„Niech rzuci kamieniem ten, który nie próbował przyspieszyć sobie spotkania z lekarzem” – stwierdził Artur Łącki, najbogatszy poseł w Sejmie. O sprawę Dawida Kacprzyka i saloniku VIP na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym polityk pytany był w Kanale Zero. Z jednej strony przekonywał, że premier Donald Tusk takich zachowań nie toleruje i „nie bierze jeńców”, z drugiej – podobnie jak wczoraj Tusk – Łącki próbował tłumaczyć wszystko złym „systemem”.
Czy historia z Dawidem Kacprzykiem – lekarzem i radnym, który po doniesieniach medialnych o jego milionowych zarobkach (mimo młodego wieku i doświadczenia zawodowego adekwatnego do tego wieku) zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej – pogrąży KO i doprowadzi do porażki wyborczej?
„Wyszło szydło z worka”
Takie pytanie usłyszał Artur Łącki, polityk KO i najbogatszy poseł w Sejmie obecnej kadencji, w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w Kanale Zero.
Chciałbym, żeby nie. Uważam, że nasze rządy i tak są o wiele lepsze od rządów PiS. Bardziej sprawiedliwie i dobre dla Polski, w kwestii zdrowotnej i ogólnie bezpieczeństwa. Chciałbym więc, żeby nie, ale faktem jest – trzeba tutaj użyć polskiego powiedzenia – że wyszło szydło z worka
— podkreślił.
Pytany, czy „szydło z worka” oznacza prawdziwy obraz Koalicji Obywatelskiej, poseł odpowiedział:
Wyszło szydło z worka, czyli prawda o tym, jak funkcjonuje służba zdrowia w Polsce.
Od wielu lat była psuta przez polityków tylko i wyłącznie. Nie była reformowana, jeśli był jakiś problem, to tylko dosypywano pieniądze. To nie zdało egzaminu. (…) Politycznie tę sprawę trzeba rozwiązać i to jednym cięciem. Jeśli ktoś widzi, jak rządy sprawuje pan premier Donald Tusk, to wie o tym, że w takich sprawach nie bierze jeńców. Jeśli potwierdzi się, że była vipówka i że z niej korzystali członkowie KO, to jestem przekonany, że na drugi dzień nie będą już członkami KO i nie znajdą miejsca na listach wyborczych. (…) Zły jest system. A tu jest pretekst na to, żeby ten system wreszcie zacząć naprawiać
— przekonywał Łącki.
Cóż, jest wiele rzeczy nieakceptowalnych społecznie, niedopuszczalnych moralnie i/lub niezgodnych z prawem, które teoretycznie można zrobić, a jednak większość ludzi się na to nie decyduje, choć „system” na to pozwala. Tyle że czy to od samego premiera Tuska, czy to od Koalicji Obywatelskiej, słyszymy z jednej strony zapewnienia o rozprawianiu się z takimi sytuacjami z całą surowością, z drugiej – albo tłumaczenia o „złym systemie”, albo prymitywny whataboutism.
Rozbrajające „argumenty” Łąckiego
Na pytanie, czy nie jest trochę tak, że to może politycy koalicji są „zepsuci” i poczuli się zbyt pewnie, Łącki roześmiał się.
Niech rzuci kamieniem ten, który nie próbował przyspieszyć sobie spotkania z lekarzem. Ta służba zdrowia w Polsce jest tak skonstruowana, że trzeba czekać swojej kolejki, że że powinny być te procedury przestrzegane dla wszystkich i nie ma znaczenia, czy on jest policjantem, żołnierzem czy politykiem
— stwiedził poseł, który w tym samym wywiadzie przyznał się, że sam korzysta z prywatnej służby zdrowia.
Polityk, szczególnie partii rządzącej, musi być jak żona Cezara. W takich kwestiach premier Donald Tusk żadnych jeńców nie bierze. Jestem przekonany, że sprawa zostanie wyczyszczona do końca
— przekonywał dalej Artur Łącki.
Kanał Zero/X/Joanna Jaszczuk
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.
Subskrybuj Oglądaj wPolsce24 Wesprzyj nas