...
Dom SportOto co zrobił Piesiewicz po zawarciu umowy z Zondacrypto. Ujawniamy. „Hit”

Oto co zrobił Piesiewicz po zawarciu umowy z Zondacrypto. Ujawniamy. „Hit”

przez admin

– Musimy ten bałagan posprzątać – mówi Adam Korol, były minister sportu, a obecnie wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W piątek na spotkaniu u obecnego ministra sportu Jakuba Rutnickiego wielu ważnych ludzi będzie się zastanawiać, jak wobec afery z firmą Zondacrypto pozbawić Radosława Piesiewicza stanowiska szefa PKOl.

W październiku 2025 roku Radosław Piesiewicz związał umową sponsorską Polski Komitet Olimpijski z budzącą kontrowersje giełdą kryptowalut Zondacrypto. Piesiewcz zrobił to bez konsultacji, a wręcz w tajemnicy przed zarządem PKOl.

Zobacz wideo Kontrowersje wokół zarobków Piesiewicza. „Jego pensja jeździła jak winda w Pałacu Kultury”

Dziś, pół roku później, Zondacrypto upada, a wśród 30 tys. poszkodowanych na łączną kwotę 350 mln zł za chwilę mogą znaleźć się polscy olimpijczycy, którzy mieli obiecane nagrody od tego sponsora, a teraz boją się, że ich nie dostaną.

W piątek w sprawie ogromnego kryzysu wizerunkowego PKOl, wywołanego przez Piesiewicza, z wieloma osobami z zarządu tej instytucji spotka się minister Jakub Rutnicki. Szef resortu sportu zaprosił do siebie szefów polskich związków sportowych. Z jednym z najważniejszych ludzi w tym gronie rozmawiamy o tym, co może przynieść spotkanie.

Łukasz Jachimiak:  Był pan ministrem sportu, więc dobrze pan wie, że nie ma on władzy, aby odwołać prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, prawda?

Adam Korol, wiceprezes PKOl, prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich: Tak.

W związku z tym czego pan oczekuje po piątkowym spotkaniu Jakuba Rutnickiego z szefami wielu związków sportowych? Bo zapewne się pan na to spotkanie wybiera.

– Oczywiście, że się wybieram. I generalnie bardzo dziękuję panu ministrowi, że je organizuje. To szalenie istotne w kontekście tego, co się dzieje wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Takie spotkanie oczywiście powinno się odbyć w PKOl, a pan prezes Radosław Piesiewicz, który doprowadził do kryzysowej sytuacji, powinien stanąć przed całym środowiskiem. Ale wiadomo, że pan prezes na coś takiego się nie zdobędzie.

Po spotkaniu u ministra oczekuję przede wszystkim bardzo poważnej dyskusji na temat tego, co się dzieje z naszą instytucją. Obecni mają być prezesi polskich związków sportowych – dyscyplin olimpijskich i nieolimpijskich, czyli osoby, które tworzą polski sport i nim zarządzają. Będą mieli okazję wypowiedzieć się o sytuacji, która jest bardzo niekomfortowa dla nas wszystkich. Z jednej strony jesteśmy prezesami związków sportowych i każdy odpowiada za swoją dyscyplinę, a z drugiej wszyscy razem tworzymy PKOl. Moje stanowisko jest znane. Wyrażam swój sprzeciw, wyrażałem go od samego początku, kiedy nazwa giełdy kryptowalut nagle się pojawiła w kontekście PKOl, w okolicznościach bardzo zaskakujących.

Przypomni je pan?

– O tym, że giełda kryptowalut została sponsorem PKOl, my, wiceprezesi, jak i pozostali członkowie zarządu, dowiedzieliśmy się z mediów, po fakcie. Chyba jeszcze bardziej zaskakujące jest, że ekipa Polsatu, czyli ówczesnego partnera medialnego PKOl, jechała do Monako na konferencję komitetu, ale nie wiedziała, co to będzie za konferencja. A najbardziej bulwersujące, że byli tam nasi sportowcy, zawodnicy reprezentacji olimpijskiej i zarazem żołnierze Wojska Polskiego, którzy nie wiedząc, o co chodzi, zostali użyci do uwiarygodnienia tego podejrzanego sponsora.

Którego szef, Przemysław Kral, nie może przyjeżdżać do Polski, dlatego prezes Piesiewicz i jego świta, by zawrzeć umowę, pojechali do niego do Monako.

– Takie działania muszą zostać jednoznacznie potępione. Myślę, że u ministra dojdzie do swobodnej dyskusji środowiska, któremu się na to nie pozwala w Polskim Komitecie Olimpijskim. Z reguły jesteśmy tam stawiani przez prezesa Piesiewicza przed faktami dokonanymi. Robi wszystko sam, bez żadnej konsultacji, a nawet bez wcześniejszego powiadomienia nas, co zamierza.

Brzmi jak monarchia absolutna, żeby nie powiedzieć dyktatura.

– Niestety, dokładnie tak to wygląda. Niby jest zarząd i prezydium zarządu, ale liczą się tylko pewne zaufane osoby prezesa, które wiedzą o jego poczynaniach. Dla nich nieważne jest, że my też tworzymy tę instytucję i że jesteśmy – a mówię o wielu z nas – mocniej związani z Polskim Komitetem Olimpijskim niż pan prezes. Przecież w zarządzie są mistrzowie olimpijscy. My przez lata w PKOl składaliśmy olimpijskie ślubowania, odbieraliśmy nominacje do kadry. To nasz dom, dom polskiego sportu. I ten budynek to Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II, a nie Zondacrypto Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II, jak sobie wymyślił prezes. Giełda, której zaufał, się zwija. Zwolniła pracowników, jej prezes jest niedostępny, kolejne kluby sportowe zrywają z tą firmą umowy, bo nie dostają pieniędzy i widzą, że bycie z nią kojarzonym jest wizerunkową katastrofą. A prezes Piesiewicz wychodzi do dziennikarzy i mówi, że wszystko jest świetnie.

Nie, nie, prezes Piesiewicz mówi, że zawiodło państwo. Nie słyszał pan, że miał wątpliwości i zgłosił je nawet do ABW, a ABW go nie ostrzegło?

– To kłamstwo jest tak proste do zweryfikowania, że aż się dziwię, że pan prezes go użył. Pokazał pismo, które ABW dostało od niego na pięć dni przed podpisaniem umowy. A w nim nie ma przecież nawet pół słowa, że chodzi o giełdę kryptowalut.

Uważa pan, że to klasyczna „podkładka”? Że chodziło tylko o to, aby w razie ewentualnych problemów móc powiedzieć właśnie tak, jak teraz powiedział Piesiewicz – że on miał wątpliwości, ale został z nimi pozostawiony bez pomocy?

– Oczywiście. Ale jeżeli ktoś myśli, że ludzie, którzy takiej wypowiedzi słuchają i to pismo czytają, nie są na tyle inteligentni, żeby zrozumieć prawdziwe intencje, to mamy do czynienia po prostu z obrażaniem ludzkiej inteligencji. To bardzo proste do zweryfikowania. Minister Tomasz Siemoniak, który jest koordynatorem służb specjalnych, i jego rzecznik Jacek Dobrzyński, zrobili to w pięć minut.

Pismo od PKOl do ABW wpłynęło pięć dni przed podpisaniem umowy z giełdą kryptowalut. Trzeba być naprawdę średnio rozgarniętym, żeby nie wiedzieć, że pięć dni przed podpisaniem umowy tak naprawdę wszystko jest już ustalone, tym bardziej, że podpisanie umowy ma się odbyć za granicą. Pan prezes Piesiewicz mówił, że zwracał się wielokrotnie do ABW na temat szkoleń i ABW to też zweryfikowało, informując, że było chętne do pomocy, ale sekretarz generalny PKOl stwierdził, że „komitet nie ma na to terminu”. Po co kłamać, skoro druga strona ma na wszystko dokumenty, maile, dowody?

Zmagamy się z największym kryzysem wizerunkowym w historii Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Za chwilę wszyscy wypowiedzą umowy tej nieszczęsnej giełdzie, a my jako jedyni zostaniemy z wielkim, kolorowym neonem na budynku, który jest domem polskiego sportu. To skandaliczne.

Nie jesteście w stanie zrobić nic, żeby wbrew woli prezesa Piesiewicza PKOl też wypowiedział umowę firmie Zondacrypto?

– Zaraz po zawarciu tej umowy powstał list 15 prezesów związków sportowych. Ale pan Henryk Olszewski wyraził swoje oburzenie, że jego nazwisko zostało użyte i wycofał się z poparcia tez, które zawarliśmy w liście. Oczywiście to śmieszna historia, bo nigdy byśmy nie użyli niczyjego nazwiska bez rozmowy z danym człowiekiem i bez jego jasno wyrażonej zgody. Pan Olszewski wyraził taką zgodę, po czym nagle, nie wiadomo dlaczego, ją wycofał. W każdym razie w licznym gronie byliśmy od samego początku oburzeni, że nie zostaliśmy poinformowani o umowie ze sponsorem, a jeszcze bardziej oburzeni, że nasz dom, dom polskiego sportu, ma nosić nazwę giełdy kryptowalut. Dla nas to zawsze było, jest i będzie Centrum Olimpijskie imienia Jana Pawła II, które takiego patrona dostało w 2005 roku. A prezes dokleił sobie do jego imienia nazwę giełdy kryptowalut. Nie potrafimy uszanować największej tradycji. To jest niewiarygodne!

Rozumiem pańskie oburzenie, ale chciałbym się dowiedzieć, co możecie zrobić. Dowiedzieliście się w ogóle, jakie są warunki umowy PKOl z Zondacrypto? Wiecie, jakie pieniądze na jej mocy dostaje komitet i jakie grożą mu kary za zerwanie kontraktu?

– Nic nie wiemy. Nie widzieliśmy tej umowy, nie wiemy, jakie są kary umowne.

A jesteście zgodni, że tę umowę trzeba zerwać bez względu na wysokość kary?

– Jestem zdania, że musimy zerwać współpracę z tym sponsorem natychmiast, bez względu na wszystko. Bo szkody wizerunkowe są większe niż jakiekolwiek straty, które wygeneruje zerwanie kontraktu. Przecież tu nawet nie codziennie, tylko co godzinę pojawiają się nowe, fatalne informacje dotyczące głównego sponsora Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Musimy się od tej firmy odciąć.

Zobacz inne