...
Dom SportCo się stało z Rybakiną i Sabalenką? Były trener Świątek mówi nam wprost

Co się stało z Rybakiną i Sabalenką? Były trener Świątek mówi nam wprost

przez admin

– Czołowe zawodniczki zawsze mają swobodę w zarządzaniu własnym kalendarzem. Najlepsi tenisiści często dają dobry przykład, jak radzić sobie z obciążeniami w dłuższej perspektywie – mówi Wim Fissette w długim wywiadzie dla Sport.pl. Z byłym trenerem Igi Świątek rozmawiamy o rozgrywkach WTA, Jelenie Rybakinie, Arynie Sabalence i o fenomenie zawodniczek z Europy Środkowo-Wschodniej.

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Pod koniec marca Iga Świątek rozstała się z trenerem Wimem Fissettem. Belgijski szkoleniowiec udzielił nam pierwszego od tamtego momentu wywiadu w polskich mediach. Nie wypowiada się na temat Świątek, ale tłumaczy m.in., dlaczego Jelena Rybakina została numerem jeden na świecie, z czego wynikają problemy Aryny Sabalenki, co wyróżnia jego nową podopieczną, 20-letnią Victorię Mboko, i jak wspomina spotkanie z Sereną Williams.

Dominik Senkowski: Światowy tenis rywalizuje dziś w Azji, a gdzie jest Wim Fissette? Pana zawodniczka, Victoria Mboko, nie startuje od czerwca z powodu kontuzji.

Wim Fissette: Obecnie przebywam w Los Angeles. Po turnieju finałowym Billie Jean King w Shenzhen poleciałem do USA, by wznowić treningi z Vicki.

Jak ona się czuje po operacji? Jak przebiega rehabilitacja?

– Czuje się naprawdę dobrze. Przeszła operację w Londynie na początku lipca, a rehabilitację odbywa tutaj, w Los Angeles. Wszystko idzie zgodnie z planem, ale po tak poważnej kontuzji [lewego kolana – red.] trzeba działać małymi krokami. Nie chcemy niczego przyspieszać, ani podejmować niepotrzebnego ryzyka. Dlatego zachowujemy dużą cierpliwość i skupiamy się na każdym kolejnym dniu, zanim ustalimy konkretną datę jej powrotu.

Czy powrót podczas Australian Open 2027 jest realny, czy raczej myślicie o dacie późniejszej?

– Powrót na początku roku jest zdecydowanie możliwy. Jednak w przypadku tego typu kontuzji podchodzimy do sprawy krok po kroku. Rehabilitacja może przebiegać szybciej lub nieco dłużej, ale mamy wielką nadzieję, że Vicki będzie gotowa na start nowego sezonu.

20-letnia Mboko zanotowała w ostatnim czasie niesamowity postęp, nazywana jest jedną z największych nadziei kobiecego tenisa. Co uważa pan za jej największe atuty i nad jakimi elementami głównie pracujecie?

– Jej kariera nabrała błyskawicznego tempa – w zaledwie dwanaście miesięcy awansowała z okolic 250. miejsca na świecie do czołowej „10”. Ma świetną mentalność, doskonale rozumie grę, jest wielką wojowniczką i uwielbia występować na wielkich arenach. Natomiast pod względem technicznym niemal każde uderzenie wymaga jeszcze drobnych szlifów, a w kwestii przygotowania fizycznego Vicki wciąż ma spore pole do poprawy.

Czy wymuszona kontuzją przerwa stanowi niespodziewaną okazję do pracy w szerszym zakresie?

– W pewnym sensie tak. Kiedy tenisistka tak szybko pnie się w górę, większość czasu poświęca na rywalizację meczową, ma niewiele chwil na bloki treningowe. Choć kontuzja to zawsze przykra sprawa, daje nam czas na pracę nad wieloma aspektami technicznymi i fizycznymi. Vicki ma ogromny potencjał, jest niezwykle ambitna i bardzo otwarta na naukę. Wie, że dotarła do pierwszej „10”, ale zdaje sobie też sprawę, jak wiele jeszcze może zmienić. To dla trenera świetne połączenie.

Trenował pan wielokrotne mistrzynie wielkoszlemowe, m.in. Kim Clijsters, Naomi Osakę czy Igę Świątek. Jak pracę z tak młodą zawodniczką, jaką jest Mboko, można porównać do treningów z bardziej utytułowanymi i doświadczonymi zawodniczkami?

– Szczerze mówiąc, wiek i doświadczenie nie mają aż tak wielkiego znaczenia, jak mogłoby się wydawać. Wszystko sprowadza się do mentalności: jak bardzo chcesz się poprawiać, jak bardzo chcesz się rozwijać i na ile jesteś gotowa do ciężkiej pracy. Niektóre 20-latki mają już utrwalone nawyki i nie chcą się zmieniać, podczas gdy mistrzynie wielkoszlemowe niekiedy nieustannie szukają sposobów na poprawę gry, zamiast żyć przeszłością.

Czyli chodzi bardziej o osobowość niż o wiek?

– Dokładnie tak. Chodzi o osobowość i o to, jak dana osoba została ukształtowana jako sportowiec. Vicki jest młoda, niezwykle ambitna i chce osiągać wielkie rzeczy, ale dokładnie taką samą determinację widziałem też u starszych, utytułowanych zawodniczek. Jako tenisistka możesz poczynić znaczne postępy w wieku 20 lat, ale możesz też rozwinąć się ogromnie, mając 25 czy 26 lat. Zawsze jest miejsce na rozwój, a takie nastawienie jest kluczowe, jeśli chcesz utrzymać się w światowej czołówce. Jak już wspomniałem, chodzi przede wszystkim o otwartość na zmiany.

W czerwcu, tuż przed kontuzją, Mboko zagrała w deblu z Sereną Williams podczas turnieju w Queen’s Club. Jak doszło do tej współpracy?

– Wszystko zaczęło się jeszcze zanim zacząłem pracować z Vicki. Serena sama zgłosiła się do niej i zapytała, czy byłaby zainteresowana wspólną grą w deblu. Serena uważnie śledziła rozgrywki, oglądała wiele meczów i uznała, że Vicki będzie świetną partnerką w jej meczu powrotnym.

Jakie to było doświadczenie dla pana i Victorii? Mieliście okazję dłużej porozmawiać z Sereną?

– To było fantastyczne przeżycie. Wspólne treningi i rozmowy z Sereną w Queen’s były czymś wyjątkowym dla Vicki, a – szczerze mówiąc – również dla mnie. Kontakt i przebywanie w towarzystwie tenisistki wszech czasów zawsze jest inspirujące. To był naprawdę udany i niezapomniany moment.

Czy podczas tych treningów odnosił pan wrażenie, że Serena sonduje też możliwość poważnego powrotu do gry w singlu?

– To jest świetne pytanie. Sami się nad tym zastanawialiśmy, gdy razem trenowaliśmy z Sereną. Początkowo mowa była wyłącznie o grze podwójnej. Jednak podczas treningów poprzedzających turniej Serena chciała wykonywać wiele ćwiczeń typowo singlowych. Pomyślałem wtedy: „OK, może ten powrót to coś więcej niż tylko debel”. Niedługo potem Serena rzeczywiście wystąpiła w singlu na Wimbledonie. Nie wiem, jakie ma kolejne plany.

Uważa pan, że ona wciąż może rywalizować na najwyższym poziomie w grze pojedynczej?

– Serena wciąż uderza piłkę w sposób wyjątkowy: jej serwis, forhend i bekhend prezentują światową klasę i są technicznie bez zarzutu. Głównym wyzwaniem na tym etapie kariery jest poruszanie się po korcie. Kiedy wymienialiśmy piłki, stojąc w środku kortu, była niesamowita, ale pokrycie całego kortu podczas dynamicznych wymian wymaga znakomitego przygotowania fizycznego. Jeśli ma ambicję, by znów walczyć o najważniejsze tytuły w singlu, kluczową kwestią będzie właśnie poruszanie się.

Serena Williams dominowała przez lata. Dziś nową liderką rankingu jest od niedawna Jelena Rybakina. Awansowała na pierwsze miejsce na świecie po zdobyciu swojego drugiego w tym roku tytułu wielkoszlemowego, w US Open. Jak można wytłumaczyć jej świetne wyniki?

– Każdy, kto uważnie śledzi tenis, nie jest zaskoczony widokiem Rybakiny na szczycie rankingu. Już kilka lat temu było jasne, że ma potencjał, by tam dotrzeć. To wszechstronna zawodniczka, z niesamowitym serwisem i potężnymi uderzeniami z głębi kortu, a w ciągu ostatniego roku znacząco poprawiła też poruszanie się po korcie.

W zeszłym roku zmagała się z problemami zdrowotnymi i spadkiem w rankingu. Jak pana zdaniem udało jej się tak szybko odwrócić tę sytuację?

– Zeszły rok był dla niej trudniejszy głównie z powodu utraty pewności siebie po kilku przegranych, zaciętych meczach. W kobiecym tenisie pewność siebie odgrywa ogromną rolę. Czasami wygrywasz kilka wyrównanych spotkań z rzędu i czujesz się nie do zatrzymania, a innym razem kilka porażek w takich meczach może wybić cię z rytmu. Ona jednak mocno zakończyła poprzedni sezon – była praktycznie nie do pokonania – i przeniosła tę formę na ten rok. Zdobycie dwóch tytułów wielkoszlemowych w jednym sezonie czyni ją w pełni zasłużoną liderką rankingu.

Aryna Sabalenka również prezentuje niezwykłą regularność, ale poniosła także kilka bolesnych porażek w Wielkim Szlemie. Jak pracować z tenisistką, która jest w światowej czołówce, ale nie zdobywa najważniejszych trofeów?

– Sabalenka w ciągu ostatnich trzech lat dotarła do dziewięciu finałów Wielkiego Szlema, co jest niesamowitym osiągnięciem, choć mogła też wygrać znacznie więcej [zdobyła cztery tytuły – red.]. Nie sposób wypowiadać się negatywnie o jej grze, choć oczywiście wisienką na torcie jest zawsze wygrywanie turniejów i zdobycie kilku kolejnych tytułów wielkoszlemowych. Ale znowu: w pewnym momencie kwestia mentalna może stać się istotna, gdy przegrywa się kilka finałów Wielkiego Szlema.

Zobacz inne