...
Dom SportPrzez ciernie do gwiazd. Jak Ekstraklasa przegapia talenty

Przez ciernie do gwiazd. Jak Ekstraklasa przegapia talenty

przez admin

Najlepszy strzelec Ekstraklasy przebijał się do niej aż z okręgówki. Kandydat do nagrody najlepszego piłkarza sezonu na dobre zaczął grać w elicie dopiero jako 27-latek. Najlepsi polscy zawodnicy w Ekstraklasie niekoniecznie wychowują się w wielkich akademiach. A skoro tak, skauci muszą poważniej traktować niższe ligi.

Karol Czubak z Motoru Lublin pierwszy raz w sezonie wysunął się na samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Jeśli utrzyma tę pozycję do końca, zostanie pierwszym od dziewięciu lat miejscowym królem strzelców polskiej ligi. Fakt, iż to właśnie on przełamuje niemoc polskich strzelców, ma walor edukacyjny dla całego rynku. Losy innych wyróżniających się Polaków z Ekstraklasy sugerują, że kluby wciąż po macoszemu traktują niższe polskie ligi.

Zobacz wideo Łukasz Turlej: „Będziemy walczyć o kolejne wydarzenia”

Polscy piłkarze stanowią w Ekstraklasie mniejszość. Dokładnie 43 proc. Ci, którzy się do niej przebili, dzielą się na dwie kategorie. Tych, którzy mieli szczęście wychować się w dobrej akademii dużego klubu i od początku szykowani byli do gry na najwyższym poziomie. Jeśli widzieli niższe szczeble polskiej piramidy, to tylko „zza szyby”, zbierając doświadczenia w rezerwach czy na wypożyczeniach. Gorzej urodzeni do Ekstraklasy musieli się przebijać przez Polskę powiatową. Nie mając żadnej gwarancji, że do wymarzonej elity kiedykolwiek dołączą. Co charakterystyczne, ci, którym się udało, często nie odstają, a wręcz należą do wyróżniających się postaci. To rodzi pytanie: dlaczego zostali odkryci tak późno?

Wzlot Kubiaka

Byłoby populizmem twierdzić, że przypadki podobne do Jakuba Błaszczykowskiego, który prosto z IV ligi, polecony przez znanego wujka, trafił do mistrzowskiej Wisły Kraków i nie odstawał, rodzą się na kamieniu. Najlepiej o tym, że tak nie jest, świadczy, że po 20 latach wciąż trzeba używać tego samego przykładu. Na niższym poziomie da się ich jednak znaleźć więcej. Znakomite wejście do Arki Gdynia notuje Oskar Kubiak, zeszłej wiosny grający jeszcze w III-ligowej Wdzie Świecie. Jesienią dla drugoligowego Sokoła Kleczew strzelił 14 goli. Rozpychając się teraz w Arce, pokazuje, że różnica poziomów wcale nie musi być taka wielka.

Kubiak ma szczęście, bo Polska usłyszała o nim, gdy miał 19 lat. Czubak przebijał się znacznie dłużej. W piłkarską dorosłość wchodził w okręgówce. Po seryjnie strzelanych golach w IV lidze z Jantaru Ustka wyciągnęła go drugoligowa Bytovia. Jedyny szczebel, jaki udało się mu pominąć, to makroregionalna III liga. Zdążył strzelić w seniorskiej piłce grubo ponad 100 goli, nim w wieku 25 lat zadebiutował w Ekstraklasie.

Owszem, gdy zaczął dziurawić siatki w I lidze, zrobiło się o nim na tyle głośno, że z Arki wyjechał do belgijskiej Ekstraklasy. Dziś jest kandydatem do sprawdzenia w kadrze podczas czerwcowego zgrupowania. Wprawdzie koledzy dworują sobie z jego techniki, nazywając jego przyjęcie „Kinder-niespodzianką” (bo nigdy nie wiadomo, gdzie spadnie piłka), ale instynkt pozwalający strzelać gole w okręgówce działa także w Ekstraklasie.

Zobacz inne