– Maja od początku była bardzo spokojna, bardzo skoncentrowana na wszystkim co robi, bardzo dbająca o każdy wzorzec ruchowy. Natomiast Iga była trochę inna, bardzo często była trochę w swoim świecie, trzeba było ją od czasu do czasu obudzić, żeby zabrała się do pracy. Ale jak zaczynała pracować to było to naprawdę wybitne, wyjątkowe, niepowtarzalne – mówi Mikołaj Weymann. Z trenerem, z którym Iga Świątek i Maja Chwalińska zostały mistrzyniami świata do lat 16, rozmawiamy przed starciem Polek w półfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Iga Świątek może zdominować Maję Chwalińską, a z kolei Maja doskonale wie, czego nie lubi Iga i jest w stanie pograć tak, żeby zdeprymować swoją przyjaciółkę. W sobotę nie przed godziną 12.30 polskiego czasu Świątek (nr 9 w rankingu WTA) i Chwalińska (jeszcze nr 22, ale od poniedziałku już co najmniej nr 16) zmierzą się w pierwszym polskim półfinale turnieju WTA 1000 w historii.
Ten mecz kapitalnie zapowiada trener Mikołaj Weymann, szkoleniowiec, który kiedyś prowadził Igę i Maję do sukcesów w kadrze Polski do lat 16.
Łukasz Jachimiak: Jest pan jednym z niewielu ludzi, którzy mogą z czystym sumieniem powiedzieć, że nie są zdziwieni tym, że Iga Świątek i Maja Chwalińska zmierzą się w półfinale jednego z największych turniejów w świecie tenisa?
Mikołaj Weymann: A pamięta pan naszą rozmowę mniej więcej z połowy września? Rozmawialiśmy a propos rankingu największych talentów polskiego tenisa i powiedziałem panu, że gdy oglądałem 13-letnią Igę w meczu z moją o rok starszą zawodniczką, to pierwszy raz pomyślałem, że Iga może kiedyś być numerem jeden i wygrywać turnieje wielkoszlemowe.
Oczywiście, że pamiętam.
– Szczerze panu powiedziałem, że choć takie myśli przyszły mi do głowy, to oceniałem, że szanse Igi na coś takiego wynoszą pół procenta, może góra jeden procent. A Więc teraz jestem zdziwiony, że Iga i Maja zmierzą się w meczu na takim poziomie, bo wiem, jak ogromna jest konkurencja w tenisie, jak dużo czynników determinuje poziom sportowy i jak mało prawdopodobne jest przez to, że w takim meczu spotkają się dwie dziewczyny z Polski, które rozwijały się w jednej grupie, które razem jeździły przez lata na wspólne turnieje. To naprawdę zadziwiające, że obie osiągnęły poziom mistrzowski w dorosłym tenisie. Oczywiście Iga dużo szybciej i jeszcze wyższy, ale dziś obie są znakomite.
Zobacz wideo Robert Lewandowski zaskoczył Igę Świątek. „Nie zdawała sobie sprawy”
Z drugiej strony pan jako ich trener w młodzieżowej reprezentacji Polski widział i w Idze, i w Mai pasję czy wręcz miłość do tenisa i obie mógł pan stawiać wszystkim innym dziewczynom za wzór tak pracowitości, profesjonalizmu i umiejętności, prawda? Oczywiście nawet mistrzostwo świata, jakie wspólnie zdobyły ogromnie trudno przełożyć ze sportu juniorskiego na seniorski, ale dziś może pan powiedzieć, że obie zasługują na to, co teraz mają, że sobie to pięknie wypracowały.
– Zdecydowanie! Ma pan rację. Z jednej strony jestem zdziwiony, a z drugiej nie. Od początku obie były wyjątkowe. Absolutnie ani z jedną, ani z drugą nie trzeba było przeprowadzać na jakichś odprawach czy na pogadankach tenisowych z dziećmi typowych rozmów motywujących. Tego w ogóle nie było ani z Igą, ani z Mają. Wszystko co robiły, starały się robić z jak największą jakością. Maja od początku była bardzo spokojna, bardzo skoncentrowana na wszystkim co robi, bardzo dbająca o każdy wzorzec ruchowy. Natomiast Iga była trochę inna, bo Iga bardzo często była trochę w swoim świecie, trzeba było ją od czasu do czasu tak obudzić, żeby zabrała się do pracy. Ale jak zaczynała pracować to było to naprawdę wybitne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Jeżeli chodzi o jakość pracy, jakość funkcjonowania od początku, od ich pierwszych turniejów, czyli najpierw do lat 12, potem do 14, to jeżeli spojrzymy na ich zaangażowanie i jego efekty, dziś nie możemy być zdziwieni, że osiągnęły mistrzowski poziom.
Rozmawiając z trenerem Jaroslavem Machowskim, pytałem czy wie, jaki jest dokładnie bilans meczów Mai z Igą i powiedział, że wie tylko o jednej wygranej Chwalińskiej i o jej kilku porażkach. Sama Maja kiedyś mówiła tak samo. Pan ma spisany jakiś bilans ich pojedynków?
– Oficjalnych meczów między nimi było mało. Pierwszy był w ramach turnieju Masters do lat 12, gdzie wygrała Maja. Potem był bodajże ćwierćfinał mistrzostw Polski do lat 14, gdzie wygrała Iga, a potem był pierwszy oficjalny w cyklu zawodowym. To było w Sztokholmie w 2016 roku, zaraz po tym jak wywalczyliśmy drużynowe mistrzostwo świata. Tam też wygrała Iga. I to by było na tyle. Oczywiście dziewczyny grały wiele sparingów na treningach, wiele gier kontrolnych i szkoleniowych. Ale taki prawdziwy mecz na punkty zagrają teraz ze sobą chyba dopiero czwarty. A pierwszy taki naprawdę wielki, wyjątkowy. I od razu mówię, że ja nie wiem, co się tam wydarzy. Bardzo ciężko to przewidzieć.
Zgadzam się. Moim zdaniem szanse są wyrównane, bo choć Iga jest wielką mistrzynią i ma już ogromne doświadczenie grania na takim poziomie, to Maja znów gra piękny tenis, a przy tym nie ma nic do stracenia, to nie na niej będzie presja, to nie w niej świat widzi faworytkę polskiego hitu.
– Ich mecz na pewno można nazwać derbami, a derby to są mecze wyjątkowe. Na pewno większa presja wynikowa jest po stronie Igi. Tu są oczekiwania. Maja ma tu łatwiej, a jednocześnie dzięki ogromnemu sukcesowi, jakim jest finał Rolanda Garrosa, ona już ma taką pewność siebie, że wcale nie musi się czuć w takim meczu jak typowy underdog, tylko może się poczuć, że też jest jedną z gwiazd w tym całym tenisowym cyrku, że jest w tej chwili prawie na równi z Igą. I z takim nastawieniem, bez tej presji, którą ma Iga, Maja może zyskać.
Myślę, że jedyna presja, jakiej Chwalińskiej może w tym meczu nie wytrzymać to presja czysto tenisowa ze strony Świątek wskakującej na swoje najwyższe obroty. Wyobrażam sobie, że Iga ze swoją fantastyczną intensywnością mogłaby zdominować Maję fizycznie. Ale absolutnie nie mówię, że tak będzie.
– Na pewno Maja nie wygra tego meczu, jeżeli będzie tylko grała z kontry. Musi też przejmować inicjatywę, musi być odważna i realizować swój pomysł na grę, a nie tylko gasić pożary powstałe po akcjach Igi. Maja musi połączyć kilka rzeczy. Z kontry gra doskonale. Potrafi bardzo dobrze wykorzystywać energię piłki od przeciwniczki, tak zwany load. Do tego gra doskonale kierunkowo i różnorodnie, miesza tę grę. I to wszystko musi znów pokazać. Jeśli pokaże, to Iga na pewno nie będzie miała łatwego zadania. A wręcz przeciwnie – może to być dla Igi bardzo deprymujące. Bo zauważmy, że zdarzały się jej ostatnio mecze, gdzie robiła dużo niewymuszonych błędów.
Daleko nie trzeba szukać. W ćwierćfinale z Ann Li popełniła 28 niewymuszonych błędów przy tylko 10 uderzeniach kończących. Rundę wcześniej z Ashlyn Krueger miała 27 własnych pomyłek przy dziewięciu winnerach. Całe szczęście, że Amerykanki myliły się bardziej – Li miała 13 winnerów i aż 49 niewymuszonych błędów, a bilans Kruger to było 16:46. I teraz porównajmy to z Chwalińską, która i z Sakkari (25:23) i z Jović (17:15) miała więcej winnerów niż niewymuszonych błędów. Poziom jej ćwierćfinału był dużo wyższy niż tego Igi, przecież Sakkari też skończyła mecz z bilansem na plusie (37 winnerów i 35 własnych błędów).
– To prawda. Niestety, Iga potrafi się zapomnieć. Brakuje jej precyzyjnego ustawiania się do piłek, zdarza jej się być zbyt nerwową w tych ustawieniach. Dlatego popełnia niewymuszone błędy nawet z piłek, które powinna spokojnie zagrać jaki piłki solidne, robocze. Niczego takiego nie powinna wyrzucać w aut, a robi to. Tenis jest taką grą, gdzie bardzo często między wygranym a przegranym jest bardzo mała różnica punktowa – jak patrzymy na końcowe statystyki, to widzimy, że w całym meczu ktoś wygrał tylko o trzy-cztery punkty więcej. Czasami po prostu Iga czysto matematycznie nie może wygrać meczu, w którym popełni 30 niewymuszonych błędów. Wielokrotnie o tym z Igą rozmawiałem. Nawet ostatnio, bo w tym roku w Rzymie mieliśmy okazję spotkać się w restauracji, ponieważ juniorski turniej na Foro Italico odbywa się dokładnie w tym samym miejscu i czasie, co seniorski [Weymann znów prowadzi kadrę Polek do lat 16], więc złapaliśmy się w restauracji i sobie porozmawialiśmy.
Przy ulubionym tiramisu Igi?
– Nie, przy steku. To była dobra, konkretna rozmowa. Mówiliśmy o tym balansie, który jest tak ważny, o większej precyzji w ustawianiu się do piłek. Skoro widzę, jak ważne jest, żeby Iga była w tym bardziej precyzyjna i spokojniejsza, to się z nią tym dzieję. Iga musi dbać o punkt trafienia i potrafi to robić. Potrafi bardzo fajnie, szybko, nisko i stabilnie pracować, a nie tak nerwowo, jak czasami jej się zdarza. Liczę, że pokaże to w meczu z Mają. Ja im obu życzę świetnego meczu i nie umiem powiedzieć, że którejś bardziej życzę zwycięstwa. Słowo! Kibicuję im, żeby zagrały świetny tenis.
I zapewne żeby później jedna z nich wygrała ten turniej.
– Oczywiście, po takim polskim święcie w półfinale wygrany turniej przez Polkę byłby pięknym dopełnieniem.
Na początku rozmowy pytałem o zdziwienie i puentując znów stwierdzę, że chyba nie będzie pan go czuł. Bez względu na to, która z pana byłych zawodniczek wygra polski półfinał.
– Tak, nie zdziwi mnie żaden wynik. Czy wygra Maja, czy Iga, wynik z pewnością będzie można łatwo merytorycznie wytłumaczyć. Swoje szanse ma Maja, która nie jest faworytką, a przy tym ma ogromne atuty w mieszaniu gry, co może wyprowadzać Igę z równowagi. Iga nigdy nie lubiła niskich piłek, szczególnie na forhend, a Maja takie gra. To znakomite mieszanie gry z jej strony naprawdę może Igę trochę wyprowadzać z równowagi. Ale absolutnie tak nie musi być. Iga potrafi zagrać w najwyższym światowym poziomie, potrafi zagrać genialnie i tak narzucić swoją grę wspaniałą motoryką, że Maja może nie mieć nic do powiedzenia. Może być bardzo agresywna, może iść ostro do przodu.
Właśnie o tym wcześniej mówiłem. Podsumowując: może nie zdziwiłby nas wynik typu 6:0, 6:1 dla Igi, natomiast tego typu zwycięstwo Mai chyba jednak jest mało prawdopodobne?
– Tak, dużo trudniej wyobrazić sobie tak okazałe zwycięstwo Mai. Natomiast samo to, że Maja wygra, jest w sumie tak samo prawdopodobne jak to, że wygra Iga.
Mecz Iga Świątek – Maja Chwalińska w półfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan w sobotę nie przed godziną 12.30. Transmisja w Canal+ Sport, relacja na żywo na Sport.pl.