...
Dom SportByliśmy na pierwszym meczu Wisły Kraków. Jedno rzuca się w oczy. „Klasa światowa”

Byliśmy na pierwszym meczu Wisły Kraków. Jedno rzuca się w oczy. „Klasa światowa”

przez admin

Na Reymonta czekali na to ponad cztery lata. Wisła wraca do Ekstraklasy nie jak ubogi krewny, ale jak dobrze zorganizowany, nowoczesny projekt. I choć początek meczu z GKS-em Katowice przypominał spacer po polu minowym, to druga połowa dała odpowiedź: Wisła ma warunki, by utrzymać się w lidze.

Na trzy godziny przed meczem pod stadionem trwało już piłkarskie święto. Kibice opanowali nowo otwartą strefę gastronomiczną i klubową restaurację. Trzeba to przyznać wprost: infrastruktura wokół Reymonta to dziś poziom europejski, klasa światowa. Wisła odrobiła zadanie przez lata nieobecności w Ekstraklasie i przynajmniej w strefie biznesowej wyznacza standardy. Cztery strefy – od ogródka przed restauracją, przez potężny food hall, aż po strefę z leżakami i telebimem, gdzie całe rodziny biesiadowały i oglądały mecz zaprzyjaźnionego Widzewa. Ale na samych trybunach sielanki nie było. Kontrast w porównaniu z majowym meczem z Chrobrym Głogów, gdy Wisła przypieczętowała awans, był uderzający. Wtedy była czysta fiesta i wielka zabawa. Dziś? Pół Krakowa weszło w ten mecz ze skrajną, wręcz paraliżującą pokorą. Atmosfera była tak gęsta, że można było ją kroić.  

Pierwszy kwadrans w klinczu i zbawienny Lubik

I początek meczu tylko te obawy utwierdził. Przez pierwsze 15 minut Wisła była w klinczu. Poukładana, twarda i fizyczna drużyna z Katowic przycisnęła beniaminka wysokim pressingiem. Krakowianie z trudem wyprowadzali piłkę, gubiąc rytm i zaliczając proste straty. I choć Kacper Duda próbował napędzać atak kapitalnymi, prostopadłymi podaniami, to Kuziemka i Sanchez raz po raz przegrywali pojedynki biegowe. Dwa razy cały stadion zamierał i tylko genialne interwencje Łubika uchroniły Wisłę przed zimnym prysznicem. Wisła obudziła się dopiero po 25 minutach, powoli odzyskując kontrolę nad meczem.

Zobacz inne