Rosjanie znów mogą się cieszyć. W dodatku mają podwójny powód do radości. Po pierwsze dlatego, że kolejna światowa federacja dopuszcza ich do rywalizacji, a po drugie, że już praktycznie nikogo to nie oburza. Ukraina pozostaje coraz bardziej osamotniona.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
W końcu ubiegłego tygodnia Rosjanom udało się zdobyć na arenie międzynarodowej kolejny przyczółek. World Archery, czyli dawna Międzynarodowa Federacja Łucznicza, ogłosiła, że rosyjscy sportowcy będą mogli uczestniczyć we wszystkich imprezach przez nią organizowanych na takich samych zasadach jak wszyscy inni. W ten sposób kolejny sport poszedł drogą zaleceń Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i dopuścił Rosjan do rywalizacji pod ich flagą i z ich hymnem. To, że ich kraj dalej okupuje część Ukrainy i dalej bombarduje ludność cywilną, już nie ma znaczenia. I znamienne jest to, jak reszta świata potraktowała wiadomość o decyzji World Archery.
Światowa federacja będzie naciskać na Europę
Wystarczy wpisać nazwę federacji do wyszukiwarki i kliknąć zakładkę „wiadomości”, żeby zobaczyć, iż miało to znaczenie dla portali na Ukrainie i kilku serwisów branżowych. Poza tym ani jedna duża światowa agencja prasowa, ani jedna ważna gazeta nie odnotowały, że kolejny olimpijski sport otwiera się na Rosjan i umożliwi im start nie tylko w nadchodzących mistrzostwach świata w amerykańskim Yankton, ale również w eliminacjach do igrzysk olimpijskich w 2028 roku w Los Angeles.
Wobec takiej znieczulicy Rosjanie triumfują i zamierzą jak na froncie zdobywać kolejne kawałki terenu w sportowej rywalizacji. Tym bardziej że takie organizacje jak World Archery stają się ich sojusznikami. W oświadczeniu federacji czytam przecież, że co prawda zniesienie sankcji dotyczy tylko imprez organizowanych przez World Archery, ale działacze będą „prowadzili dialog” również z europejską federacją łuków, aby także dopuszczenie Rosjan wdrożyła w rywalizacji na swoim terenie.
Rosjanie piszą o panice w Europie
Europa to właściwie jedyny kontynent, który jeszcze próbuje się opierać rosyjskiej ofensywie. Przed miesiącem ministrowie sportu z dziewięciu krajów Unii Europejskiej (Polska, Szwecja, Finlandia, Dania, Estonia, Łotwa, Litwa, Holandia, Rumunia) wystosowali do unijnego komisarza ds. sportu Glenna Micallefa list z wezwaniem do ograniczenia finansowania Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i innych organizacji, które dopuszczają Rosjan do rywalizacji sportowej.
Zobacz wideo Pia Skrzyszowska: Wyjeżdżam z tych mistrzostw bardziej zadowolona, niż myślałam, że będę
Niejako w reakcji na ten dokument rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego wydała w ubiegłym tygodniu oświadczenie, w którym napisała: „Unia Europejska jest gotowa zrobić wszystko, by zapobiec powrotowi Rosji do międzynarodowego sportu. Według informacji dostępnych dla Służby Wywiadu Zagranicznego, tak zwane europejskie elity są poważnie zaniepokojone decyzją MKOl o zniesieniu wszelkich ograniczeń wobec Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego i rosyjskich sportowców. Bruksela i inne europejskie stolice narzekają, że ruch MKOl bagatelizuje wieloletnie wysiłki Zachodu mające na celu «izolację» Rosji w sporcie międzynarodowym. Perspektywa pełnego udziału rosyjskich sportowców w Igrzyskach Olimpijskich 2028 w Los Angeles z flagą i hymnem narodowym budzi szczególne obawy, graniczące z paniką, wśród europejskich urzędników”.
Coraz dłuższa lista sportów dopuszczających Rosjan
Komentujący ten dokument Dmitrij Swiszczow, pierwszy wiceprzewodniczący Komitetu Dumy Państwowej ds. Kultury Fizycznej i Sportu, stwierdził: – MKOl musi wytrzymać tę europejską presję. Oczywiście naszym tak zwanym sąsiadom z Europy nie podoba się, że nasi sportowcy mogą brać udział w rywalizacji, oddzielając politykę od sportu. Europejczycy są z tego powodu wściekli, ale MKOl nie może się temu poddać, musi trzymać się swojego stanowiska. Przy okazji, widzimy, że jeśli nasi sportowcy startują na międzynarodowych zawodach, nie ma żadnych problemów – ani z bezpieczeństwem, ani z innymi kwestiami.