...
Dom SportMecz z Bośnią pokazał problem. Logika Urbana się nie obroniła

Mecz z Bośnią pokazał problem. Logika Urbana się nie obroniła

przez admin

Przerwę na kadrę otworzyła dyskusja o nieobecności Karola Czubaka na zgrupowaniu, a jej ostatni mecz wątpliwości co do decyzji selekcjonera tylko nasilił. Nie dlatego, że napastnik Motoru Lublin jest taki dobry. Ale dlatego, że Jan Urban większą wagę niż do potrzebnych kadrze profili piłkarzy zdaje się przywiązywać do abstrakcyjnego standardu reprezentacji.

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Jeśli był tej jesieni jeden mecz, którego reprezentacja Polski powinna była za wszelką cenę nie przegrać, był to właśnie wyjazd do Bośni i Hercegowiny, potencjalnie kluczowy nie tylko dla losów walki o powrót do dywizji A Ligi Narodów, ale przede wszystkim o drugi koszyk eliminacji mistrzostw Europy. W tym kontekście Jan Bednarek dopisał w poniedziałek kolejny rozdział do swojej niepokojąco już długiej listy reprezentacyjnych nieszczęść. Gdyby nie jego faul w polu karnym, pewnie udałoby się uzyskać bezbramkowy remis, który do listopada trzymałby sytuację otwartą. Po poniedziałkowej porażce 0:1 nadzieje na przynajmniej drugie miejsce są już tylko iluzoryczne.

Mimo że wyniki w Lidze Narodów mają znaczenie, akurat w tych rozgrywkach wciąż jeszcze ze szczególną uwagą trzeba równolegle patrzeć na przebieg meczów, eksperymenty, kwestie personalne. Bo z jakiego koszyka nie byłoby się losowanym, decydująca rozgrywka i tak odbędzie się w eliminacjach Euro. Pod tym względem najciekawsze w Zenicy było to, jak Jan Urban zestawił atak wobec nieobecności Roberta Lewandowskiego. Na razie tylko tymczasowej, wszak kapitan pauzował za kartki. Ale też takiej, do której coraz częściej trzeba się przyzwyczajać.

Przeskok jak z Monachium do Magdeburga

Podobnie jak niedawno w Sztokholmie postawił w tej roli na Mateusza Żukowskiego. Tym razem było to jednak o tyle nieoczywiste, że równocześnie na boisku przebywał również Karol Świderski, najbardziej klasyczny z napastników powołanych przez Urbana. Już przed pierwszym gwizdkiem było widać, że życie negatywnie zweryfikowało personalne wybory w ataku przed tym zgrupowaniem i to już nawet abstrahując od tego, czy selekcjoner myli się w krytycznej ocenie Karola Czubaka. Na cztery mecze rozgrywane w dziesięć dni zabrał trzech napastników, z czego jednego 38-letniego. Sam sobie związał w ten sposób ręce. Zwłaszcza że każdy reprezentuje kompletnie odmienny typ, co oznacza, że zmiana w ataku istotnie przebudowuje całą grę ofensywną.

Przez ostatnie 18 lat reprezentacja opierała się o silną, dobrze grającą tyłem do bramki dziewiątkę, z którą można było grać na ścianę albo chociaż liczyć na wywalczenie rzutu wolnego na połowie rywala. Choć Lewandowski daleki jest od optymalnej formy, co pokazał warszawski mecz z Bośnią sprzed półtora tygodnia, nawet w ostatnim spotkaniu z Rumunią kadra znów cieszyła się w wygranej, mając właśnie jego w ataku. Przeskok z Lewandowskiego na Żukowskiego jest gigantyczny i nie chodzi nawet o to, że jeden na kadrę przyjeżdżał z Monachium a drugi z Magdeburga. Większa niż różnica w jakości jest między nimi w sposobie grania.

Zobacz wideo Musieliśmy się wstydzić za polską piłkę. I to w miejscu, które sprawiało nam ból

Wymienność na papierze

Żukowski od początku kariery seniorskiej wyróżniał się przede wszystkim możliwościami motorycznymi. W Ekstraklasie dawał się dzięki nim poznać jako skrzydłowy bądź prawy obrońca. Przestawiony do ataku, raził nieskutecznością. Ale w nastawionym na kontrataki jednym z najsłabszych zespołów 2. Bundesligi nadspodziewanie dobrze sprawdził się jako napastnik. Siłą rzeczy bazuje jednak na tej pozycji na atakowaniu przestrzeni, wygrywaniu pojedynków szybkościowych, wykańczaniu sytuacji z dużą dynamiką. Widząc, jaki problem miał w pierwszym meczu sam Lewandowski z silnymi bośniackimi stoperami, Urban postanowił podejść do sprawy inaczej i wymanewrować ich wymiennością pozycji. Stąd Świderski ustawiony nominalnie na prawym skrzydle. Selekcjoner wiedział, że napastnika Widzewa będzie ciągnąć w pole karne, co miało otwierać korytarz dla Matty’ego Casha. Wymienność pozycji w drugiej linii miała ułatwić grę kombinacyjną.

Polakom wyszła jednak w tym meczu tylko jedna taka modelowa akcja. Pod koniec pierwszej połowy Wiktor Nowak zagrał prostopadle, mijając całą obronę, do Świderskiego, który wyszedł sam na sam z bramkarzem. Przegrał pojedynek, ale zdołał jeszcze dograć do Sebastiana Szymańskiego, którego na linii zablokowali obrońcy. Jedyne udane prostopadłe podanie w meczu. Jedyna doskonała okazja. 1/3 goli oczekiwanych wykreowana w ciągu kilku sekund.

Zmysł napastnika

Ustawiając Świderskiego w mało komfortowym dla siebie miejscu i zmuszając go do pracy w asekuracji skrzydła, Urban chciał dostać coś więcej od Żukowskiego. Tymczasem jego atutów kompletnie nie udało się wykorzystać. Choć Polska prowadziła grę przez większość czasu, wymieniała więcej podań i to w tercji bronionej przez Bośniaków, Żukowski tylko cztery razy dotykał piłki w polu karnym. To o trzy mniej od Świderskiego, który grał przecież krócej. Gdy trzeba było ruszyć za linię obrony do prostopadłego podania, robił to Świderski. Jedyny strzał głową z gry oddał Świderski. Nie oznacza to, że napastnik Widzewa grał ponadprzeciętnie. Znów zmarnował dogodną sytuację, co od początku sezonu niepokojąco często przytrafia się mu w klubie. Nie sposób jednak mu odmówić zachowań typowego napastnika. Instynktu dziewiątki. Zmysłu do znalezienia się w polu karnym. Mając kogoś takiego, chce się go mieć jak najbliżej bramki, nie trwoniąc jego energii na boku.

Zwłaszcza że zalety z takiego poświęcenia go były niewidoczne. Żukowski oddał tylko trzy mało groźne strzały, a Cash, któremu Świderski zostawiał cały prawy korytarz i tak raczej skupiał się na defensywie. Polskie ataki były więc dość jednostronne, nastawione na współpracę Przemysława Frankowskiego z Nicolą Zalewskim. Dryblingi skrzydłowego Atalanty Bergamo, połączone z zejściami na strzał z dystansu zawodnika Stade Rennes były głównymi źródłami jakiegokolwiek zagrożenia pod bośniacką bramką. Ale nie tłumaczyły całkowitego odpuszczenia w ofensywie prawej strony. Żukowski ponadto sprawiał wrażenie, jakby miał problem ze zrozumieniem się z partnerami przy próbach gry kombinacyjnej, przez co funkcjonował jak ciało obce. Polacy nie zdołali przestawić się na granie z zupełnie innym typem napastnika niż Lewandowski. W całym meczu posłali 21 dośrodkowań. Tak, jakby kapitan wciąż czekał na nie w polu karnym.

Związane ręce

Po takim meczu nasuwa się pytanie, czy na pewno całkowite wywracanie sposobu atakowania przez nieobecność Lewandowskiego jest nieuniknione. Już nawet Świderski ustawiony z przodu byłby bardziej zbliżonym do niego rozwiązaniem. Nie mówiąc już o Czubaku, który przy takiej mnogości dośrodkowań może zdołałby do któregoś dojść i wykorzystać umiejętność gry głową. Nie chodzi nawet o wpychanie selekcjonerowi do drużyny akurat tego konkretnego napastnika. Być może faktycznie to nie jest poziom międzynarodowy. Chodzi jednak o profil mniej odbiegający od dominującego w polskim futbolu w ostatnich kilkunastu latach. Najlepiej ten brak personalny było widać w ostatnich minutach, gdy Polska musiała już gonić wynik, a Urban przesunął do ataku Marcela Regułę, nawet w Zagłębiu Lubin grającego tam jedynie od czasu do czasu. To był ten moment, w którym, mając Czubaka na ławce, selekcjoner pewnie by po niego sięgnął. Sęk w tym, że nie dał sobie nawet takiej opcji.

Mimo że wielu to się nie podoba, Urban od początku stara się, przynajmniej w warstwie retorycznej, przywrócić do reprezentacji określone standardy, które Michał Probierz niektórymi powołaniami obniżał. Dlatego nie powołuje zawodników po kilku udanych występach i dlatego wyraźnie stara się odbudować istniejącą niegdyś różnicę między poziomem ligowym a reprezentacyjnym. Woli więc przebudować sposób grania, niż sięgnąć po kogoś, kto jego zdaniem nie spełnia wymogów gry na tym poziomie. Być może jednak w tym właśnie tkwi jego ograniczenie jako selekcjonera. Mając do dyspozycji mało czasu na zmienianie sposobu gry, warto mieć do dyspozycji zadaniowców przystosowanych do realizacji konkretnych celów. W ten sposób można czasem uniknąć przegrania meczu, którego nie powinno się przegrać. I dać sobie czas na dalsze szukanie kogoś, kto rozwiąże problem docelowo, a nie tylko doraźnie.

Profile ważniejsze od poziomu

To nie wina Żukowskiego, że Polska ten mecz przegrała. Na jego przykładzie widać jednak, że z dystansem do Ekstraklasy nie można przesadzać. 24-latek półtora roku temu spadł z polskiej ligi i niczym się w niej nie wyróżniał. Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że za kilkanaście miesięcy może biegać z numerem dziewięć w ataku polskiej kadry jako pierwszy zastępca Lewandowskiego. Jego postrzeganie drastycznie zmieniły miesiące spędzone w Niemczech. Pytanie jednak, czy słusznie, skoro szacowana siła jego Magdeburga zbliżona jest do Pogoni Szczecin, czyli tylko nieznacznie wyższa od Motoru Lublin? Dlatego przed kolejnymi powołaniami bardziej sensowną strategią mogłoby być uznanie, że warto mieć w kadrze po kilku piłkarzy o konkretnych profilach, niezależnie od tego, czy nie zaniżą średniego poziomu drużyny narodowej. Być może wtedy gra ataku reprezentacji z Lewandowskim i bez niego będzie się choć trochę mniej różnić. Niezależnie od selekcjonerskiego poczucia estetyki, jeśli nie ma w kraju lepszego napastnika od Czubaka, trzeba grać właśnie nim.

Zobacz inne