Jeśli wierzyć sondażom, po wyborach 7 maja większość w parlamentach regionalnych Szkocji i Walii przejmą zwolennicy rozwodu z Londynem. A już są u władzy w Irlandii Północnej
Jedność Wielkiej Brytanii okaże się kolejną ofiarą katastrofalnej kampanii irańskiej Donalda Trumpa? W każdym razie wojna na Bliskim Wschodzie i jej skutki gospodarcze przyczyniają się do wzrostu poparcia dla zwolenników rozwodu z Londynem.
MFW radykalnie zrewidował prognozy wzrostu gospodarczego na Wyspach na ten rok. Miałby spaść do 0,8 proc., najwięcej ze wszystkich państw G7. Do połowy przyszłego roku prognoza przewiduje wzrost bezrobocia o przeszło ćwierć miliona osób. A jeszcze w tym roku inflacja miałaby skoczyć do 4 proc., dwa razy więcej, niż wynosi cel banku centralnego.
To ciąży na notowaniach premiera Keira Starmera. Przywódca labourzystów wygrał blisko dwa lata temu wybory, obiecując z jednej strony poprawę koniunktury gospodarczej, a z drugiej postawienie na nogi usług publicznych, w szczególności służby zdrowia. Ani jedno, ani drugie mu się jednak nie udało.
– Starmer pozostaje u władzy bez celu – podsumował w tym tygodniu oceny premiera dziennik „Financial Times”. Poparcie dla laburzystów spadło z blisko 34 proc. w wyborach w 2024 do 16 proc.
Szkoci tradycyjnie w większości głosują na lewicę
Zbyt świeża jest jednak pamięć fatalnych skutków rządów Partii Konserwatywnej, w szczególności brexitu, aby, jak to bywało w przeszłości, część zawiedzionych wyborców lewicy przeszła na stronę torysów. Teraz ruch jest bardziej radykalny: sfrustrowani stawiają na populistyczną, nacjonalistyczną Reform UK Nigela Farage’a, która od wielu miesięcy ma największe poparcie w sondażach.
Tyle że w Szkocji, która zasadniczo serce ma po lewej stronie, ten mechanizm nie działa. Tu już konserwatyści nie znajdują wzięcia. Upadek laburzystów zasila więc popularność secesjonistycznej Szkockiej Partii Narodowej (SNP). Najnowszy sondaż instytutu Ipsos daje temu ugrupowaniu 39 proc. poparcia, co w koalicji z również forsującymi niepodległość Zielonymi (7 proc.) przełożyłoby się na większość w regionalnym parlamencie (Holyrood). Laburzyści musieliby się zadowolić 15 proc., podobnie jak Reform UK.
Z kolei instytut YouGov uważa, że SNP uzyska 67 mandatów w 128-mandatowym zgromadzeniu. A więc samodzielną większość. Zdaniem tej analizy liczba posłów o nastawieniu niepodległościowym mogłaby łącznie wynieść od 69 do 82 wobec 45-58 tych wiernych koronie.
John Swinney, obecny lider SNP i pierwszy minister Szkocji, stojący na czele mniejszościowego rządu w Edynburgu, ma ambitny plan. – Jestem przekonany, że niepodległość jest w zasięgu ręki. Trzeba tylko po nią sięgnąć – zapowiada. Jeśli jego ugrupowanie faktycznie uzyska większość w parlamencie, chce on zorganizować referendum niepodległościowe w 2028 r. i w razie pozytywnego rezultatu proklamować w 2030 r. niepodległość kraju nieco mniejszego od Węgier i z 5,5 mln ludności. Oznaczałoby to, że obecne wybory w Szkocji byłyby ostatnimi w ramach królestwa.
Większość mieszkańców Irlandii Północnej to katolicy
W 2014 r. szkoccy nacjonaliści przegrali stosunkiem 45 do 55 proc. referendum niepodległościowe. Teraz zdaniem BBC wśród zdecydowanych wyborców 53 proc. opowiada się za zerwaniem z koroną, a 47 proc. – za pozostaniem przy niej. Wzrost poparcia dla niezawisłości zanotowano po referendum rozwodowym w 2016 r. i od tego czasu utrzymuje się ono na podobnym poziomie. – Szkocja jest zasadniczo podzielona po połowie, gdy idzie o niepodległość – uważa John Curtis, najbardziej znany brytyjski socjolog.
Sąd Najwyższy uznał jednak, że bez zgody rządu w Londynie referendum w Szkocji odbyć się nie może. Keir Starmer na razie wyklucza taką możliwość. Jednak podobnie jak to było przed głosowaniem w 2014 r., gdyby presja na przeprowadzenie takiej konsultacji była wśród Szkotów bardzo duża, władzom królestwa trudno byłoby się jej oprzeć.
Subwencje dla Szkocji od rządu centralnego wynoszą ok. 2,7 tys. funtów rocznie na osobę. Swinney przekonuje jednak, że tę stratę wyrówna przejęcie przez Edynburg dochodów z eksploatacji złóż gazu pod Morzem Północnym. Liczy też na szybkie członkostwo w UE, co jednak może okazać się trudne m.in. z powodu oporu Hiszpanii, która obawia się złego przykładu dla Katalonii.
Po raz pierwszy w historii w wyniku wyborów 7 maja większość w parlamencie Walii ma szansę przejąć również dążąca do niezawisłości lewicowa partia Plaid Cymru. W tym przypadku znaki zapytania odnośnie wiarygodności niezawisłości tak niewielkiego (20 tys. km kw., nieco ponad 3 mln mieszkańców) są jednak o wiele większe, niż gdy idzie o Szkocję.
Od trzech lat, również po raz pierwszy w historii, na czele regionalnego rządu Irlandii Północnej w Belfaście stoi przedstawicielka dążącego do zjednoczenia Zielonej Wyspy ugrupowania Sinn Féin, Michelle O’Neill. To po części wynik zmiany proporcji mieszkańców prowincji: już spis powszechny z 2021 r. pokazał, że przewagę (45,7 proc.) mają tu katolicy (protestantów jest 43,5 proc.). Blisko 2/3 katolików popiera zaś integrację z Republiką Irlandii. Zgodnie z Porozumieniami Wielkopiątkowymi z 1998 r., jeśli istnieje wyraźne poparcie w sondażach dla jedności wyspy, Londyn jest zobowiązany do organizacji referendum w tej sprawie.