...
Dom SportLech Poznań odpadł w niewiarygodny sposób. Jedno musi zrobić natychmiast

Lech Poznań odpadł w niewiarygodny sposób. Jedno musi zrobić natychmiast

przez admin

Lech Poznań w rewanżu z Aarhus się skompromitował, ale teraz nie powinien podejmować żadnych nerwowych ruchów. Mistrzowie Polski jakiś czas weszli na dobrą drogę i muszą nią konsekwentnie podążać. Nawet jeśli najedli się wstydu jak nigdy.

To miała być tylko formalność, a skończyło się jedną z największych, o ile nie największą kompromitacją polskiego klubu w europejskich pucharach. Lech Poznań po zwycięstwie 4:1 w Aarhus miał spokojnie przejść do III rundy kwalifikacji i kontynuować marzenia o historycznym awansie do Ligi Mistrzów. Bo przecież szanse na to miał wielkie jak nigdy. Ale zamiast tego, jak to często bywa w naszym przypadku, były jednak szok i niedowierzanie.

Ale tym razem naprawdę trudno zrozumieć to, co wydarzyło się w środowy wieczór w Poznaniu. Zwłaszcza po dobrym początku sezonu w wykonaniu drużyny Nielsa Frederiksena. Początku, który tylko zdawał się potwierdzać, że Lech zrobił wszystko, by stojącej przed nim szansie sprostać. Tym razem to naprawdę nie miało tak wyglądać, dlatego tym trudniej zrozumieć i przyjąć klęskę w rewanżu z mistrzem Danii.

Do kwalifikacji Ligi Mistrzów Lech podszedł przecież silniejszy, niż był na koniec poprzedniego sezonu. Drużyny nie opuścił żaden z kluczowych piłkarzy, a klub nie szczędził pieniędzy na wzmocnienia. Za Luisa Palmę, Terry’ego Yegbe, Mateusza Lisa i Allahyara Sayyadmanesha Poznaniacy zapłacili tyle, ile nigdy wcześniej się im nie zdarzyło. Lech zrobił wszystko, by przygotować drużynę i zadać kłam dawno nieprawdziwym zarzutom, że nie lubi wydawać pieniędzy, a kiedy już to robi, robi to źle. 

Nie można mieć pretensji do właścicieli i pionu sportowego, oni swoją robotę wykonali wzorowo. Frederiksen? Do niego pewnie można mieć żal, że nieodpowiednio przygotował zespół od strony mentalnej i nienajlepiej zarządzał samym spotkaniem. Ale to nie sprawia, że Duńczyk nagle stał się trenerem gorszym niż tydzień temu, kiedy rozbijał Aarhus na wyjeździe, czy nawet dwa miesiące temu, kiedy zdobywał z Lechem drugie z rzędu mistrzostwo Polski. Frederiksen na pewno błędów się nie ustrzegł, ale w tym wypadku największe pretensje trzeba mieć do samych piłkarzy.

To oni najbardziej pokpili sprawę. To oni, choć po pierwszym meczu mówili, że rewanżu nie zlekceważą, ostatecznie na niego nie dojechali. Wystarczy tylko spojrzeć na indywidualne występy niektórych z nich. Mikael Ishak zagrał jeden z najsłabszych meczów w Lechu, Robert Gumny zawalił pierwszego i drugiego gola, Palma pod koniec pierwszej połowy zmarnował stuprocentową okazję, a drużynie w ogóle nie pomógł Lis.

Zobacz wideo Żelazny szczerze o Lechu Poznań: Dzisiaj ten klub jest wzorem dla Legii

Lech nie może zejść z obranej drogi

Czy można mieć pretensje do Frederiksena, że Gumny przy pierwszej bramce podał pod nogi rywala? Albo że Palma z czterech metrów strzelił nad pustą bramką? Lepsze zachowanie w tych prostych sytuacjach oddaliłoby od Lecha nadchodzące kłopoty. Tak samo byłoby, gdyby w trudnym momencie piłkarze Frederiksena potrafili przenieść grę na połowę rywala i spokojnie utrzymać się przy piłce. – Zabrakło im boiskowej inteligencji – mówił po meczu Artur Wichniarek w Kanale Sportowym. I nie sposób się z tym nie zgodzić.

Piłkarze Lecha muszą mieć świadomość, że to oni w największym stopniu położyli rewanż z Aarhus. Oni sami odebrali sobie wielką szansę na awans do Ligi Mistrzów. Dlatego w Lechu – mimo wszystko – powinni zachować spokój. Klub dostał brutalną lekcję, ale też taką, która drugi raz się pewnie nie powtórzy. A przynajmniej nie powinna.

Lech kilka lat temu obrał dobrą drogę i powinien nią kroczyć, nie podejmując przy okazji nerwowych ruchów. To na pewno nie czas na zwalnianie Frederiksena, choć ciekawe jest, jak Duńczyk zarządzi tym koszmarnym wynikiem i jak zareaguje na niego drużyna. To też nie czas na wyprzedaż i panikę. Nawet jeśli któryś z wychowanków odejdzie z klubu jeszcze tego lata, jego następca powinien zostać wybrany na podobnych zasadach, co poprzedni piłkarze. Bo zwłaszcza w ostatnim czasie transfery Lecha w większości też były dobre.

Jeśli Poznaniacy – i jakikolwiek polski klub – chcą zbudować cokolwiek poważnego w skali Europy, nie mogą panikować po pierwszej porażce. Nawet tak dotkliwej. Najlepszym przykładem niech będzie Bodo/Glimt, którym przed chwilą zachwycaliśmy się w Lidze Mistrzów, a które nie tak dawno temu z pucharów eliminowały i Lech, i Legia Warszawa. Tam mieli jednak dobry plan i w niego wierzyli. I oby tej wiary nie zabrakło teraz w Poznaniu.

Zobacz inne