...
Dom SportOto co Urban zrobił tuż po meczu z Bośnią. „On już wie”

Oto co Urban zrobił tuż po meczu z Bośnią. „On już wie”

przez admin

Po meczu z Bośnią i Hercegowiną (0:1) Jan Urban najpierw podziękował piłkarzom, potem polskim kibicom, którzy przyjechali do Zenicy, a na końcu jako pierwszy zszedł do szatni. Nawet chyba on zdaje sobie sprawę, że jego czas w roli selekcjonera reprezentacji Polski dobiega końca. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Mecz z Rumunią – zwłaszcza w drugiej połowie – był dla nas powiewem optymizmu. Po kiepskim meczu z Bośnią i Hercegowiną (0:0) w Warszawie i jeszcze gorszym ze Szwecją (1:3) w Sztokholmie w końcu mogliśmy pochwalić reprezentację Polski. A było za co, nawet jeśli Rumuni przez większość spotkania grali w osłabieniu.

I my, oraz przede wszystkim Jan Urban zyskaliśmy dwa dni spokoju, o których selekcjoner mówił na konferencji prasowej przed meczem w Zenicy. Wszyscy wiedzieliśmy jednak, że to tylko cisza przed burzą. Że nawet jeśli zagraliśmy ambitnie, skutecznie i wygraliśmy aż 6:0, to ten wynik nie uspokaja całkowicie atmosfery wokół selekcjonera.

Wiedzieliśmy, że mecz o jego posadę został po prostu odłożony w czasie. Było oczywiste, że prawdziwym testem będzie spotkanie w Zenicy. Nie tylko dlatego, że Bośniacy to lepsza drużyna od osłabionej Rumunii. Drużyna Sergeja Barbareza nie tylko grała na mundialu, który my oglądaliśmy w telewizji, ale w Zenicy nie zwykła przegrywać. Ostatni raz zdarzyło się jej to we wrześniu zeszłego roku z Austrii w kwalifikacjach MŚ. O tym, jak trudnym terenem jest Bilino Polje, przekonali się też Włosi, którzy w marcu przegrali tu baraże o mundial.

Wiedzieliśmy, że będzie trudno, ale od Urbana i piłkarzy mieliśmy prawo oczekiwać dobrego występu. Ale to nie był dobry występ reprezentacji Polski. Mimo że w pierwszej połowie byliśmy lepsi i powinniśmy nawet prowadzić po stuprocentowej sytuacji Sebastiana Szymańskiego, to po przerwie znów – tak samo jak przeciwko Szwedom – zagraliśmy bardzo słabo. I nie potrafiliśmy na to zareagować.

Urban chyba wie, co go czeka

Długo mieliśmy szczęście. W drugiej połowie dwukrotnie ratowała nas czujność sędziów, którzy odgwizdywali spalone. Najpierw przy nieuznanym golu na 1:0, potem przy – na nasze szczęście – niepodyktowanym rzucie karnym. Ale mimo sygnałów ostrzegawczych nie reagowaliśmy. Nie potrafiliśmy przenieść gry na połowę Bośniaków, uspokoić sytuacji. Byliśmy bezradni, licząc jedynie na indywidualne zrywy. A tych nie było. 

Urban przespał drugą połowę, nie potrafił wpłynąć na zespół i odmienić losów meczu, który nieuchronnie przechylał się ku naszej porażce. Było jak dwukrotnie w Sztokholmie. Selekcjoner nie pomógł drużynie nie tylko półtora tygodnia temu, ale też w marcu, kiedy to taktyczny zmysł Grahama Pottera zdecydował o tym, że to Szwedzi, a nie Polacy pojechali na mundial.

Ale czepiać się można nie tylko tego. Pierwsze pytanie, jakie należy postawić dotyczy konkretnego wyboru Jana Urbana, czyli Karola Świderskiego. Dlaczego napastnik Widzewa, który w Ekstraklasie niczym się nie wyróżniał, w ogóle znalazł się w kadrze, a później też w podstawowym składzie. Dlaczego Świderski, który był najsłabszym polskim piłkarzem w spotkaniu z Rumunią, wyszedł na mecz z Bośniakami? 

Dlaczego ten sam Świderski, który w piątek przez większość spotkania grał za plecami Roberta Lewandowskiego, w poniedziałek operował na skrzydle i znów był najgorszy? Dlaczego Urban ustawił go na skrzydle, mimo że jeszcze w niedzielę nazywał go „dziesiątką, która może zagrać w ataku”? Trenerze, o co tu chodzi?

Zastanawiające były też zmiany Urbana. O ile w pierwszym meczu z Bośniakami mocno pomogli Przemysław Frankowski i objawił się Wiktor Nowak, o tyle roszady już w Szwecji zrodziły mnóstwo pytań. Podobnie było w rewanżu z Bośnią. Dlaczego, kiedy przegrywaliśmy, z boiska zeszli napastnik – Mateusz Żukowski – i Nowak, który w Slavii Praga zdobywa bramkę za bramką? Trenerze, o co tu chodzi?

Chyba już wystarczy. I błędów, i przymykania oka, i tej kadencji. Urban pomógł kadrze, wyciągnął ją z dołka po koszmarnej końcówce kadencji Michała Probierza, ale dobry czas się skończył. Wątpliwości trwają od blisko roku po niemrawym meczu na Malcie. Co oczywiste urosły po przegranym barażu o mundial i dotychczasowych meczach w Lidze Narodów. 

Urban – późno, bo późno – znalazł kilka odpowiedzi. Zmienił ustawienie, znalazł lewego obrońcę, postawił – trochę przypadkowo – na Nowaka, ale fakty są takie, że o reprezentacji Polski nie można dziś powiedzieć, że się rozwija. A to przecież na końcu jest najważniejsze. Końcu, do którego Urban chyba już dobrnął.

Jeśli po meczu z Rumunią zastanawialiśmy się, czy był to jednorazowy wyskok naszej reprezentacji, to po meczu z Bośnią już wiemy, że tak – niestety – było. Po poniedziałkowym spotkaniu Urban najpierw podziękował piłkarzom, potem kibicom, a następnie jako pierwszy zszedł do szatni. Chyba i on zdaje sobie sprawę, że jego dni w roli selekcjonera są już policzone.

Zobacz inne