...
Dom SportTak Polacy ruszyli po obronę złota ME. To musiało się wydarzyć

Tak Polacy ruszyli po obronę złota ME. To musiało się wydarzyć

przez admin

Polscy siatkarze zaczęli mistrzostwa Europy od zwycięstwa z Portugalią 3:0 (25:12, 25:18, 25:20) w Sofii. Zagrali jak walec, który ma tu rozjeżdżać kolejnych rywali w drodze do walki o obronę tytułu mistrza Europy. Drużyna Nikoli Grbicia ma okazję osiągnąć coś, co nie udało się nikomu od 21 lat. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Polacy nie przegrali meczu otwarcia ME siatkarzy już od dziewięciu lat. Wtedy zaliczyli wpadkę na początek fatalnego domowego turnieju na Stadionie Narodowym w Warszawie i ulegli z Serbami 0:3. Tym razem nie było takiej niespodzianki.

W meczu z dużo niżej notowanym rywalem – Portugalią, czyli 26. zespołem światowego rankingu – pokazali, dlaczego znów będą głównym faworytem do sięgnięcia po złoto tego turnieju. Nie ukrywajmy, że tylko trzy sety w tym spotkaniu nie były żadną niespodzianką – to raczej musiało się wydarzyć. Nie było idealnie, zdarzały się słabsze momenty, ale i takie, które pokazywały przeciwnikowi, że wiele tego popołudnia w Sofii nie ugra.

Zobacz wideo Liga Mistrzów? Mistrzostwo Anglii? Nie! „Jestem dumny z….”

Kłopoty z Portugalczykami byłyby sensacją. Ale Polacy szybko im odjechali

Takie mecze jak ten z Portugalią przypominają sytuację z jednego z wczesnych meczów ME Polaków za kadencji Vitala Heynena i słynny kadr, kiedy wymienił na boisku praktycznie całą szóstkę zawodników w jednym momencie. To spotkania, które dają szansę najlepszym na wejście w turniej i sprawdzenie swojej formy, ale nikt nie chce zostać w nich zaskoczony. Trzeba do nich podejść zadaniowo, wygrywać i budować pewność siebie na kluczową fazę rozgrywek.

I widać było, że właśnie z takim nastawieniem do gry weszli zawodnicy Nikoli Grbicia. Serb postawił na Bartłomieja Bołądzia w ataku, Marcina Komendę na rozegraniu, Bartłomieja Lemańskiego i Szymona Jakubiszaka na środku, Wilfredo Leona i Tomasza Fornala w przyjęciu, a także Jakuba Popiwczaka jako libero.

Portugalczycy grali z nami łącznie trzy międzynarodowe, oficjalne spotkania w XXI wieku. Wszystkie trzy przegrali i ugrali tylko jednego seta – na ME 2021. Gdyby sprawili jakiekolwiek kłopoty polskiemu zespołowi, mogliby już być z siebie zadowoleni. Ale już pierwsza partia wskazywała na to, że będzie o to bardzo trudno. To Polacy grali lepiej, wykorzystywali błędy rywali i szybko zbudowali sobie konkretny punktowy zapas (10:6, a potem 13:7). Przeciwnicy od tego momentu nie potrafili się do nich zbliżyć nawet na moment, a nasi zawodnicy tylko odjeżdżali.

Przy stanie 17:9 Grbić dał odpocząć Bołądziowi i Komendzie, sprawdzając podwójną zmianę z Kewinem Sasakiem i Janem Firlejem. Ale prawdziwą ozdobą końcówki tej partii była kiwka z sytuacyjnej piłki w dziurę w portugalskim bloku w wykonaniu Wilfredo Leona. Dała wynik 21:11, a chwilę później Polacy wygrali już seta do 12. To była przepaść.

Grbić chciał, żeby Polacy odpowiedzieli rywalom. Moment zawahania

Rywale musieli zacząć naciskać na drużynę Grbicia. Na początku drugiego seta posyłali w kierunku Polaków o wiele agresywniejsze zagrywki. Tak wywierali presję i kontrolowali pierwsze akcje – było najpierw 5:7, a potem 10:11. Mały moment zawahania w trakcie tego spokojnego dla Polaków meczu. Wtedy zareagował sam Grbić, który ewidentnie polecił swoim siatkarzom, żeby odpowiedzieli Portugalczykom.

I dostaliśmy polską kadrę grającą w bardzo podobny sposób, zaczynającą od pocisku na zagrywce i zamykającą odpowiednie przestrzenie rywalom. Dzięki temu nie tylko nie dali odjechać Portugalczykom, ale sami przejęli inicjatywę w meczu. I szybko z jednego punktu przewagi (12:11) zrobiły się cztery (17:13). Przeciwnicy coraz częściej się mylili i w ten sposób nie potrafili utrzymać się w grze o zwycięstwo w tej partii. Mogli grać bardzo dobrze w ataku, mieć swoje momenty w trakcie seta, ale i tak na koniec nie byli w stanie z nich w pełni skorzystać.

Na końcówkę Grbić postanowił znów nieco pozmieniać. Szansę na pierwsze zapoznanie z boiskiem w meczowych warunkach dostał Kamil Semeniuk, który wszedł na nie za Wilfredo Leona, a zmiana zadaniowa na zagrywce za Jakubiszaka wprowadziła na nie Artura Szalpuka.

Choć to Bartłomiej Bołądź chwilę później błysnął asem, który dał Polakom sześć piłek setowych. Gra przy pierwszej po ich stronie za bardzo się nie układała, ale po oddaniu piłki Portugalczykom to oni popełnili jeszcze większy błąd. Piłka spadła na boisko po ich stronie przez nieporozumienie, a set zakończył się wynikiem 25:18 dla Polski.

Zobacz inne