...
Dom SportObrażał Legię, w Warszawie przeżył koszmar. „Nie miałem za co przepraszać”

Obrażał Legię, w Warszawie przeżył koszmar. „Nie miałem za co przepraszać”

przez admin

Żaden piłkarz, który grał i w Lechu, i w Legii, nie wzbudzał u kibiców tak negatywnych emocji jak Paweł Kaczorowski. Pierwsi znienawidzili go za przejście do rywala ze stolicy, a drudzy za zachowanie po skandalicznym finale Pucharu Polski. W Warszawie przeżył koszmar.

Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

1 czerwca 2004 roku, po drugim meczu finału Pucharu Polski w Warszawie, doszło do skandalu. Najpierw na trybunie honorowej starego stadionu przy ul. Łazienkowskiej chuligani Legii zaatakowali świętujących piłkarzy Lecha Poznań. Część z nich została poturbowana i straciła medale. Chwilę później ci sami zawodnicy świętowali ze swoimi kibicami, śpiewając piosenki obrażające gospodarzy.

To nie było kilkanaście sekund, to nie był chwilowy incydent. Po zejściu do szatni piłkarze Lecha nie tylko celebrowali wielki sukces, ale wciąż też obrażali Legię. Wiodącym piłkarzem był wśród nich Paweł Kaczorowski, co dobrze widać na filmie, który trafił do internetu. 

Przewrotny los chciał, że siedem miesięcy później Kaczorowski został piłkarzem Legii. W Warszawie nigdy jednak nie wybaczono mu zachowania po pamiętnym finale. – Budziłem nieustające emocje na stadionie. Nieprzyjemne komentarze. Wyzwiska. Normalne, no. „Ty c***u”, „Ty k***o”, „Ty c***u” – wspominał Kaczorowski na łamach „Dużego Formatu”.

 

„Kazimierz Górski nie czuł się bezpieczny”

Dwie dekady temu finały Pucharu Polski były zupełnie inne niż dziś. Inne były nie tylko ranga i otoczka wydarzenia, ale też jego format: o trofeum decydował dwumecz. W sezonie 2003/04 w pierwszym spotkaniu lepszy był Lech, który wygrał u siebie 2:0 po dwóch golach Piotra Reissa.

Dwa tygodnie później w Warszawie lepsza była Legia (1:0), ale trofeum zdobyli Poznaniacy. W trakcie ceremonii wręczenia trofeum na loży honorowej doszło do skandalu. Kilku chuliganów Legii napadło na piłkarzy Lecha, a czterej z nich – Mariusz Mowlik, Zbigniew Zakrzewski, Błażej Telichowski i Krzysztof Kotorowski – straciło medale. Obrażenia odniosło też kilku gości siedzących w loży honorowej. Działacz PZPN miał złamaną rękę.

„Na trybunę honorową wbiegło dosłownie czterech ogolonych na zero chuliganów i zaatakowali, wręcz zepchnęli odbierających Puchar Polski i medale piłkarzy Lecha. Omal nie doszło do rękoczynów i tragedii. Piłkarze z Poznania uciekali w popłochu do szatni. Wielką zasługą spikera jest to, że nie doszło do wielkiej bijatyki” – relacjonowała „Gazeta Wyborcza”. 

Zobacz wideo WISŁA KRAKÓW OSZUKANA! PUNKTUJEMY SĘDZIÓW PO HICIE LEGIA – WISŁA

– Kilkunastu ludzi z loży honorowej zostało napadniętych i pobitych. Pan Kazimierz Górski nie czuł się bezpieczny, nie mówiąc o innych znanych ludziach, którzy przyszli na mecz. Jan Kulczyk, Zbigniew Niemczycki, Stanisław Paszczyk, sponsorzy Pucharu Polski – ta kompromitacja rozegrała się na ich oczach. Jeden z działaczy PZPN dwa razy dostał kamieniem w głowę, inny został kopnięty i uderzony w tunelu. Trzy rzędy za mną siedział facet, który przez cały mecz mi ubliżał, i też nikt nie zareagował – na łamach „Wyborczej” opisywał ówczesny prezes PZPN, Michał Listkiewicz.

Pierwsza reakcja stołecznego klubu była dziwaczna. Prezes Legii Piotr Zygo tuż po meczu bagatelizował skandaliczne wydarzenia, do jakich doszło na trybunie honorowej i wskazywał na niewłaściwe zachowanie gości. A ci też mieli sporo za uszami.

Chwilę po meczu piłkarze Lecha świętowali ze swoimi kibicami pod zajmowanym przez nich sektorem. Już wtedy zawodnicy chętnie śpiewali wulgarne piosenki obrażające Legię. Sytuacja powtórzyła się w szatni, a na wspomnianym filmie widać, że niewłaściwie zachowywał się nie tylko Kaczorowski, ale też m.in. kapitan drużyny Reiss oraz jej trener, Czesław Michniewicz.

– Wygraliśmy i na filmie widać, jak w szatni się z tego cieszymy. Jak śpiewamy. W tym jedną taką piosenkę, którą śpiewają wszyscy, którzy wygrają z tym klubem, i to w jego mieście – wspominał Kaczorowski w „Dużym Formacie”.

Dwa dni po finale doszło do nadzwyczajnego spotkania Wydziału Dyscypliny PZPN, który ukarał oba kluby. Na Legię nałożono grzywnę w wysokości 50 tys. złotych, a na kolejny ligowy mecz z Widzewem Łódź wpuszczono jedynie posiadaczy karnetów. Lech został ukarany pięciotysięczną grzywną, a jego kibice otrzymali zakaz wyjazdu na spotkanie z Górnikiem Polkowice. Tysiąc złotych grzywny musiał też zapłacić Reiss.

Zobacz inne