można oczekiwać, że młodzież sama się z tego wydźwignie, a systemowego wsparcia brak.
Czy sport różni się od innych obszarów życia?
– Chyba tak, choć nie powinien. Literatura opisuje go jako instytucję hierarchiczną, mało partnerską, w której trener zawsze wie najlepiej. Wciąż pokutuje przekonanie, że dobry trening to morderczy trening, który ma zawodnika złamać. Im większa dominacja trenera, tym silniejsza podległość zawodnika, słabsza samoocena i trudniejsze szukanie pomocy.
Czytaj także: SUBSKRYPCJA Publiczne poniżanie człowieka. Dlaczego sportowcy boją się mówić?
Po drugie, sport jest instytucją zamkniętą. Osobie z zewnątrz trudno sprawdzić, co dzieje się na treningu. Rodzice, nie ze złej woli, ufają trenerom: skoro sami nie mają wiedzy, przekazują im pełną kontrolę. Po trzecie, zamknięcie wynika z wyjazdów: turniejów i obozów. Nikt nie obserwuje procesu treningowego, co otwiera pole do nadużyć.
Trener kajakarek mówił w moim tekście o kanadyjkarkach, że nie zgodzi się na żadne hospitacje na treningach, jakie są normą w szkołach i uczelniach. My way or highway. W tle jest konkurencyjność sportu i to, że okno wyniku jest krótkie, w wieku 25 lat jest już po sprawie. 25 lat!
– Właśnie. To bardzo ważne. Bardzo często myli się dojrzałość sportową z emocjonalną. Młodzież traktuje się jak dorosłych tylko dlatego, że jest zaawansowana w dyscyplinie. Liczy się wynik za wszelką cenę, nie to, żeby ktoś wyrósł na dojrzałego człowieka. Do tego dochodzi brak pomocy instytucjonalnej i znakomity PR sportu. Wiemy, że sport może wiele zmienić już u małych dzieci, ale nie widzimy, że potrafi być bardzo niebezpieczny, jeśli młody człowiek trafi w niedobre ręce.
Czy któreś sporty wyróżniają się na plus albo na minus?
– Z badań nie wynika, żeby któraś dyscyplina była szczególnie problematyczna. Doniesienia mamy z bardzo różnych, zarówno zespołowych, jak i indywidualnych. Początkowo wydawało mi się, że w indywidualnych, gdzie kontakt trenera z zawodnikiem jest bardziej zamknięty, może być gorzej. Ale zawodnicy w drużynach często patrzą na siebie jak na rywali i nie dbają o siebie nawzajem. Nie tworzą struktury wzajemnej troski, bo nikt ich tego nie nauczył. Nie chcę ich oczywiście winić.
A przemoc rówieśnicza?
– To ważny wątek. Rówieśnicy są drugą grupą sprawców, po trenerach. W Polsce odsetek wyszedł wyższy niż w innych krajach, około 70 proc. Świadczy to o nikłej świadomości zachowań przemocowych. Przyczyn nie badaliśmy, ale sądzę, że to kwestia kulturowa. Nie uczymy dzieci, czym jest przemoc, ani jakie mają prawa, więc powielają zachowania, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.
* „Przemoc wobec dzieci w sporcie. Pełny raport z badań ilościowych”, 2024, dr Szymon Wójcik, Katarzyna Makaruk, Joanna Kopycka, Justyna Szołajska, dr Natalia Organista.
Byłeś świadkiem przemocy w sporcie, spotkałeś się z nieprawidłowościami? Napisz do mnie: radoslaw.leniarski@wyborcza.pl

