Zawartość
- 1 Łukasz Jachimiak: Tuż po Wielkanocy przeczytałem w mediach społecznościowych twój długi wpis. Pisałeś między innymi tak: „Czy czytacie czasem swoje komentarze, którymi stale mnie tu ‘obdarowujecie’? Nie żalę się, a poważnie zastanawiam, czy nie powinno niektórym być po prostu wstyd za to szambo, które tu wylewacie”. Dostajesz aż tak straszny hejt, że nie wytrzymałeś?
- 2 Mówisz o farmach trolli?
- 3 Pamiętam, że dwa lata temu pisano w mediach, że idziesz na policję i do sądu. Od tego czasu to wszystko pewnie jeszcze się nasiliło i procesować mógłbyś się w nieskończoność?
- 4 Jakie to są konkretnie groźby?
- 5 Czyli czytanie, że się nazywasz Odmóżdżonek i że ten Odmóżdżonek „za dużo razy dostał piłką w łeb” cię nie rusza, bo dostajesz znacznie mocniejsze wiadomości?
- 6 A ty na pewno wchodząc między wrony nie zacząłeś krakać, jak one? Nie jest tak, że robiąc coraz większą polityczną karierę siejesz wiatr, więc zbierasz burzę? Powiedz szczerze: żałujesz jakiejś swojej wypowiedzi, jakiegoś zachowania?
- 7 Warto go płacić?
- 8 Kiedyś było słynne osiem sekund milczenia kapitana Roberta Lewandowskiego, a teraz na pewno naliczyłbym co najmniej osiem sekund milczenia kapitana Możdżonka.
- 9 Nie odpowiedziałeś czy sam zrobiłeś coś złego, czy żałujesz. Rozumiem, że ważysz słowa, że bierzesz odpowiedzialność, ale może mimo wszystko była taka sytuacja, w której jako polityk zachowałeś się źle?
- 10 Podpowiem ci: wspierając w kampanii prezydenckiej Sławomira Mentzena, wystąpiłeś w spocie, w którym wykorzystano między innymi komentarze Tomasza Swędrowskiego i Piotra Dębowskiego, po czym obaj mówili mi, że źle im z tym, że zrobiłeś coś takiego bez zapytania ich o zgodę.
- 11 Mimo wszystko nie czułeś się nie w porządku wobec komentatorów, z którymi znasz się dzięki długiej siatkarskiej karierze?
- 12 Powiedziałeś, że warto zapłacić pewien podatek za możliwość robienia dużych, ważnych rzeczy. Kilka miesięcy temu dużo się mówiło, że możesz zostać doradcą prezydenta Karola Nawrockiego, a ty ucinałeś mówiąc „Nie potwierdzam i nie zaprzeczam”. Co powiesz teraz?
- 13 Właśnie zostałeś doradcą prezydenta, za rok pewnie będziesz posłem Konfederacji – jakie ty masz polityczne ambicje? Zapytam trochę jak w korporacjach na rozmowach o pracę: gdzie pan się widzi w polityce za pięć albo dziesięć lat?
- 14 Konkrety proszę – czy chciałbyś zostać kiedyś ministrem sportu? A może już zaraz, po wyborach w 2027 roku?
- 15 Odpowiem innym cytatem. „Marcin Możdżonek to siatkarz-filozof”. Autor: twój dawny kolega z boiska, Krzysztof Ignaczak.
- 16 On pierwszy to w tobie rozpoznał?
- 17 W którym momencie tak mocno postawiłeś na politykę? Pamiętam, jak mówiłeś, że w wyborach parlamentarnych w 2023 roku pięć partii proponowało ci miejsce na swoich listach, a ty nie skorzystałeś z żadnej propozycji. Co się takiego stało, że jednak wkrótce mocno wszedłeś w ten świat?
- 18 A czy w 2023 roku wśród partii proponujących ci miejsce w wyborach była Konfederacja?
- 19 Czyli zaledwie dwa lata wystarczyły ci, żebyś poczuł, że dojrzałeś do wstąpienia do partii?
- 20 Czyli mówiąc wprost: ludzie nie zagłosują na komitet Możdżonka tak chętnie, jak na komitet PO, PiS-u czy Konfederacji, bo Możdżonka w porównaniu z dużymi partiami zupełnie nie znają?
- 21 Wyobraźmy sobie, że w 2027 roku dostajesz się do parlamentu. Bo teraz już będziesz kandydował?
- 22 W porządku: wyobraźmy sobie, że wchodzisz, że zostajesz posłem Konfederacji. Zagwarantujesz, że nie staniesz się pół człowiekiem, pół guzikiem, tylko będziesz w głosowaniach używał swojego rozumu i sumienia?
- 23 Pamiętam, jak w bardzo ważnym meczu MŚ 2014 Polska pokonała Iran 3:2, a decydujący punkt zdobyłeś ty, blokiem. Na moje pytanie o tę akcję odpowiedziałeś wtedy szczerze, że trener Stephane Antiga chwilę wcześniej polecił ci pójść blokiem do innego zawodnika, ale ty zrobiłeś po swojemu, zdałeś się na instynkt.
- 24 Jakie opinie o Konfederacji ciebie jako jej członka najbardziej bolą? Że jesteście KonfedeRussia? Jak reagujesz na łatkę proputinowca?
- 25 Zabawna?
- 26 I jeszcze – jak prezydent Nawrocki – myśli, że chargé to imię czy nazwisko jakiegoś pana.
- 27 Wracając do Rosji i Putina – nie podejrzewam, że zaczniesz mówić piramidalne bzdury, jak panowie Maciak i Tymiński, ale chętnie się dowiem, co myślisz o Putinie.
- 28 Ale nie masz problemu, żeby powiedzieć, że Putin to zbrodniarz wojenny?
- 29 A Donald Trump to zbrodniarz wojenny? Wiem, że teraz mocno prowokuję doradcę prezydenta Nawrockiego.
- 30 A kim dla ciebie jest Trump? I jak patrzysz na jego wspólne działania z Benjaminem Netanjahu?
- 31 Co do Trumpa, to czy możemy się zgodzić, że postępuje w taki sposób i jest takim człowiekiem, że nie warto być w niego tak wpatrzonym, jak prezydent Nawrocki? Gdybyś miał prezydentowi powiedzieć czy warto ubierać się w odzież ze swoim przekręconym przez Trumpa nazwiskiem („Nałroki zapisane jako „NOWROCKY”), to chyba nie stwierdziłbyś, że tak?
- 32 Nie wiem czy jako doradca popieranego przez PiS prezydenta dostaniesz nagrodę za taki symetryzm.
- 33 Tyle mówisz o wielkiej polityce, że aż zaczynam się bać czy jeszcze masz czas, żeby myśleć i mówić o sprawach myśliwych, o które wiele razy mocno walczyłeś jako prezes Naczelnej Rady Łowieckiej.
- 34 Sprawdźmy. Opowiem ci dowcip uznany za najlepszy na świecie i zobaczymy, jak zareagujesz, dobrze?
- 35 Dwóch myśliwych jest na polowaniu, nagle jeden pada, kolega próbuje go ocucić, ale nie jest w stanie, więc dzwoni na numer alarmowy. – Halo, mój przyjaciel chyba nie żyje – mówi. – Co mam robić? – pyta dyspozytora. – Czy może się pan upewnić, że pański przyjaciel nie żyje? – padania pytanie do myśliwego. Po chwili słychać strzał. – Już – mówi myśliwy.
- 36 I co? Wkurza cię, że ludzi coś takiego śmieszy?
- 37 Co jest tą manipulacją?
- 38 Teraz naprawdę gorzko zażartuję: a może nasi myśliwi też są najbardziej niedouczeni na świecie, skoro mylą ludzi z dzikami?
- 39 A propos wypadków komunikacyjnych – mówienie o pomyleniu człowieka z dzikiem kojarzy mi się równie fatalnie, jak wypowiedź bogatego kierowcy o tym, że po zderzeniu z prowadzonym przez niego pędzącym superautem dwie kobiety zginęły, bo jechały trumną na kółkach.
- 40 Zdaje się, że proporcje są odwrotne niż w Norwegii.
- 41 Ty ciągle polujesz?
- 42 No właśnie dlatego pytam, czy nie rzucisz łowiectwa, polując na coraz lepsze kąski w polityce?
- 43 W jakim wieku masz synów?
- 44 Na polowania nie możesz ich zabierać?
Kiedyś Marcin Możdżonek był kapitanem siatkarskiej reprezentacji Polski i wywalczył z nią m.in. złote medale mistrzostw świata i Europy. Dziś jest politykiem Konfederacji i właśnie został doradcą prezydenta RP Karola Nawrockiego. – Wszedłem do polityki po to, żeby coś robić. Pół człowiek, pół guzik to nie ja – przekonuje Możdżonek w rozmowie ze Sport.pl.
Marcin Możdżonek przez lata był kapitanem siatkarskiej reprezentacji Polski. Wywalczył z nią między innymi złote medale mistrzostw świata (2014) i Europy (2009). Jeszcze w 2020 roku był sportowcem. A w ostatnich latach robi coraz większą karierę polityczną.
Zobacz wideo
W 2023 roku Możdżonek został prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej. W 2024 roku chciał zostać prezydentem Olsztyna, a ostatecznie stał się radnym miejskim. W roku 2025 najpierw poparł Sławomira Mentzena w wyborach na prezydenta RP, a tuż po wyborach dołączył do partii Nowa Nadzieja, która wchodzi w skład Konfederacji.
– Przy prezydencie Nawrockim właśnie została stworzona nowa rada, a ja mam przyjemność i zaszczyt być w niej doradcą prezydenta do spraw klimatu i środowiska. To dla mnie dużo znaczy – mówi teraz Możdżonek w rozmowie ze Sport.pl. I dodaje, że w polityce chce po sobie coś pozostawić, tak jak pozostawił w sporcie.
Co to znaczy? Czy Możdżonek za rok stanie się posłem, a może nawet ministrem sportu? Choć z tego, co mówi i co robi być może wynika, że marzy mu się inny resort – klimatu i środowiska.
Łukasz Jachimiak: Tuż po Wielkanocy przeczytałem w mediach społecznościowych twój długi wpis. Pisałeś między innymi tak: „Czy czytacie czasem swoje komentarze, którymi stale mnie tu ‘obdarowujecie’? Nie żalę się, a poważnie zastanawiam, czy nie powinno niektórym być po prostu wstyd za to szambo, które tu wylewacie”. Dostajesz aż tak straszny hejt, że nie wytrzymałeś?
Marcin Możdżonek: Dostaję najgorszy hejt polityczny. Można powiedzieć „wchodzisz między wrony, kraczesz jak i one”. Ale ja się z tym nie zgadzam. Ta nienawiść, zapalczywość, jest przerażająca. Nie rozumiem, jak ludzie w święta, zamiast spędzić czas z bliskimi i zrobić cokolwiek fajnego, siedzą po kilkanaście godzin i tłuką takie komentarze. Zastanowiło mnie, jak można tak bezrefleksyjnie uderzać w drugiego człowieka. To jest niewiarygodne. Tylko guru polityczny albo guru z jakiejś sekty komentatorskiej da znak, a wszyscy ruszają i nalot dywanowy robią. To jest niewiarygodne. Ja się nie boję dyskusji, nie boję się krytyki, nie boję się innych opinii, bo każdy ma prawo je mieć i to jest właśnie super, że każdy ma swoją opinię. Ale dlaczego ludzie na innych napadają? OK, wiem, że używa się różnej retoryki, zwłaszcza w polityce. Że kreuje się pewne narracje, że mówi się przekazem dnia danej partii. Ale to wszystko poszło za daleko.
Naprawdę często widać, że istnieje to, w co kiedyś nie wierzyłem. Kiedyś myślałem, że to plotki, wręcz wymysły, ale teraz wiem, że naprawdę są w mediach społecznościowych konta zadaniowe, które na zlecenie piszą najpodlejsze rzeczy.
Mówisz o farmach trolli?
– Tak. Teraz już wiem, że te farmy są po jednej i po drugiej stronie naszej polityki. W tym moim wpisie, który cytowałeś, odniosłem się tylko do jednej ze stron, ostatnio bardziej u mnie aktywnej. Ale ci tak zwani „Prawi kohani” też mnie bardzo mocno atakowali. Jedną panią nawet podałem do sądu.
Pamiętam, że dwa lata temu pisano w mediach, że idziesz na policję i do sądu. Od tego czasu to wszystko pewnie jeszcze się nasiliło i procesować mógłbyś się w nieskończoność?
– Tak, bo tamte sprawy jeszcze się ciągną, a dochodzą nowe. Obrażanie odpuszczam, uznając, że to świadczy o tych, którzy obrażają. Ale groźby karalne zgłaszam.
Jakie to są konkretnie groźby?
– Wszystkie możliwe. Pełen wachlarz.
Czyli czytanie, że się nazywasz Odmóżdżonek i że ten Odmóżdżonek „za dużo razy dostał piłką w łeb” cię nie rusza, bo dostajesz znacznie mocniejsze wiadomości?
– Jak ktoś pisze takie rzeczy, to po prostu wiem, że dobrze robię, że mam rację, a tego kogoś to boli oraz że ten ktoś nie ma argumentów, żeby się ze mną merytorycznie spierać. Natomiast jeśli ktoś grozi śmiercią mi czy moim dzieciom, to zawsze muszę brać pod uwagę, że wizja spełnienia tej groźby może być realna. A więc wtedy muszę działać, wtedy trzeba zachować środki ostrożności.
Wiesz, co jest najbardziej przygnębiające? Że politycy z pierwszych stron gazet nawołują do najgorszych rzeczy. Przykładem poseł Litewka, który potrafił pytać swoich zwolenników czy ktoś jest z Olsztyna, bo ja jestem z Olsztyna. To było pisanie w stylu „wiecie, co macie z nim zrobić”. Przecież to jest podżeganie. A później jest chowanie się za immunitetem.
A ty na pewno wchodząc między wrony nie zacząłeś krakać, jak one? Nie jest tak, że robiąc coraz większą polityczną karierę siejesz wiatr, więc zbierasz burzę? Powiedz szczerze: żałujesz jakiejś swojej wypowiedzi, jakiegoś zachowania?
– Nie. Bo staram się bardzo ważyć słowa. I biorę odpowiedzialność za to, co powiem oraz napiszę. Natomiast nie mogę wziąć odpowiedzialności za to, jak ktoś to zrozumie i zinterpretuje. Wiem, że bycie w życiu publicznym, zajmowanie eksponowanego stanowiska, a zwłaszcza bycie na świeczniku, wiąże się z tego rodzaju rzeczami. Jest to pewien podatek od pełnionej funkcji.
Warto go płacić?
– Hmm…
Kiedyś było słynne osiem sekund milczenia kapitana Roberta Lewandowskiego, a teraz na pewno naliczyłbym co najmniej osiem sekund milczenia kapitana Możdżonka.
– Bo zadałeś dobre pytanie, a ja chcę uczciwie odpowiedzieć. Myślę, że na tę chwilę moja odpowiedź brzmi „tak”. Myślę, że warto, bo jednak perspektywa zrobienia czegoś dużego, czegoś dobrego, czegoś ponad to wszystko, jest bardzo realna.
Nie odpowiedziałeś czy sam zrobiłeś coś złego, czy żałujesz. Rozumiem, że ważysz słowa, że bierzesz odpowiedzialność, ale może mimo wszystko była taka sytuacja, w której jako polityk zachowałeś się źle?
– Pewnie tak, pewnie była. Ale teraz, na szybko, nic takiego nie przychodzi mi do głowy. Musiałbym dłużej pogrzebać w pamięci, a może nawet zrobić przegląd swoich wpisów.
Podpowiem ci: wspierając w kampanii prezydenckiej Sławomira Mentzena, wystąpiłeś w spocie, w którym wykorzystano między innymi komentarze Tomasza Swędrowskiego i Piotra Dębowskiego, po czym obaj mówili mi, że źle im z tym, że zrobiłeś coś takiego bez zapytania ich o zgodę.
– Cała sytuacja została wyjaśniona z Polsatem, bo to tylko Polsat mógł rościć sobie prawa do tego, co zostało użyte w spocie wyborczym. A za spot wyborczy odpowiadał komitet wyborczy. Ja tego spotu nie tworzyłem, byłem jego częścią.
Mimo wszystko nie czułeś się nie w porządku wobec komentatorów, z którymi znasz się dzięki długiej siatkarskiej karierze?
– Tak, znam ich, ale nie uważam, żebym musiał pytać o zgodę na użycie czegoś, do czego też mam prawo. To była praca zespołowa, sukcesy odniosła drużyna, ale ja też byłem jej integralną częścią. W tym spocie nie było żadnych konotacji, że reprezentacja Polski popiera konkretnego kandydata, że Polsat popiera, tylko było pokazanie, że ten gość, który tam był, teraz robi coś innego.
Powiedziałeś, że warto zapłacić pewien podatek za możliwość robienia dużych, ważnych rzeczy. Kilka miesięcy temu dużo się mówiło, że możesz zostać doradcą prezydenta Karola Nawrockiego, a ty ucinałeś mówiąc „Nie potwierdzam i nie zaprzeczam”. Co powiesz teraz?
– Przy prezydencie Nawrockim właśnie została stworzona nowa rada, a ja mam przyjemność i zaszczyt być w niej doradcą prezydenta do spraw klimatu i środowiska. To dla mnie dużo znaczy.
Właśnie zostałeś doradcą prezydenta, za rok pewnie będziesz posłem Konfederacji – jakie ty masz polityczne ambicje? Zapytam trochę jak w korporacjach na rozmowach o pracę: gdzie pan się widzi w polityce za pięć albo dziesięć lat?
– Chcę jak najbardziej wzmocnić swoją pozycję poprzez naukę, poprzez zbieranie doświadczenia, poprzez poszerzanie swoich kompetencji. Wszystko po to, żeby móc budować formacje polityczne tak, żeby miały realny wpływ, żeby ułatwiały nam wszystkim życie. Chcę dążyć do tego, żeby być jak najwyżej to możliwe dla moich kompetencji i umiejętności. Bo nie boję się odpowiedzialności i lubię wyzwania. Nie boję się żadnych wyzwań.
Konkrety proszę – czy chciałbyś zostać kiedyś ministrem sportu? A może już zaraz, po wyborach w 2027 roku?
– Niestety, muszę odpowiedzieć jak polityk. Odpowiadam więc tak: polityk musi być gotowy na każdy scenariusz i na każde okoliczności, jakie przyniesie mu życie. Bo w polityce jest trochę tak jak mówił Marek Aureliusz: „Jeżeli coś staje na twojej drodze, to staje się drogą”. Uważam, że w polityce tak musi być, że trzeba być na wszystko gotowym.
Odpowiem innym cytatem. „Marcin Możdżonek to siatkarz-filozof”. Autor: twój dawny kolega z boiska, Krzysztof Ignaczak.
– Ha, ha!
On pierwszy to w tobie rozpoznał?
– Pierwszy to głośno powiedział.
W którym momencie tak mocno postawiłeś na politykę? Pamiętam, jak mówiłeś, że w wyborach parlamentarnych w 2023 roku pięć partii proponowało ci miejsce na swoich listach, a ty nie skorzystałeś z żadnej propozycji. Co się takiego stało, że jednak wkrótce mocno wszedłeś w ten świat?
– Plan na politykę miałem od dawna. Interesowałem się nią, byłem na bieżąco, ale chciałem wejść do niej na własnych zasadach. I to zrobiłem. Wszedłem bez pomocy partyjnej. Przyszedłem z samorządu, doświadczenia nabieram jako radny miejski, z własnego komitetu [w 2024 roku Możdżonek startował z niego w wyborach na prezydenta Olsztyna – red.]. Wszystko zawdzięczam sobie i ludziom, którzy ze mną współpracowali, startowali ze mną całą ekipą, sztabem. Wszedłem do polityki po to, żeby coś robić, a nie po to, żeby w niej tkwić. Pół człowiek, pół guzik to nie ja. Ale to dwie trzecie sejmu. Niestety, większość stanowią tam ludzie, którzy tylko podnoszą rękę zgodnie z tym, co dostaną na kartce. Taki mamy system parlamentarny w Polsce, nie oszukujmy się. Ja chcę być tym, który coś po sobie zostawi. Pozostawiłem coś po sobie w sporcie i to samo chcę zrobić w polityce. Teraz jestem gotowy, a gdy były poprzednie wybory parlamentarne, jeszcze gotowy się nie czułem. I jeszcze wtedy nie wszystkie sprawy prywatne miałem tak poukładane, żeby się polityką zająć w pełni.
A czy w 2023 roku wśród partii proponujących ci miejsce w wyborach była Konfederacja?
– Tak, była.
Czyli zaledwie dwa lata wystarczyły ci, żebyś poczuł, że dojrzałeś do wstąpienia do partii?
– Tak. Bo zrozumiałem też – chociażby przez kampanię samorządową – że jeśli w polityce chce się grać na duże bramki, to trzeba grać drużynowo. To jest dużo trudniejsze niż w sporcie, ale i w polityce takie granie musi być.
Czyli mówiąc wprost: ludzie nie zagłosują na komitet Możdżonka tak chętnie, jak na komitet PO, PiS-u czy Konfederacji, bo Możdżonka w porównaniu z dużymi partiami zupełnie nie znają?
– Zgadza się. Każdy doświadczony polityk potwierdzi, że samemu się tego świata nie zawojuje. To jest bardzo trudne, jeżeli chodzi o czas, jeżeli chodzi o zasoby finansowe, ludzkie i inne. To wręcz niemożliwe. Żeby zarejestrować komitet w całym kraju, trzeba przynajmniej 960 nazwisk na listach. To jest mega trudne. Po prostu trzeba z kimś połączyć siły.
Wyobraźmy sobie, że w 2027 roku dostajesz się do parlamentu. Bo teraz już będziesz kandydował?
– Finalna decyzja jeszcze nie zapadła, ale taki jest plan.
W porządku: wyobraźmy sobie, że wchodzisz, że zostajesz posłem Konfederacji. Zagwarantujesz, że nie staniesz się pół człowiekiem, pół guzikiem, tylko będziesz w głosowaniach używał swojego rozumu i sumienia?
– Ha! Dobre, dobre! Sprawa wygląda tak: będąc w tej formacji, w jakiej jestem, mam ogromną swobodę wypowiedzi, ogromną swobodę interpretacji, dowolność w wypowiadaniu się. Nie ma co do tego żadnych zarzutów ze strony kogokolwiek z partii. Występuję w różnych telewizjach, od lewa do prawa i próbuję przekazywać swoje myśli, poglądy. One w dużej mierze są zbliżone do liderów naszej partii. Jeżeli chodzi o głosowania, to załóżmy, że wchodzę do parlamentu, że moja formacja wchodzi i tworzy koalicję rządzącą. No nie da się tego wykluczyć. I wtedy na etapie tworzenia koalicji umawiamy się – i to jest właśnie polityka – na pewne wspólne tematy z koalicjantami, które musimy robić. No i wiadomo, że jeżeli jest umowa, to „Pacta sunt servanda” [„Umów należy dotrzymywać” – red.]. Ale wcześniej musi być dyskusja. A jeżeli projekt jest tylko mojej formacji, to wtedy wewnętrznie ustalamy, jak coś robimy. To jest właśnie gra drużynowa – nie zawsze każdemu zawodnikowi podoba się taktyka w meczu, ale jeżeli w szatni taktyka została ustalona, że gramy na jednego, to gramy na tego konkretnego, a nie na drugiego.
Pamiętam, jak w bardzo ważnym meczu MŚ 2014 Polska pokonała Iran 3:2, a decydujący punkt zdobyłeś ty, blokiem. Na moje pytanie o tę akcję odpowiedziałeś wtedy szczerze, że trener Stephane Antiga chwilę wcześniej polecił ci pójść blokiem do innego zawodnika, ale ty zrobiłeś po swojemu, zdałeś się na instynkt.
– No tak, ale to są jednostkowe przypadki potwierdzające regułę. Ja się nie sprzeciwiłem całej strategii i taktyce trenera, tylko tej pojedynczej akcji. Czasami pojedyncze głosowanie nie będzie takie, jak by sobie przełożeni tego życzyli.
Jakie opinie o Konfederacji ciebie jako jej członka najbardziej bolą? Że jesteście KonfedeRussia? Jak reagujesz na łatkę proputinowca?
– Ta łatka jest najgłupsza i zarazem najbardziej zabawna.
Zabawna?
– Tak, bo to tylko efekt spinu, narracji, którą narzucają przeciwnicy polityczni i to ci, którzy są najbardziej prorosyjscy. To są słowa, a ja patrzę na czyny. A teraz mam większą wiedzę, jako student prawa międzynarodowego na UW i widzę, kto jak działał, jakie podpisywał umowy, z jakimi organizacjami międzynarodowymi. Widzę, kto jak działał z Rosją, znamy umowy gazowe, wiemy, co robiły Niemcy i kto z nimi współpracował w tych materiach. Widzę po prostu, kto realnie jest prorosyjski czy kto jest wręcz rusofilem. Ja patrzę na wszystko w myśl realpolitik [z niem. polityka realistyczna oparta na kalkulacji siły i interesów narodowych – red.], a nie pobożnych życzeń. My jako państwo w realpolitik jesteśmy bardzo słabi. Wręcz niewiarygodnie słabi. Nie wykorzystujemy swoich atutów, nie wykorzystujemy swojego potencjału, zadowalamy się byle deklaracją, miłym słowem, ładnym zdjęciem, poklepaniem po plecach, podczas gdy inni robią interesy. Wszystkie delegacje liczących się krajów europejskich, i też dużo mniejszych od nas, mają zawsze korpus dyplomatyczny z ambasadorem, czy z chargé d’affaires, czy z konsulem, a za nimi się zawsze ciągną attaché wojskowi, biznesmeni, pracownicy ministerstwa. Natomiast u nas często ktoś jedzie w pojedynkę.
I jeszcze – jak prezydent Nawrocki – myśli, że chargé to imię czy nazwisko jakiegoś pana.
– Nie sądzę żeby prezydent tak myślał. Ale musimy wzmacniać naszą państwowość. Bez względu na to, kto jakie ma poglądy. One naprawdę w pewnych kwestiach są zupełnie drugorzędne albo w ogóle nieistotne. Od bardzo dawna obserwuję politykę i jak bardzo daleko jest mi do lewicy, na przykład do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, którego już nie ma, tak uważam, że mimo ich wszystkich ułomności, niezgodności z moimi poglądami, czy tych wszystkich powiązań, to w Polsce po przemianach działali tak, że w tych działaniach była także perspektywa propaństwowa. I za to konkretnie należy im się uznanie. To trzeba oddać. Życzyłbym sobie, żeby każda partia miała taką perspektywę w polityce zagranicznej. Niestety, dziś ważniejsze są interesy partyjne niż państwowe.
Wracając do Rosji i Putina – nie podejrzewam, że zaczniesz mówić piramidalne bzdury, jak panowie Maciak i Tymiński, ale chętnie się dowiem, co myślisz o Putinie.
– To dyktator. A każda dyktatura kończy się tak samo. Czyli z każdą upływającą chwilą tej dyktatury, z poszerzaniem swoich wpływów, musi dochodzić do podejmowania coraz to gorszych decyzji dla obywateli i dla wszystkich sąsiadów dookoła. Putin musi używać coraz mocniej wewnętrznego aparatu represji na dziennikarzy i na opozycję, łącznie z morderstwami.
Każdy, kto choć trochę zna historię, czyli każdy, kto choć trochę uważał na lekcjach w szkole podstawowej, wie, że Rosja przynajmniej od 300 lat jest naszym największym wrogiem. I rozumie, że oni chcą mieć swoją strefę wpływów na Odrze. Przecież „Małą Moskwę”, czyli Legnicę, rosyjskie wojska opuściły dopiero w 1993 roku. Rosja cały czas jest dla nas zagrożeniem i trzeba z nią grać zawsze twardo i ostro. Ale żeby to robić, trzeba wzmacniać swoją państwowość, trzeba dbać o przedsiębiorczy naród, który będzie mógł się rozwijać, o naszą naukę, o to, żebyśmy się wzbogacali, żebyśmy mieli lepsze firmy, o to, żebyśmy zrobili w końcu deregulację przepisów – w takim zakresie, w jakim trzeba, nie całkowitym, bo nie mówimy tu o anarchii – to na przykład nasz przemysł zbrojeniowy ruszy z kopyta i będziemy mogli w końcu stawiać jakieś warunki. Jestem za tym, żeby wzmacniać naszą armię, żeby grać nią na arenie międzynarodowej. Bo wojsko to jest ważne narzędzie. Choć wojny zaczynają i kończą politycy, a armią się tylko posługują. Na koniec to wielcy tego świata siadają do rozmów. A ja bym chciał, żebyśmy i my w takich rozmowach uczestniczyli. Bo inaczej zawsze będziemy trzecią ligą.
Wracając do Putina, to mam o nim jak najgorsze zdanie, ale wolę się skupiać na tym, co my powinniśmy zrobić, żeby się wzmocnić, niż czczo gadać o Putinie.
Ale nie masz problemu, żeby powiedzieć, że Putin to zbrodniarz wojenny?
– Tak, to zbrodniarz wojenny. I takich zbrodniarzy mamy teraz na świecie przynajmniej kilku.
A Donald Trump to zbrodniarz wojenny? Wiem, że teraz mocno prowokuję doradcę prezydenta Nawrockiego.
– Nie sądzę, żeby Trump był zbrodniarzem wojennym. To nie jest zgodne z obowiązującymi definicjami i z prawem międzynarodowym.
A kim dla ciebie jest Trump? I jak patrzysz na jego wspólne działania z Benjaminem Netanjahu?
– Netanjahu jest zbrodniarzem wojennym i jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny listem gończym, ale oczywiście ma immunitet i jest nie do ruszenia. A przecież to, co się dzieje w tamtej części świata, to jest eksterminacja narodu. I na to nie ma zgody żadnego cywilizowanego człowieka.
Co do Trumpa, to czy możemy się zgodzić, że postępuje w taki sposób i jest takim człowiekiem, że nie warto być w niego tak wpatrzonym, jak prezydent Nawrocki? Gdybyś miał prezydentowi powiedzieć czy warto ubierać się w odzież ze swoim przekręconym przez Trumpa nazwiskiem („Nałroki zapisane jako „NOWROCKY”), to chyba nie stwierdziłbyś, że tak?
– To są sprawy prezydenta Nawrockiego. Uznał, że tak zrobi i dopiero w długim terminie okaże się, czy było warto. Ale na pewno generalnie my jako naród źle rozgrywamy sytuację. Z jednej strony mamy prezydenta Nawrockiego, który ma świetne relacje z Trumpem i mamy drugą stronę sceny politycznej, czyli premiera Tuska, który ma – w cudzysłów to weźmy – dobre relacje z Unią Europejską. I dlaczego nie potrafimy tego wykorzystać? Możemy grać dobrego i złego policjanta, powinniśmy grać na dwóch różnych fortepianach, ale nie chcemy. Bo gramy na interesy partyjne, a nie na interes państwowy. Mamy duopol PiS-u i Platformy, i to trwa już wiele lat.
Nie wiem czy jako doradca popieranego przez PiS prezydenta dostaniesz nagrodę za taki symetryzm.
– Nie oczekuję nagrody, ale wiem, że w Polsce jest coraz więcej milionów ludzi myślących zdrowo. Że coraz więcej jest ludzi, których nie interesuje wódz partyjny. I myślę, że wybory w 2027 roku to pokażą. Że to one będą najważniejsze ze wszystkich po roku 1989, a nie te z 2023 roku, o których tak mówiono.
Tyle mówisz o wielkiej polityce, że aż zaczynam się bać czy jeszcze masz czas, żeby myśleć i mówić o sprawach myśliwych, o które wiele razy mocno walczyłeś jako prezes Naczelnej Rady Łowieckiej.
– Zapewniam, że tu nic się nie zmieniło.
Sprawdźmy. Opowiem ci dowcip uznany za najlepszy na świecie i zobaczymy, jak zareagujesz, dobrze?
– Dawaj.
Dwóch myśliwych jest na polowaniu, nagle jeden pada, kolega próbuje go ocucić, ale nie jest w stanie, więc dzwoni na numer alarmowy. – Halo, mój przyjaciel chyba nie żyje – mówi. – Co mam robić? – pyta dyspozytora. – Czy może się pan upewnić, że pański przyjaciel nie żyje? – padania pytanie do myśliwego. Po chwili słychać strzał. – Już – mówi myśliwy.
– Znałem to.
I co? Wkurza cię, że ludzi coś takiego śmieszy?
– Nie, nie wkurzam się, mam duży dystans do tego. Każdy ma prawo sobie żartować. Jakkolwiek by to nie było sarkastyczne, nie mam z tym większego problemu. Ale za to mam problem z narracją, którą wykorzystuje tak zwana druga strona. Mówię o aktywistach, nie mylić z ekologami, bo żaden ekolog z dyplomem nigdy nie będzie się podpinał po liczne manipulacje faktami. Aktywiści manipulują faktami, a są bardzo sprawni w mediach, są bardzo mocno osadzeni chociażby w TVN-ie.
Co jest tą manipulacją?
– Społeczeństwo jest po prostu oszukiwane, okłamywane, bo gospodarkę łowiecką prowadzi się wszędzie, w każdym zakątku świata, w takiej czy w innej formie, i my w Polsce też musimy ją prowadzić. Fakty są takie, że każdy posiłek, który zjadamy, jest uzależniony od gospodarki łowieckiej – każdy, i posiłek mięsny, i wegański. Hodując żywy inwentarz, czy uprawiając pola, zboża, warzywa, cokolwiek, jesteś zależny od tego, czy zwierzyna nie wchodzi ci w szkodę. Odnoszę wrażenie, że wszędzie na świecie ludzie to rozumieją, a tylko u nas jest taka fiksacja na punkcie myślistwa. U nas społeczeństwo nie ma podstawowej wiedzy o łowiectwie.
Teraz naprawdę gorzko zażartuję: a może nasi myśliwi też są najbardziej niedouczeni na świecie, skoro mylą ludzi z dzikami?
– Oczywiście, że nie da się pomylić człowieka z dzikiem. To są kłamstwa tych, którzy chcą się jakoś wybronić. Zawsze to powtarzam. Oskarżeni mogą kłamać, konfabulować, szukać swojej linii obrony i oskarżeni często z tego korzystają. Ale powiedzmy, że wypadki na polowaniach nie zdarzają się często, tylko zdarzają się bardzo, bardzo rzadko. Te przypadki są bardzo mocno rozdmuchiwane. Statystycznie w całej Polsce mamy dwa wypadki śmiertelne rocznie. To o dwa za dużo, to jest zawsze tragedia tych bezpośrednich uczestników, ich rodzin i całych społeczności. Ale to są wypadki. Wypadki zdarzają się wszędzie, gdzie działa człowiek – w drodze do szkoły, do pracy, w komunikacji zbiorowej i indywidualnej. Na polowaniach jest ich najmniej – to są dwa śmiertelne wypadki rocznie na pięć milionów polowań.
A propos wypadków komunikacyjnych – mówienie o pomyleniu człowieka z dzikiem kojarzy mi się równie fatalnie, jak wypowiedź bogatego kierowcy o tym, że po zderzeniu z prowadzonym przez niego pędzącym superautem dwie kobiety zginęły, bo jechały trumną na kółkach.
– Ten wypadek bardzo mocno mnie dotknął prywatnie, bo kojarzę tych ludzi, jeżdżę tą drogą przynajmniej raz w tygodniu, odwiedzając swoją babcię. Ręce mi opadły, jak usłyszałem tę wypowiedź.
Wracając do łowiectwa – ubolewam nad tym, że nikt w Ministerstwie Edukacji nawet nie kiwnie palcem, żeby dzieci były uczone podstaw w szkole podstawowej, a nawet już w przedszkolu. W Skandynawii mamy 80 proc. akceptacji dla łowiectwa. A w Polsce?
Zdaje się, że proporcje są odwrotne niż w Norwegii.
– W Norwegii jest 350 tysięcy myśliwych na pięć i pół miliona mieszkańców. A w Polsce mamy aż 38 milionów ludzi i zaledwie 134 tysiące myśliwych. W Skandynawii normą jest, że do szkoły trafia upolowany na przykład łoś, a dzieci go skórują, porcjują i zabierają mięso do domu. Wiedzą, że to jest natura, że tak ten świat działa. Wiedzą, jaką pracę trzeba wykonać, żeby później sobie kawałek mięsa usmażyć w formie steka. Oczywiście można też pójść do restauracji i zapłacić za zabicie swoich wyrzutów sumienia za zrobienie tych wszystkich rzekomo złych rzeczy koniecznych, żeby zjeść mięso.
Ty ciągle polujesz?
– Przez łowiectwo nie mam czasu na polowania. Praca prezesa Rady Łowieckiej jest bardzo zajmująca. A mam też inne obowiązki – radnego w Olsztynie i ogólnie polityczne.
No właśnie dlatego pytam, czy nie rzucisz łowiectwa, polując na coraz lepsze kąski w polityce?
– Na pewno nie. Bo to jest styl życia, który był we mnie od zawsze. To we mnie grało. Zrobiłem uprawnienia już kilkanaście lat temu i wiem, że to zostanie ze mną do końca życia. I będę starał się zarażać tym swoich synów. Bo uważam, że jest to właściwa droga. A co do polityki, to wielu ministrów tego rządu łączy bycie myśliwym z byciem ministrem, nawet konstytucyjnym. Więc ja też dam radę łączyć.
W jakim wieku masz synów?
– Szkolno-przedszkolnym.
Na polowania nie możesz ich zabierać?
– Nie, bo jest przepis, że osoby niepełnoletnie nie mogą uczestniczyć biernie w polowaniach. W Skandynawii możesz aktywnie polować, mając 15 lat i będąc pod opieką dorosłego, a u nas do 18. roku życia nie możesz wyjść do lasu, żeby tata, mama czy ciocia cię nauczyli, że to jest takie a takie zwierzę, że po to je pozyskujemy. Polska jest jedynym krajem na świecie, który na to nie pozwala.